http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Palestyna na prawach specjalnych

Robert Stefanicki
2011-09-17, ostatnia aktualizacja 2011-09-16 21:06

Szefowa unijnej dyplomacji proponuje Palestynie podniesienie jej statusu w ONZ. Izrael jest skłonny poprzeć taki wniosek. Władze palestyńskie chcą jednak uznania pełnej państwowości.

Palestyńczycy wspinający się na mur,
którym Izrael odgrodził się od Autonomii. Zdjęcie z piątku
Fot. Nasser Shiyoukhi AP
Palestyńczycy wspinający się na mur, którym Izrael odgrodził się od Autonomii...
SERWISY
- Izrael mógłby poprzeć podniesienie statusu Autonomii Palestyńskiej w ONZ, jeśli tylko nie oznaczałoby to uznania jej jako państwa - miał w czwartek powiedzieć izraelski premier Beniamin Netanjahu szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Jak na ironię, tego samego dnia do izraelskiego MSZ wezwano ambasadorów Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoch z żądaniem, by ich rządy przestały popierać podniesienie statusu Palestyny w ONZ i głosowały przeciw palestyńskiemu wnioskowi bez względu na jego treść.

W najbliższy piątek Netanjahu ma wystąpić na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Tego samego dnia prezydent Autonomii Mahmud Abbas ma tam zgłosić wniosek o uznanie Palestyny za 194. państwo świata. Chyba że wcześniej - jak stwierdził szef palestyńskiego MSZ - dostanie od społeczności międzynarodowej inną dobrą propozycję.

Abbas wie, że nie ma szans na uznanie pełnej państwowości, bo USA zapowiadają weto. Amerykańska sekretarz stanu przekonywała Palestyńczyków, że to dla ich własnego dobra. - Mocno wierzymy, że droga do pokoju i dwóch państw istniejących obok siebie nie wiedzie przez Nowy Jork, lecz przez Jerozolimę i Ramallah - powiedziała Hillary Clinton. Innymi słowy: Palestyńczycy i Izraelczycy muszą wrócić do stołu negocjacyjnego.

Część amerykańskich kongresmenów proponowała, by w odwecie za jednostronne inicjatywy palestyńskie zatrzymać pomoc USA dla Autonomii (600 mln dol. rocznie). W piątek Izrael zaapelował, by tego nie robić, bo "życie tam i tak jest ciężkie".

Choć wniosek o uznanie niepodległej Palestyny byłby nieskuteczny, to nie pozostałby bez konsekwencji. Na Terytoriach Okupowanych mogłoby dojść do nowej fali zamieszek, a rządy głosujące przeciw ściągnęłyby na siebie gniew Arabów. Zdaniem jednego z arabskich komentatorów jeśli USA postawią weto, to pracownicy amerykańskich ambasad na Bliskim Wschodzie nie zdążą nawet spakować walizek.

Dlatego Zachód dwoi się i troi, by uniknąć głosowania nad państwem palestyńskim. W Izraelu oprócz Ashton są m.in. b. brytyjski premier Tony Blair i amerykański wysłannik Dennis Ross. Ale nawet wśród nich nie ma zgodności.

Jak pisze izraelski "Haarec", Blair i Amerykanie naciskają na Ashton, by zrezygnowała z promowania inicjatywy francusko-hiszpańskiej, zgodnie z którą UE jednogłośnie poparłaby w ONZ wniosek o nadaniu Palestynie statusu państwa nieczłonkowskiego (ma go jedynie Watykan). W zamian Palestyńczycy zobowiązaliby się nie zgłaszać wniosku o pełną państwowość i nie podawać Izraela do Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK). Tego rząd izraelski obawia się najbardziej.

Pod presją Blaira i Rossa Ashton nieoczekiwanie, bez konsultacji z państwami członkowskimi, zgłosiła nową propozycję: Palestyna dostałaby specjalny status niższy od pełnej państwowości. Byłby to precedens. Ów status nie dawałby możliwości występowania do MTK.

