Wyglądałoby to tak: dwoje ludzi podpisuje małżeński kontrakt na dwa lata. Ustalają w nim, kto w razie rozstania będzie opiekował się dziećmi, regulują kwestię podziału majątku. Jeśli po upłynięciu tego okresu uznają, że ich miłość wygasła, wygaśnie też kontrakt i automatycznie przestaną być małżeństwem. Gdyby jednak dalej chcieli być razem, muszą tylko przedłużyć umowę.
Autorami kontrowersyjnego pomysłu są rządzący meksykańską stolicą liberalni radni z Partii Rewolucji Demokratycznej (PRD). Twierdzą, że w ten sposób uda się zmniejszyć liczbę rozwodów i ograniczyć koszty związane z sądowymi procesami. W ciągu ostatnich dwóch lat w ponad 20-milionowym mieście zostało zawartych 33 tys. małżeństw. Prawie połowa z nich skończyła się rozwodami, które kosztowały średnio 3,5 tys. dol. - My chcemy tylko dostosować się do rzeczywistości - tłumaczy Leonel Luna z PRD.
- Chcemy kochających się i harmonijnych małżeństw. Jednak gdyby dwoje ludzi już nie chciało być ze sobą, powinniśmy im to umożliwić bez uciążliwych procedur, które ranią wszystkich w rodzinie - dodaje Lizbeth Rojas, jedna z autorek projektu. Gdyby para zdecydowała się rozstać przed upływem ustalonego terminu, będzie musiała przechodzić przez tradycyjny proces rozwodowy.
Radni z PRD tłumaczą, że okres dwóch lat nie jest przypadkowy, bo najwięcej rozwodów przypada właśnie na początku małżeństwa. - W ciągu dwóch lat można się przekonać, jak to jest z małżeństwem. Jeśli ktoś po tym czasie zdecyduje się przedłużyć związek, to znaczy, że dogaduje się z partnerem - mówi Rojas.
Projekt wzbudził wiele kontrowersji w kraju, który zajmuje drugie miejsce na świecie, jeśli chodzi o liczbę katolików (pierwsza jest
Brazylia). Oburzeniem zareagował meksykański
Kościół: - To zaprzecza samej naturze małżeństwa. Pomysł jest nieodpowiedzialny i niemoralny. Ci, którzy na niego wpadli, niszczą wartości rodzinne, bo chcą wyglądać na modnych i postępowych - oświadczył ks. Hugo Valdemar, rzecznik miejskiej archidiecezji.
Przeciwni są też konserwatywni politycy i środowiska prorodzinne. - Początkowo myślałam, że to jakiś dowcip. Takie inicjatywy promują tymczasowość w ważnych społecznych kwestiach - mówi Consuelo Mandoza ze stowarzyszenia rodziców.
Na razie nie jest jeszcze pewne, czy małżeńskie kontrakty wejdą w życie, bo projekt jest teraz badany przez specjalną komisję. Leonel Luna przekonuje jednak, że szanse na powodzenie są duże, bo PRD ma aż 34 miejsca w 66-osobowej Radzie Miasta. Na wszelki wypadek liberałowie będą jeszcze zabiegali o poparcie lewicowej Partii Pracy. Głosowanie ma się odbyć jeszcze przed końcem roku.
Jeśli ustawa wejdzie w życie, kontrakty będą obowiązywały tylko w mieście
Meksyk, a nie w całym kraju. Miasto to od dawna uchodzi za liberalną wyspę w konserwatywnym społeczeństwie. W 2009 r. zostało pierwszym miastem w Ameryce Łacińskiej, które zalegalizowało małżeństwa homoseksualne. Meksyk jest też jedynym miastem w kraju, w którym całkowicie dozwolona jest aborcja do 12. tygodnia ciąży.