Nie wiadomo, kto wpadł na pomysł podglądania życia Mandelów - hollywoodzki producent Rick Leed czy wnuczki Nelsona Mandeli. W programie zgodziły się wystąpić siostry - 34-letnia Zazizwe Dlamini-Manaway i 32-letnia Swati Dlamini oraz 27-letnia Dorothy Amuah. Matką dwóch pierwszych jest Zenani Mandela, córka Nelsona i Winnie. Dorothy jest pasierbicą Makaziwe, najstarszej córki Mandeli z jego pierwszego małżeństwa. W telewizyjnym przedstawieniu, dzięki ustawionym w mieszkaniach kamerom, widzowie będą mogli podglądać ich codzienne życie. Zastrzegły sobie jedynie, że nie pozwolą podglądać się w łazienkach ani w łóżku.
Wnuczki Mandeli, a także twórcy telewizyjnego przedstawienia oburzają się, słysząc zarzuty, że usiłują zdobyć sławę i majątek na legendzie patriarchy. - Przecież nie będziemy paradować w koszulkach z napisami "jestem Mandela" - tłumaczyła dziennikarzom Swati Dlamini. - Chcemy tylko pokazać, jak wygląda życie młodych, czarnych kobiet we współczesnej Południowej Afryce.
Dorothy Amuah także zapewnia, że jej celem nie jest dostanie się dzięki dziadkowi do telewizji i na pierwsze strony bulwarowych gazet, lecz pokazanie światu, jak naprawdę żyją kobiety w Południowej Afryce. - Na świecie Afryka kojarzy się tylko z przyrodą i lwami, postanowiłyśmy przełamać ten stereotyp" - przekonuje. - Podpatrując, jak żyjemy, ludzie za granicą odkryją nową Afrykę.
Wnuczkom Mandeli wtórują producenci widowiska. - Dzięki naszemu programowi będzie można z bliska przyjrzeć się, jak wygląda codzienne życie jednej z najbardziej wpływowych rodzin w kraju - przekonują. A na wątpliwości, że telewizyjne przedstawienie jest próbą zbicia pieniędzy na legendzie, odpowiadają: - Mandela walczył także i o to, by jego
dzieci i wnuki miały prawo same decydować o swoim losie.
Wnuczki przyznają jednak, że ich pomysł, by dać się podglądać w telewizji, wzbudził w rodzinie wiele sporów i wątpliwości, czy widowisko nie zaszkodzi wizerunkowi Mandeli. Zazizwe, Swati i Dorothy zapewniają jednak, że pozwolą telewidzom podglądać jedynie ich życie, a dziadkowie czy nawet
rodzice nie pojawią się w programie.
Producenci widowiska chcą jeszcze w tym roku zainstalować kamery w ich domach, by na początku 2012 r. można było zacząć nadawać program. Głowią się nad tytułem. Chcą uniknąć oskarżeń o wykorzystywanie nazwiska i legendy Mandeli, a jednocześnie pokazać, że widzowie podglądają przecież nie przypadkowe "młode, czarne kobiety ze współczesnej Afryki", ale wnuczki słynnego przywódcy.
Potomków Mandeli trudno zresztą uznać za typowych przedstawicieli młodego pokolenia czarnych mieszkańców Południowej Afryki. Wnuczki, które wystąpią w telewizji, dorastały w amerykańskim Bostonie, a do kraju postanowiły wrócić dopiero w tym roku z powodów głównie biznesowych. Zazizwe zajmuje się modą i przemysłem odzieżowym. Modą zajmuje się też Swati, która dodatkowo kieruje własną fundacją dobroczynną. Także najmłodsza, Dorothy, po ukończeniu studiów w Monako wróciła do kraju, by zrobić karierę, sprzedając towary najbardziej luksusowych i renomowanych firm.
Z 20 wnucząt Mandeli większość zdobyła majątki, robiąc kariery w biznesie. Zazizwe, Swati i Dorothy nie są pierwsze, które próbują rodzinne koneksje zamienić na pieniądze i sławę. Na początku października sąd w Johannesburgu ogłosił upadłość koncernu górniczego Aurora, którego jednym z właścicieli był wnuk Mandeli Zondwa, a jego partnerem w interesach Khulubuse
Zuma, kuzyn obecnego prezydenta kraju. W dwa lata doprowadzili do bankructwa należące do nich kopalnie złota.
Ostatnio zaś 28-letni Zondwa został zatrzymany przez policję, gdy pędził
samochodem z prędkością 160 km/godz. w terenie, gdzie obowiązuje ograniczenie do 60 km. Za takie wykroczenie kierowcy w Południowej Afryce tracą zazwyczaj prawo jazdy.
Policja odstąpiła jednak od ukarania wnuka Mandeli.
Największą karierę robi 37-letni Zwelivelile Mandla Mandela, namaszczony przez dziadka na wodza ludu Khosa. Pełni on obowiązki szefa starszyzny Khosów w Mvezo, rodzinnych stronach rodu Mandelów, a od 2009 r. jest także posłem Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Na poselski mandat zasłużył sobie, wyciągając starego i schorowanego dziadka na wyborcze wiece Jacoba Zumy ubiegającego się o prezydenturę. Największe kontrowersje wzbudził przed paru laty, gdy południowoafrykańskie gazety napisały, że za miliony randów sprzedał telewizyjne prawa do transmisji z pogrzebu dziadka.
Potomkowie Mandeli, szefowie fundacji, którą założył, a także przywódcy Afrykańskiego Kongresu Narodowego od lat toczą wojnę o spadek po starzejącym się patriarsze i prawo do posługiwania się jego legendą i nazwiskiem. Rywalizacja toczy się także w samej rodzinie Mandelów, gdzie o pierwszeństwo rywalizują potomkowie jego dzieci z pierwszego i drugiego małżeństwa. Sam zaś Nelson Mandela, w przeddzień swoich 93. urodzin, kazał się przewieźć z Johannesburga do Qunu, rodzinnej wioski, w której chce umrzeć i zostać pochowany.