O dobroczynnym wpływie kar cielesnych na wychowanie potomstwa kapłan z kościoła w mieście Katwijk nad Morzem Północnym mówił dwójce parafian, którzy przyszli doń pochwalić się narodzinami dziecka
Jego słowa zostały odnotowane w kościelnej gazetce - a pastor Vlietstra miał m.in. powiedzieć, że źle zachowujące się
dzieci powinny być surowo ukarane przez rodziców (padło ponoć nawet słowo "wychłostane").
Na rewelacje dziennika "Leidsch Dagblad" zareagowały holenderska pomoc społeczna i organizacje broniące praw dzieci. A to dlatego, że bicie dzieci przez rodziców jest w Holandii zakazane od 2007 r. i tamtejszy
Kościół protestancki nie zaleca stosowania kar cielesnych.
Pastor Vlietstra tłumaczył się, że nic rodzicom nie radził, cytował tylko XVII-wieczny, kościelny podręcznik na temat wychowania, gdzie jest mowa o chłoście.
Kapłan z Katwijk nie był jedynym protestanckim duchownym w Holandii, który zbyt dosłownie interpretował zapisy Starego Testamentu o tym, by w wychowaniu dzieci nie szczędzić rózgi (w Księdze Przysłów czytamy np.: "Rózga i nagana rodzą mądrość"). W 2010 r. media namierzyły innego kapłana, który bicie dzieci zalecał nie tylko w rozmowach prywatnych z parafianami, ale także podczas kazań.
Gertjan Goldschmeding z holenderskiego Kościoła zielonoświątkowców mówił parafianom: "Jeśli dosłownie interpretować Biblię, to mówi ona, że możesz bić swoje dzieci tak długo, dopóki nie przekonasz się, że wykazują skruchę".
Dziennik "Algemeen Dagblad" opublikował fragment z kazania, jakie Goldschmeding wygłosił w 2007 r. "Dzieci szybko dochodzą do wniosku, że przestają dostawać cięgi, jak
rodzice słyszą ich płacz, więc zaczynają go symulować. Dlatego też trzeba bić, aż zauważy się prawdziwą zmianę w sercu dziecka, aż widać będzie, że ma wyrzuty sumienia".
Choć ujawnienie kazań wywołało spory skandal, pastor Goldschmeding, sam ojciec trójki dzieci, nie wyrzekł się swoich poglądów. Co gorsza, niektórzy parafianie wzięli sobie do serca jego słowa. Jeden z ojców przyznał, że zgodnie ze słowami pastora nie szczędził rózgi przy wychowywaniu trójki swych dzieci. W 2010 r. pracownicy socjalni objęli je rocznym nadzorem.