http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niemieckie karabiny pod specjalnym nadzorem

Bartosz T. Wieliński
2011-11-16, ostatnia aktualizacja 2011-11-16 09:07

Amerykański żołnierz strzela z karabinu MP-5
Amerykański żołnierz strzela z karabinu MP-5
Fot. LCpl Daniel R. Lowndes

Czy Heckler & Koch, niemiecki producent broni, z premedytacją łamał embarga i płacił łapówki ? Sprawę bada prokuratura

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Heckler & Koch, jeden z pięciu największych producentów broni strzeleckiej na świecie, sprzedał w tym roku indyjskiej policji 16 tys. pistoletów maszynowych typu MP-5. To ulubiona broń służb specjalnych świata, używa jej m.in. nasz GROM. Na transakcji zarobił 25 mln euro.

Problem w tym, że broń trafiła do specjalnych jednostek policji, które na południu i wschodzie Indii walczą z naksalitami, czyli maoistowskimi partyzantami. Wiosną 2010 r. zabili oni w kilku atakach ponad stu policjantów.

Reakcja władz Indii była ostra, a wysłana przeciwko maoistom policja dopuściła się masowego łamania praw człowieka. Dlatego Niemcy i inne kraje UE zabroniły swoim firmom dostarczania broni jednostkom walczącym z maoistami. Heckler & Koch zapewnia, że na transakcję dostał wszystkie potrzebne zezwolenia. Z kolei tygodnik "Der Spiegel", powołując się na źródła w niemieckim MSW, twierdzi, że embargo zostało złamane.

I nie byłby to pierwszy raz. W grudniu 2010 r. wyszło na jaw, że w latach 2005-10 Heckler & Koch dostarczał karabiny G-36 oddziałom meksykańskiej policji, które toczą krwawą wojnę z gangami narkotykowymi w północnym Meksyku. Wojna pochłonęła kilkadziesiąt tysięcy ofiar. Gdy okazało się, że meksykańska policja torturuje, a nawet zabija więźniów Berlin zabronił niemieckim firmom zbroić oddziały zaangażowane w konflikt.

W zeszły czwartek do siedziby koncernu w Oberndorf w Badenii-Wirtembergii wkroczyło 300 policjantów, którzy przeszukali biura koncernu i mieszkania głównych menedżerów. Śledczy szukają dowodów na to, że firma płaciła łapówki meksykańskim politykom i oficerom policji, a tamci w rewanżu kupowali karabiny Heckler & Koch.

Prokuratorzy nie chcą zdradzić, jakie pieniądze mogły wchodzić w grę. Zdaniem dziennikarzy śledczych z magazynu "Raport Mainz", który rok temu ujawnił aferę, jeden z meksykańskich generałów brał 25 dol. za kupiony karabin. Niemiecka prasa pisze też, że łapówki mogli brać również niemieccy urzędnicy, którzy przymykali oczy na handel z Meksykiem.

Koncern wszystkie te oskarżenia odrzuca.

Są jeszcze inne zarzuty. We wrześniu, gdy libijscy rebelianci zajęli Trypolis, znaleźli setki karabinów G-36 na terenie bazy wojskowej Bab al-Azizija, gdzie mieszkał m.in. Muammar Kaddafi. Część tej broni była jeszcze zapakowana fabrycznie, a numery seryjne zostały usunięte.

Gdy o znalezisku napisały niemieckie media, Heckler & Koch oświadczył, że broń pochodzi z dostawy, którą w 2003 r. - za wiedzą rządu - wysłano do Egiptu. Nie wiadomo, jak stamtąd trafiła do Libii. Tę sprawę także bada prokuratura.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':