Heckler & Koch, jeden z pięciu największych producentów broni strzeleckiej na świecie, sprzedał w tym roku indyjskiej policji 16 tys. pistoletów maszynowych typu MP-5. To ulubiona broń służb specjalnych świata, używa jej m.in. nasz GROM. Na transakcji zarobił 25 mln euro.
Problem w tym, że broń trafiła do specjalnych jednostek policji, które na południu i wschodzie Indii walczą z naksalitami, czyli maoistowskimi partyzantami. Wiosną 2010 r. zabili oni w kilku atakach ponad stu policjantów.
Reakcja władz Indii była ostra, a wysłana przeciwko maoistom policja dopuściła się masowego łamania praw człowieka. Dlatego
Niemcy i inne kraje UE zabroniły swoim firmom dostarczania broni jednostkom walczącym z maoistami. Heckler & Koch zapewnia, że na transakcję dostał wszystkie potrzebne zezwolenia. Z kolei tygodnik "Der Spiegel", powołując się na źródła w niemieckim MSW, twierdzi, że embargo zostało złamane.
I nie byłby to pierwszy raz. W grudniu 2010 r. wyszło na jaw, że w latach 2005-10 Heckler & Koch dostarczał karabiny G-36 oddziałom meksykańskiej policji, które toczą krwawą wojnę z gangami narkotykowymi w północnym Meksyku. Wojna pochłonęła kilkadziesiąt tysięcy ofiar. Gdy okazało się, że meksykańska policja torturuje, a nawet zabija więźniów
Berlin zabronił niemieckim firmom zbroić oddziały zaangażowane w konflikt.
W zeszły czwartek do siedziby koncernu w Oberndorf w Badenii-Wirtembergii wkroczyło 300 policjantów, którzy przeszukali biura koncernu i
mieszkania głównych menedżerów. Śledczy szukają dowodów na to, że firma płaciła łapówki meksykańskim politykom i oficerom policji, a tamci w rewanżu kupowali karabiny Heckler & Koch.
Prokuratorzy nie chcą zdradzić, jakie pieniądze mogły wchodzić w grę. Zdaniem dziennikarzy śledczych z magazynu "Raport Mainz", który rok temu ujawnił aferę, jeden z meksykańskich generałów brał 25 dol. za kupiony karabin. Niemiecka prasa pisze też, że łapówki mogli brać również niemieccy urzędnicy, którzy przymykali oczy na handel z Meksykiem.
Koncern wszystkie te oskarżenia odrzuca.
Są jeszcze inne zarzuty. We wrześniu, gdy libijscy rebelianci zajęli Trypolis, znaleźli setki karabinów G-36 na terenie bazy wojskowej Bab al-Azizija, gdzie mieszkał m.in. Muammar Kaddafi. Część tej broni była jeszcze zapakowana fabrycznie, a numery seryjne zostały usunięte.
Gdy o znalezisku napisały niemieckie media, Heckler & Koch oświadczył, że broń pochodzi z dostawy, którą w 2003 r. - za wiedzą rządu - wysłano do Egiptu. Nie wiadomo, jak stamtąd trafiła do Libii. Tę sprawę także bada prokuratura.