- Około szóstej rano do tylnego wejścia naszego szpitala podjechał furgon więzienny. Otworzyły się drzwi. I wtedy zobaczyliśmy, jak wprowadzają Tymoszenko. Ledwo ją poznaliśmy - relacjonowała pielęgniarka z oddziału chirurgicznego Kijowskiej Kliniki Obwodowej, prosząc dziennikarzy, by nie publikowali jej nazwiska. - W szpitalu mamy wózki do przewożenia pacjentów, ale jej nikt go nie podał, chociaż nie mogła iść. Dwóch konwojentów po prostu chwyciło ją pod pachy i tak wlekli po korytarzu. Zasłaniali ją przy tym tarczami, żebyśmy nie widzieli, kogo tak ciągną. Jeszcze płaczemy, kiedy to wspominamy.
Według pielęgniarki lekarze, którzy badali przywódczynię opozycji, stwierdzili, że cierpi ona na bolesną i prowadzącą do ciężkich powikłań przepuklinę międzykręgową. Szefowie kijowskiej kliniki zabronili personelowi opowiadać o wizycie Tymoszenko, grożąc, że ci, którzy złamią zakaz, oraz ich bliscy będą mieć problemy.
O tym, że była premier, skazana 11 października na siedem lat więzienia za podpisanie rzekomo niekorzystnego dla Ukrainy kontraktu gazowego z Rosją w 2009 r., poważnie choruje, od dawna mówili jej bliscy i obrońcy. Tydzień temu ukraińska rzecznik praw człowieka Nina Karpaczowa bez uprzedzenia administracji odwiedziła ją w więzieniu na kijowskiej Łukjaniwce. Potem w telewizji podniosła alarm, opowiadając, że Tymoszenko nie jest w stanie wstać z pryczy, bardzo cierpi, a jej stan dramatycznie się pogarsza.
Prezydent
Wiktor Janukowycz, którego europejscy politycy oskarżają o zlecenie rozprawienia się z nią, by pozbyć się głównego konkurenta politycznego, ogłosił, że opozycjonistka zostanie przebadana poza więzieniem.
Unia Europejska domaga się od władz w Kijowie natychmiastowego uwolnienia byłej premier. Bez spełnienia tego warunku nie chce podpisać umowy stowarzyszeniowej z Kijowem, co zbliżyłoby Ukrainę do Unii. Janukowycz twierdzi, że na umowie bardzo mu zależy, ale nie może wpływać na niezależny sąd ani na swoich kolegów z rządzącej Partii Regionów, którzy odrzucili korzystne dla Tymoszenko zmiany w prawie, pozwalające jej wyjść na wolność.
Przeciwko dobrej woli Janukowycza świadczą jednak zdarzenia z ostatnich tygodni, gdy prokuratura wszczyna przeciw niej coraz to nowe śledztwa, oskarżając ją m.in. o to, że 15 lat temu miała zapłacić za zamordowanie posła do Rady Najwyższej Jewhena Szczerbania. Na tym zabójstwie najbardziej skorzystał Janukowycz, który zajął miejsce posła i zaczął szybko piąć się po szczeblach politycznej kariery.