http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Islamiści biorą Egipt

Marta Urzędowska
2011-12-03, ostatnia aktualizacja 2011-12-02 21:31

Pierwsza tura egipskich wyborów najprawdopodobniej przyniosła miażdżące zwycięstwo islamistom, zarówno umiarkowanym Braciom Muzułmanom, jak i ultraortodoksyjnym salafitom, którzy chcą zrobić nad Nilem drugą Arabię Saudyjską.

Modły na placu Tahrir w Kairze
Fot. Bela Szandelszky AP
Modły na placu Tahrir w Kairze
SERWISY
- W państwie islamu nie możemy pozwolić ludziom decydować o tym, co jest dobre, a co złe, bo to wie tylko Allah! - mówił przed ogłoszeniem wyników rzecznik salafickiej partii Światło Jusari Hamad.

Ciągle nie znamy pełnych wyników wyborów. Jednak z cząstkowych informacji wynika, że wielki sukces odnieśli właśnie salafici, którzy mogli zdobyć aż 25 proc. głosów. To największa niespodzianka pierwszej tury, bo sukces słynących z dobroczynności umiarkowanych Braci Muzułmanów, którym wróżono 40 proc., był pewny. Trzecie miejsce najpewniej zajęła koalicja partii liberalnych Egipski Blok.

Bracia Muzułmanie nie kryli, że jeśli zwyciężą, wprowadzą szariat do wszystkich dziedzin życia. Kobiety i chrześcijanie, których w Egipcie jest kilkanaście milionów, z niepokojem oczekiwali ich rządów.

Jednak zapowiedzi Braci to nic w porównaniu z planami Światła. Liderzy tej partii powtarzają, że kobiety powinny zasłaniać twarz, a chrześcijanie nie mogą sprawować publicznych funkcji. Zgadzają się na obecność kobiet w parlamencie tylko pod warunkiem, że nie będą publicznie zabierać głosu ani rozmawiać z mężczyznami.

Salaficcy politycy odmawiają nawet uściśnięcia kobiecie ręki.

Ponieważ prawo wymaga, żeby każda partia miała wśród kandydatów kobiety, salafici umieszczali swoje kandydatki na szarym końcu, a na plakatach wyborczych zamiast ich twarzy były kwiaty.

Bracia Muzułmanie najpewniej będą ostrożni w kontaktach z salafitami, wiedząc, że może ich to kosztować zaufanie umiarkowanych wyborców i Zachodu. - Nie mamy zamiaru tworzyć islamskiego rządu - oświadczyli przed ogłoszeniem wyników. - Chcemy, żeby ten parlament reprezentował wszystkie części egipskiego społeczeństwa.

Zwycięstwo islamistów, chociaż na Zachodzie przyjęte z niepokojem, to bez wątpienia suwerenny wybór Egipcjan. Zagraniczni obserwatorzy przyznają, że wybory były uczciwe. Rekordowa 70-proc. frekwencja zaskoczyła nawet państwową komisję wyborczą, która dwa razy przekładała ogłoszenie wyników, bo nie mogła doliczyć się wszystkich głosów.

We wcześniejszych, organizowanych przez dyktaturę Hosniego Mubaraka wyborach zwycięstwo prezydenckiej partii było zawsze z góry przesądzone. Tym razem Egipcjanie poczuli, że po raz pierwszy ich głos ma znaczenie, dlatego poszli głosować, mimo że ostatni tydzień przed wyborami był wyjątkowo burzliwy. Na kairskim placu Tahrir tysiące demonstrantów protestowały przeciwko rządom rady generałów, którzy przejęli władzę po obaleniu Mubaraka i nie bardzo chcą ją oddać.

Chociaż wybory do niższej izby parlamentu potrwają do początku stycznia, wyniki pierwszej tury, przeprowadzonej m.in. w 20-milionowym Kairze i Aleksandrii, są bardzo ważne.

Najważniejszym zadaniem nowego parlamentu będzie wyłonienie 100-osobowego zgromadzenia, które napisze nową konstytucję. Nie wiadomo tylko, jaki wpływ na jej kształt będzie mieć armia, która wcześniej zapowiadała, że chce mieć prawo weta wobec każdego projektu. Właśnie ta zapowiedź generałów wywołała ostatnie zamieszki w Egipcie. Do tej pory się z niej nie wycofali.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':