Carlos Szakal, słynny zabójca rewolucjonista, znów stanął wczoraj przed sądem w Paryżu za dawne zbrodnie. Nowy wyrok może sprawić, że postarzały i coraz bardziej tęskniący za wolnością terrorysta dożyje swych dni za kratkami
Fot. AP/Michel Lipchitz
Carlos z prawniczką i żoną Isabelle Coutant-Peyre przed sądem w Paryżu, 2000 r.
62-letni Ilich Ramirez Sánchez vel Carlos Szakal sądzony jest tym razem za zamachy bombowe z połowy lat 80. we Francji, w wyniku których zginęło 11 osób, a 140 zostało rannych. Szakal zaprzecza, by miał z zamachami cokolwiek wspólnego.
Prokuratorzy nie mają wątpliwości. Zapewniają, że dowody jego winy wygrzebali w przepastnych archiwach tajnych komunistycznych policji z ZSRR, NRD, Węgier i Rumunii, które w czasach zimnej wojny wspierały zabójcę rewolucjonistę, by jak najboleśniej atakował Zachód. Prokuratorzy uważają, że dokonując zamachów bombowych we Francji, Szakal chciał zmusić rząd w Paryżu do uwolnienia z więzienia jego dziewczyny Magdaleny Kopp i towarzysza broni Bruno Bregueta.
W 1997 r. paryski sąd skazał już Szakala na dożywocie za potrójne zabójstwo z 1975 r. Zgodnie z francuskim prawem skazani na dożywocie mogą liczyć na ułaskawienie po odsiedzeniu 30 lat. Dodatkowy wyrok może na zawsze zamknąć terroryście drogę do wolności.
A postarzały i schorowany niegdysiejszy rewolucjonista i postrach Zachodu marzy o niej coraz bardziej. W wywiadzie potajemnie udzielonym zza krat tuż przed procesem (dostał za karę karcer) przyznał, że brakuje mu rodziny i śni o miesiącu miodowym z poślubioną w więzieniu Isabelle, jedną z prawniczek, które broniły go w procesie o terroryzm. Szakal powiedział też, że marzy, iż któregoś dnia osiądzie w rodzinnej Wenezueli, której prezydent Hugo Chavez wychwala go pod niebiosa jako rewolucjonistę, a ambasada w Paryżu dostarcza do więzienia La Sente kubańskie cygara.
Na rewolucjonistę wychował go ojciec, wenezuelski komunista José Altagracia Ram~rez Navas, który każdemu z trzech synów nadał imię pochodzące od nazwiska wodza rosyjskich bolszewików Włodzimierza Iljicza Lenina.
Szakalem nazwały Ilicha londyńskie popołudniówki, gdy okazało się, że w jednej z kryjówek nieuchwytnego zabójcy w Londynie policja znalazła książkę Fredericka Forsytha "Dzień Szakala" o zawodowym zabójcy szykującym zamach na prezydenta Francji Charles'a de Gaulle'a.
Stylizując się na słynnego Ernesta Che Guevarę, Szakal porzucił Amerykę Południową, by zaciągnąć się na rewolucyjną wojnę w Europie i na Bliskim Wschodzie. Potężnych i chętnych mecenasów znalazł na komunistycznym Wschodzie, który służył Szakalowi i jemu podobnym fachową poradą, pieniędzmi, znajomościami, azylem.
Złowrogą sławę zdobył w 1975 r., atakując gmach w Wiedniu, gdzie naradzali się ministrowie ds. ropy naftowej z organizacji OPEC. Szakal wziął 11 ministrów jako zakładników, a sam zbiegł podstawionym samolotem do Algierii, gdzie witano go jak bohatera. W 1976 r. uczestniczył w porwaniu przez Palestyńczyków samolotu do Entebbe w Ugandzie odbitego później w wyniku akcji izraelskich komandosów. Według plotek Szakal miał też brać udział w ataku Palestyńczyków na izraelskich sportowców podczas olimpiady w Monachium w 1972 r. Przez całe lata 70. i połowę 80. pomagał i służył jako zabójca radykalnym organizacjom arabskim z Bliskiego Wschodu i lewackim ruchom w Europie Zachodniej.
W niedawnym wywiadzie dla wenezuelskiej gazety "El Nacional" chwalił się, że dokonał ponad stu akcji zbrojnych, w których zginęło od półtora do 2 tys. ludzi. "Najwyżej co dziesiąta z moich ofiar była przypadkowym cywilem" - zapewniał. "Jestem zawodowym rewolucjonistą" - oznajmił w poniedziałek w Paryżu sędziemu Olivierowi Leurentowi.
Dzięki opiece wywiadów i tajnej policji z bloku wschodniego pozostawał nieuchwytny dla tropiących go zachodnich służb, wymykał się pościgom, unikał zasadzek. Po zamachach we Francji wyjechał do Syrii, gdzie przebywali jego towarzysze broni z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny.
Karta Szakala odwróciła się w 1989 r. wraz z upadkiem komunizmu i końcem zimnej wojny. W 1991 r. nawet nieprzyjazna Zachodowi Syria sprzymierzyła się z Ameryką w jej pierwszej wojnie przeciwko Irakowi. Zmieniwszy sojusze, Syryjczycy kazali Szakalowi wynosić się z kraju.
Wyjechał do Sudanu, który stał się oazą dla wszystkich ściganych na świecie listami gończymi. W tym samym czasie, gdy w Chartumie lądował Szakal, przybywał też do Sudanu wygnany z Arabii Saudyjskiej Osama ben Laden, który wkrótce miał przyćmić sławę i dokonania Wenezuelczyka jako szef Al-Kaidy. W 1994 r., chcąc sobie zjednać Zachód, Sudan zgodził się pozbyć obu banitów. Osama wyjechał do rządzonego przez talibów Afganistanu, skąd za kilka lat miał wydać światową wojnę Zachodowi.
Szakal nie zdążył uciec. Sudańczycy, poczuwający się do solidarności z muzułmaninem Osamą, wobec obcego "zawodowego rewolucjonisty" nie dopełnili nawet obowiązku gościnności i wydali go francuskim komandosom. Nafaszerowany narkotykami został pojmany w 1994 r. w Chartumie, następnie potajemnie przewieziony do Paryża, osądzony i skazany na dożywocie.
Teraz grozi mu kolejne dożywocie i jeśli zostanie na nie skazany, aby liczyć na wolność, musiałby dożyć prawie setki.