http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto zapłaci za euro

Tomasz Bielecki, Bruksela
2011-10-24, ostatnia aktualizacja 2011-10-24 11:18

Szczyt UE i eurolandu w Brukseli. - Nie miejcie wątpliwości, strefa euro przetrwa. I będzie silna! - powiedziała wczoraj kanclerz Niemiec Angela Merkel. Prace nad planem antykryzysowym dla Europy idą jak po grudzie, ale w dobrym kierunku

Angela Merkel, Donald Tusk i Herman Van Rompuy podczas szczytu UE
Fot. FRANCOIS LENOIR REUTERS
Angela Merkel, Donald Tusk i Herman Van Rompuy podczas szczytu UE
SERWISY
SONDAŻ
Czy Twoim zdaniem działania związane z antykryzysowym planem dla państw strefy euro pozwolą uchronić te kraje od poważnej zapaści gospodarczej?

Tak
Nie
Trudno powiedzieć

Eurolandowi grozi zapaść, jeśli szybko nie powstrzyma kryzysowego wirusa, który z Grecji przerzucił się na Irlandię i Portugalię już w 2010 r., a teraz zagraża Włochom oraz Hiszpanom. Choroba atakuje też europejskie banki, które bez zastrzyku kapitału mogą wkrótce osłabić finansowy krwiobieg Europy. I dobić pacjenta.

Doraźny lek na kryzys jest znany, lecz bardzo kosztowny dla podatników strefy euro. To zwiększenie funduszu ratunkowego strefy euro (EFSF). Szczególnie niechętny jest niemiecki parlament. - Zgodziliśmy się, że EFSF musi być mocniejszy - ogłosił jednak wczoraj wieczorem prezydent Nicolas Sarkozy, stojąc u boku kanclerz Merkel przed rozpoczęciem szczytu strefy euro.

EFSF ma teraz zdolność do pożyczenia "tylko" 440 mld euro zagrożonym krajom strefy euro oraz bankom. Jak go wzmocnić bez sięgania do kieszeni podatników? Trwa spór. Głównym pomysłem wczoraj w Brukseli było wciągnięcie do pomocy dla EFSF inwestorów prywatnych oraz spoza Europy.

Jak? Zarabialiby na pieniądzach zainwestowanych w pomoc dla eurolandu. A jednocześnie swymi inwestycjami wspieraliby uzdrowienie Starego Kontynentu, bez którego nie ma szans na stabilną gospodarkę globalną. - Może Chińczycy? Może kraje Zatoki Perskiej? - mówi wysoki urzędnik UE. Odnowiony EFSF miałby nawet do 1,5-2 bln euro mocy ratunkowej.

Grecja mimo dziesiątek miliardów euro pomocy i drakońskich cięć budżetowych nadal nie tylko ciężko choruje, ale też wciąż zaraża rynki finansowe. Dlatego znów potrzebuje pomocy, czyli ulgi w obsłudze swojego długu. Kto miałby za to zapłacić? - Mamy już zgodę, że swą pomoc muszą istotnie zwiększyć banki - mówił szef eurogrupy Jean-Claude Juncker.

Bankowcy zgodzili się już w lipcu, by do 2014 r. wyłożyć blisko 50 mld euro (tyle stracą na greckich obligacjach). Teraz kraje Unii mają ochotę zażądać od nich więcej.

To popularne wśród niemieckich i holenderskich wyborców, którzy za kryzys obwiniają rozrzutność banków. Ale to rozwiązanie wymagałoby zdobycia przez bankowców około 108 mld euro kapitału - na własną rękę, a jeśli nie dadzą rady, to od swych rządów i od EFSF. Duży kłopot miałyby z tym banki francuskie, bo mają najwięcej greckich papierów.

Przywódcy strefy euro zgodzili się wczoraj z pomysłem szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya, by jeszcze mocniej kontrolować budżety krajów euro, a nawet wysyłać stałych kontrolerów do takich stolic jak Ateny. Euroland zatwierdził wczoraj wybór Van Rompuya na nowe stanowisko przewodniczącego szczytów euro.

Walka z kryzysem to też odzyskiwanie zaufania inwestorów. A rynki domagają się od Unii kolejnych reform. - Zgodziliśmy się, że trzeba rozpocząć dyskusję o zmianie traktatu UE - powiedział wczoraj premier Donald Tusk. Zmiana traktatu mogłaby polegać np. na wprowadzeniu prawa weta wobec planów budżetu konkretnych państw eurolandu.

Czy reformy strefy euro nie staną się zalążkiem głębszego podziału Europy na euroland i kraje "drugiej prędkości", co mogłoby zepchnąć Polskę na unijne peryferie? - Nie widzę dziś takiego zagrożenia - mówił Tusk po szczycie UE, a przed odrębnymi obradami strefy euro.

Pełny plan ratunkowy dla Unii ma być zatwierdzony na środowym szczycie eurolandu. Brytyjski premier David Cameron wywalczył wczoraj u najbardziej opornych Francuzów, by tego samego dnia zwołać także nowy szczyt UE, który dałby krajom "drugiej prędkości" szansę na zabranie głosu w Brukseli. Na szczycie doszło do ostrej wymiany zdań między przywódcami Francji i Wielkiej Brytanii. - Straciłeś okazję, by się zamknąć - miał według "Guardiana" krzyczeć w Brukseli w niedzielę na brytyjskiego premiera Davida Camerona francuski prezydent. Nicolas Sarkozy najwyraźniej zirytowany tym, że choć Londyn nie chce wejść do strefy euro to poucza jej członków co mają robić w kryzysie, wygarnął Cameronowi: "Potąd mamy waszego krytykanctwa, pouczania nas co robić. Najpierw mówicie, że nie znosicie euro, a teraz chcecie się wtrącać do naszych spotkań".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':