Według źródeł izraelskiego portalu Ynetnews Palestyńczycy są gotowi na kompromis. Arabski dziennik "Al-Hayat" już ujawnił uzgodnione fragmenty rozwodnionej rezolucji, jaka 23 września ma trafić pod obrady ONZ. Wbrew tym spekulacjom w piątek wieczorem Mahmud Abbas zapewnił, że zamierza ubiegać się o pełną państwowość.

Ashton, Blair i Ross proponują też, by tzw. Kwartet (USA, UE, ONZ i Rosja) wezwał do wznowienia negocjacji izraelsko-palestyńskich na bazie propozycji Baracka Obamy z maja. Amerykański prezydent proponował Palestynę w granicach sprzed 1967 r. (czyli na całych Terytoriach Okupowanych), z korektami uwzględniającymi zmiany zaszłe przez ostatnie 44 lata - czyli przede wszystkim wybudowane przez ten czas osiedla żydowskie. Obama mówił też o zdemilitaryzowanym państwie palestyńskim i o uznaniu Izraela jako ojczyzny narodu żydowskiego. Wówczas premier Netanjahu odrzucił tę propozycję; dziś jawi się ona Izraelowi jako całkiem dobra alternatywa.

Według "Haareca" Kwartet ma się zebrać w niedzielę w Nowym Jorku, ale jest mało prawdopodobne, by doszło do porozumienia co do treści takiego oświadczenia. Cytowany europejski dyplomata mówi, że wielu rządom UE nie podoba się samowolna inicjatywa Ashton i nie będzie jej łatwo uzyskać jednogłośnego poparcia.

Rozmowa z Adamem Danielem Rotfeldem

MSZ czeka na ustalenia Unii na temat wspólnego stanowiska. Nie ujawnia, jak Polska będzie głosować. Dlatego o opinie w tej sprawie poprosiliśmy byłego szefa MSZ.

Jak Polska powinna zachować się w sprawie głosowania na temat Palestyny?

Prof. Adam Daniel Rotfeld: Gdybym miał postawić się w roli kogoś, kto decyduje, to zwracałbym uwagę na trzy elementy.

Po pierwsze, Polska jest częścią Unii Europejskiej i dlatego byłoby optymalne, gdybyśmy mieli w sprawie Palestyny wspólne unijne stanowisko.

Po drugie, trzeba zachować szerszą perspektywę. Pamiętać, że z jednej strony Palestyńczycy zasługują na uznanie niepodległości i państwowości, a jednocześnie Izrael zasługuje na bezpieczeństwo.

Po trzecie, to jest do pogodzenia.

Podczas izraelsko-palestyńskich negocjacji, które doprowadziły do porozumień z Oslo z 1993 r., norweski minister spraw zagranicznych Johan Jorgen Hols potrafił godzić stanowiska, które wydawały się nie do pogodzenia. Godzić w ten sposób, że żadna strona nie traciła twarzy. To możliwe, jeśli jest pośrednik wzbudzający zaufanie obu stron: albo reprezentant mocarstw, albo - co często jest lepszym rozwiązaniem - ktoś spoza grona najsilniejszych graczy.

Dodam, że Palestyna ma szanse stać się pierwszą demokracją w świecie arabskim.

Może wyprzedzić w demokratyzacji nawet kraje Afryki Płn.?

- Tak. Jeśli damy jej szanse, to jestem przekonany, że Palestyna wyprzedzi Tunezję, Egipt czy Maroko. Przecież Palestyńczycy widzą na co dzień, że demokracja działa. Arabscy obywatele Izraela uczestniczą w procedurach demokratycznych. Palestyńczycy mają to, co potrzebne nowoczesnemu państwu - kapitał ludzki i intelektualny.

Rozmawiał Tomasz Bielecki

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1