Prawie miesiąc zabrało premierowi Neczasowi znalezienie czasu na wizytę w Worku Szluknowskim, gdzie od tygodni
policja nie może doprowadzić do zakończenia zamieszek pomiędzy Romami i "białymi". Szef rządu zwlekał, bo jak twierdził, nie chciał, by była to wizyta dla wizyty. Kiedy jednak antyromskie demonstracje zaczęli przejmować neonaziści, a ich charakter zmienił się ze społecznego na rasistowski pod hasłem "
Czechy dla Czechów", premier wyruszył w podróż.
Miał jeszcze jeden powód - zależy mu na uchwaleniu ustawy, którą przyjęła niższa izba parlamentu i która wróci tam ponownie, gdyż z pewnością zostanie odrzucona przez senat zdominowany przez opozycyjną socjaldemokrację.
Mottem tej reformy mogłyby być słowa Neczasa: "Przyczyną niepokojów w Worku Szluknowskim są zbyt wysokie zasiłki socjalne".
Rzeczywiście w Czechach nie należą one do niskich i w Worku Szluknowskim, ale też w wielu innych miejscach, stały się źródłem dobrych interesów. I tak od wieloosobowych romskich rodzin umieszczanych w zaniedbanych mieszkaniach właściciele domów pobierali wyższą opłatę niż od pozostałych. Doskonale wiedzieli, że bezrobotni zazwyczaj Cyganie dostają od państwa pieniądze przeznaczone wyłącznie na czynsz - jako rodzaj pomocy socjalnej. Szacuje się, że niektóre mieszkania mogły być wynajmowane nawet za 20 tys. koron (ok. 800 euro) miesięcznie. Za taką sumę w Pradze można wynająć niewielki dom z ogródkiem na obrzeżach.
Zawiść musi wzbudzać zasiłek rodzinny. Dzięki niemu rodzina z dwojgiem
dzieci, w której żaden z rodziców nie pracuje, może mieć wyższy dochód niż rodzina, gdzie jeden z rodziców zarabia od 8 do 10 tys. koron. Takiej rodzinie zasiłek już się nie należy.
W społeczności Romów długookresowe
bezrobocie sięga od 60 do 70 proc. Dzięki zasiłkom po 20 latach wyrasta w Czechach drugie romskie pokolenie, które w większości nigdy nie pracowało i żyje na koszt państwa. W Worku Szluknowskim należącym do najbiedniejszych regionów Czech jest wielu bezrobotnych Romów, którzy dzięki szczodrym zasiłkom socjalnym niejednokrotnie są w lepszej sytuacji materialnej niż rdzenni mieszkańcy niebędący na
bezrobociu. Ta sprawa jest - obok rosnącej przestępczości - jednym z powodów zamieszek.
Zdaniem ministra pracy Jaromira Drabka lekiem na tę chorobę są obowiązkowe prace społeczne. Jeśli proponowana przez resort pracy ustawa ostatecznie przejdzie, to każdy bezrobotny będzie musiał przepracować 20 godzin prac społecznych tygodniowo. Inaczej straci prawo do zasiłków socjalnych i będzie dostawał jedynie tzw. minimum życiowe, czyli w przeliczeniu ok. 100 euro miesięcznie.
Prace miałyby przydzielać gminy i samorządy; być może bezrobotni mogliby też pomagać w szpitalach.
Taki system został wypróbowany na Słowacji, po części z sukcesem. Tam jednak w roku 2004 wysokość zasiłków spadła aż do 40 euro na osobę miesięcznie, a system prac społecznych działał bardzo źle. W efekcie doszło do romskich zamieszek, rabowania sklepów i interwencji policji.
Reforma ministra Drabka ma nie tylko zmuszać ludzi do pracy, ale także do posyłania dzieci do szkoły - od obecności dzieci w szkole zależeć będzie bowiem wypłacanie zasiłków socjalnych rodzicom. Ponadto osoby otrzymujące pomoc dostaną tzw. karty socjalne - rodzaj kart płatniczych, przy pomocy których nie będzie jednak można kupować alkoholu i papierosów.
W wyniku reformy dziesięciokrotnie wzrosną kary dla firm zatrudniających nielegalnie pracowników, co w Czechach jest bardzo częste, zaś ludzie, którzy zdecydują się sami odejść z pracy, przez pół roku nie będą mogli liczyć na zasiłek dla bezrobotnych.