http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego prezydent Pakistanu boi się swych generałów

Wojciech Jagielski
2011-11-23, ostatnia aktualizacja 2011-11-23 20:46

Wspierany przez USA niepopularny prezydent Pakistanu, kluczowego sojusznika Zachodu w wojnie afgańskiej, ma coraz większe kłopoty z generałami. Wygląda na to, że między Asifem Alin Zardarim a dowódcą wojska i szefem wywiadu trwa wojna, którą prezydent przegrywa

SERWISY
Awanturę między generałami i cywilami w Islamabadzie wywołał pakistański przedsiębiorca Mansur Idżaz. Ogłosił on, że w maju, gdy amerykańscy komandosi zabili ukrywającego się w Pakistanie Osamę ben Ladena, prezydent Zardari zwrócił się do Amerykanów, by ci obronili go przed pakistańskimi generałami planującymi rzekomo zamach stanu.

Zardari poprosił ambasadora w Waszyngtonie Husajna Hakkaniego, by w tajemnicy przed wojskowymi przekazał jego prośbę do Białego Domu. Ambasador posłużył się Mansurem Idżazem, który w przeszłości wyświadczał przysługi zarówno Islamabadowi, jak i Waszyngtonowi.

Jak pisze w artykule dla "Financial Times" Idżaz, prezydent bał się, iż pakistańscy wojskowi krytykowani w USA za potajemne wspieranie Al-Kaidy i talibów stracą cierpliwość dla amerykańskich sojuszników i ich protegowanego Asifa Alego Zardariego. I nie oglądając się na nic, przejmą władzę w Islamabadzie.

Jego zdaniem przestraszony nie na żarty Zardari przekonywał, że przed puczem może powstrzymać generałów tylko walnięcie Amerykanów pięścią w stół wszechwładnego gen. Perweza Aszfaka Kajaniego, dowódcy armii Pakistanu.

W zamian prezydent obiecywał, że pozbędzie się z wojska wszystkich generałów, wobec których Waszyngton ma zastrzeżenia. I zwłaszcza wymieni dowództwo wywiadu wojskowego, najbardziej podejrzanego o konszachty z Al-Kaidą i talibami.

Inne obietnice obejmowały wydanie Amerykanom ukrywających się w Pakistanie przywódców talibów, w tym ich emira mułłę Omara, czy zgodę na rajdy amerykańskich komandosów na terytorium Pakistanu. I w ogóle Zardari miał obiecać, że zrobi wszystko, czego Biały Dom sobie zażyczy.

Ówczesny przewodniczący kolegium połączonych szefów sztabów USA admirał Mike Mullen potwierdził, że otrzymał taką prośbę od pakistańskiego pośrednika, ale nie potraktował jej poważnie.

Pakistańscy generałowie wpadli we wściekłość. Niedoszły przywódca zamachu stanu gen. Kajani zażądał od prezydenta wyjaśnień i odwołania ambasadora Hakkaniego. Prezydent wszystkiego się wyparł. Podobnie ambasador, twierdząc, że padł ofiarą spisku wrogich mu generałów. "Prawdziwym celem tej nagonki nie jestem ja, ale prezydent i przyszłość demokracji w Pakistanie" - oznajmił Hakkani wezwany pilnie do Islamabadu.

Generałowie, którzy zawsze mieli wiele do powiedzenia w pakistańskiej polityce, a przez przeszło połowę ponad 65 lat niepodległości sami sprawowali władzę, nigdy nie ufali ani Zardariemu, który wżenił się w polityczną dynastię Bhuttów, poślubiając dwukrotną premier Benazir Bhutto (zamordowaną w 2007 r.).

Zdaniem wojskowych Zardari, który w lutym 2008 r. wygrał wybory niewielką większością głosów, zawdzięcza władzę poparciu Amerykanów i się im wysługuje. Ambasadora Hakkaniego mieli zaś za apologetę USA bardziej dbającego o interesy Ameryki niż Pakistanu.

Nieufność wojskowych wobec USA i proamerykańskiej polityki prezydenta Zardariego podziela zdecydowana większość społeczeństwa. Pakistańczycy nie są zadowoleni, że Zardari, a przed nim dyktator wojskowy gen. Perwez Muszarraf opowiedzieli się po stronie USA, wplątali kraj w wojnę afgańską i ściągnęli na Pakistan falę terroryzmu - od 2001 r. pochłonęła ona ponad 30 tys. ofiar śmiertelnych, dwa razy więcej niż wojna w Afganistanie.

Pakistańskie gazety nie mają wątpliwości, że odwołując na żądanie wojskowych ambasadora z Waszyngtonu, Zardari poświęcił go w przegranej rozgrywce z generałami. Znawcy pakistańskiej polityki mają jednak wątpliwości, kto ją rozpoczął.

"Aż się nie chce wierzyć, by Zardari był tak głupi, żeby lecieć do Amerykanów po ratunek przed generałami" - pisze pakistański publicysta Cyril Almeida, przypominając powiązania Mansura Idżaza z pakistańskim wywiadem wojskowym ISI. "A może cała sprawa jest intrygą uknutą przez chłopców w mundurach?" - pytał.

Emerytowany generał Talat Massud, dziś jeden z najbardziej cenionych znawców polityki pakistańskiej, uważa, że między Zardarim a dowódcą wojska gen. Kajanim i szefem ISI gen. Szudżą Paszą trwa wojna, w której największym przegranym może okazać się prezydent.

W 2013 r. Pakistan czekają nowe wybory, a Zardari i jego partia nigdy nie byli tak niepopularni jak dziś. Szczególną antypatią cieszy się Zardari, którego potknięcia skwapliwie wyłapuje przygotowująca się do przejęcia władzy opozycja. Po wybuchu afery z ambasadorem jej przywódca, były premier Nawaz Szarif, oskarżył Zardariego o kompromitowanie kraju frymarczeniem niepodległością. Gazety sympatyzujące z generalicją oskarżają ambasadora Hakkaniego o zdradę stanu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1