Kilku członków Walijskiego Zgromadzenia Narodowego zażądało, by w lokalnym parlamencie przeprowadzić debatę na temat zakazu fizycznego karcenia
dzieci. Chodzi o dawanie klapsów czy targanie za uszy, które w Anglii i Walii, mimo prób zakazania, są wciąż dozwolone w imię prawa rodziców do "rozsądnego karcenia" swych pociech. W Szkocji, która ma odrębny system prawny, sprawy mają się nieco inaczej - prawo rodziców do karania dzieci jest ograniczone, więc zanim Szkot da klapsa, to musi się mocno zastanowić, czy ktoś na niego nie doniesie.
Walia cieszy się ograniczoną autonomią od 1999 r. Tamtejszy parlament może uchwalać część praw dotyczących życia codziennego Walijczyków. Inicjatywę dotyczącą klapsów zgłosiło czterech posłów z różnych walijskich partii politycznych: Walijskiej Partii Pracy, nacjonalistycznej Plaid Cymru i Walijskich Liberalnych Demokratów. Propozycję poparł laburzysta, walijski pierwszy minister (odpowiednik premiera) Carwyn Jones.
Jones uważa, że Walijskie Zgromadzenie Narodowe ma prawo uchwalić zakaz karcenia fizycznego dzieci na terytorium Walii. Problem w tym, że w 2008 r. laburzystowski rząd w Londynie (kontrolujący autonomię Walii i Irlandii Północnej) orzekł, że sprawa ta nie leży w kompetencjach Walijczyków. Grupka posłów stojąca za propozycją zakazu twierdzi jednak, że walijski parlament zyskał nowe uprawnienia po wiosennym referendum, w którym Walijczycy opowiedzieli się za rozszerzeniem jego kompetencji. I że sprawę trzeba załatwić z marszu.
- To może być jedna z pierwszych wielkich ustaw od czasu poszerzenia uprawnień - tłumaczy wspierający inicjatywę poseł Lindsay Whittle. - Wiele wskazuje na to, że dawanie klapsów nie przynosi rezultatów - przekonuje posłanka Christine Chapman. Ale nie wszyscy w walijskim parlamencie podzielają jej punkt widzenia. Konserwatywny poseł Darren Millar przekonuje, że
rodzice powinni mieć prawo do sensownego karcenia dzieci. - Kary fizyczne to narzędzie wychowania, niejedyne wprawdzie, ale może być niezwykle skuteczne - tłumaczył Millar BBC.
Komentatorzy przyznają, że posłom nie chodzi tylko o prawa dzieci, ale także o prężenie muskułów i odróżnienie się od Anglii, w której pomysł zakazu klapsów upadł kilka lat temu i nikt do niego nie wraca.
Inną kwestią, w której Walijczycy chcą dzięki swej autonomii odróżnić się od Londynu, są regulacje dotyczące kolczykowania (piercingu) ciała.
Walijski rząd chce przeforsować regulacje, w myśl których osoby poniżej 16. roku życia musiałyby uzyskać zgodę rodziców na przekłucie ucha czy języka. Podobne przepisy obowiązują w Szkocji, ale w Anglii i Walii nie ma żadnych ograniczeń.
Walijscy politycy powołują się na badania, z których wynika, że jedna czwarta młodocianych klientów salonów piercingu ma powikłania po wszczepieniu kolczyka. Petycję w sprawie ograniczenia dostępności tego zabiegu dla młodzieży zredagował pewien Walijczyk, którego córka chciała sobie przekłuć język w wieku 13 lat.