http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Białoruś "przehandluje" więźniów za kredyty?

Andrzej Poczobut, Grodno
2011-09-15, ostatnia aktualizacja 2011-09-15 00:14

Stoisko z mięsem w centrum Mińska
Stoisko z mięsem w centrum Mińska
Fot. Sergei Grits AP

Pogłębiający się kryzys zmusił Białoruś do dewaluacji rubla i uwolnienia kolejnych więźniów politycznych. Niezadowolonym emerytom i studentom władze rozdają zapomogi i ulgi

SERWISY
SONDAŻ
Czy Twoim zdaniem Białorusi grozi poważna zapaść ekonomiczna, a w dalszej perspektywie bankructwo?

Tak
Nie
Trudno powiedzieć

Sytuacja Białorusi jest dramatyczna. Waluty brakuje nie tylko państwowym firmom (wiele z nich kupuje części do produkcji za granicą), ale też bankom i kantorom, pod którymi tworzą się komitety kolejkowe.

Kryzys zmusił już prezydenta Aleksandra Łukaszenkę do 56-proc. dewaluacji białoruskiego rubla, co oznaczało drastyczne zubożenie Białorusinów - średnia pensja spadła z ok. 450 do ok. 200 dol. W górę poszybowały ceny podstawowych towarów, w sklepach brakuje mięsa, od stycznia władze sześciokrotnie podnosiły cenę paliw. - Ludzie są rozczarowani spadkiem dochodów, ale dziś nikt nie wie, gdzie jest granica ich cierpliwości - mówi Aleksander Buchwostau, jeden z liderów niezależnego ruchu związkowego.

Wczoraj Mińsk musiał podjąć kolejną trudną decyzję - Narodowy Bank Białorusi zezwolił komercyjnym bankom sprzedawać walutę po rynkowym kursie. Wartość rubla do dolara natychmiast spadła o 40 proc., a sytuację komplikują trzy równoległe kursy walut. Oficjalny wynosił 5,137 tys. rubli za dolara, rynkowy w komercyjnych bankach 8,6-10 tys., a czarnorynkowy 9-10 tys. Narodowy Bank Białorusi przewiduje, że jeden wspólny kurs ustabilizuje się w ciągu dwóch miesięcy.

W dodatku, jak poinformowała rządowa agencja Biełta, komercyjne banki będą mogły sprzedawać obywatelom tylko tę walutę, którą wcześniej od nich skupią. Wczoraj w kantorach dewiz - czyli także rosyjskiego rubla - nie było.

- Władze grają na przeciągnięcie sytuacji, bo zarabiają na różnicy kursów dolara. W uprzywilejowanej sytuacji są ci, którzy mogą dostać walutę po oficjalnym kursie, czyli np. państwowe przedsiębiorstwa, z których większość przynosi straty - wyjaśnia niezależny białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk. Przewiduje, że taka gra spowoduje kolejny wzrost kursu dolara.

Łukaszenka próbuje łagodzić skutki gospodarczej zapaści, obawiając się masowych protestów ubożejącego społeczeństwa. Z jednej strony władze ścigają organizatorów milczących demonstracji, zwoływanych przez internet w każdą środę wieców w centrach miast, na których głównie młodzi ludzie oklaskami lub tupaniem dawali wyraz niezadowoleniu z polityki władz. Z drugiej - obiecują zapomogi dla emerytów; do końca września każdy z nich ma dostać 500 tys. białoruskich rubli, czyli połowę średniej emerytury. Emeryci, których jest aż 2,5 mln w 10-mln kraju, to najwierniejsza grupa zwolenników Łukaszenki. Władze Mińska podjęły też decyzję, że ponad 120 tys. stołecznych studentów będzie mogło jeździć za darmo miejską komunikacją.

Łukaszenka zdaje sobie sprawę, że Białoruś przed krachem mogą uratować jedynie zagraniczne kredyty. Od Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej pod wodzą Rosji dostał już 800 mln dol. i ma obiecane kolejne 2,2 mld. W zamian Moskwa żąda jednak prywatyzacji na rzecz rosyjskich biznesmenów najlepszych białoruskich przedsiębiorstw, na co Mińsk nie chce się zgodzić, bojąc się gospodarczej wasalizacji kraju.

Ponownie szuka więc pomocy na Zachodzie - od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który w przeszłości pomagał już Białorusi, chciałby dostać aż 8 mld dol. W tym tygodniu do Mińska przyjechała misja MFW, ale przestrzegła, że bez głębokich reform - takich jak urealnienie kursu rubla i twarde trzymanie w ryzach pensji i emerytur - pomocy nie będzie.

Zachód uzależnia też ewentualne kredyty od zwolnienia więźniów politycznych. I wczoraj Białoruś wypuściła kolejnych 11 osób. Za kratkami pozostali tylko najważniejsi skazani po grudniowych protestach opozycji przeciwko fałszerstwom podczas wyborów prezydenckich, czyli byli rywale Łukaszenki z Andriejem Sannikauem na czele.

- Tłuste lata dla Łukaszenki się skończyły, bo Rosja już tak łatwo nie będzie mu dawać pieniędzy. Dlatego bardzo zależy mu na kredytach MFW, chociaż próbuje wmawiać Białorusinom, że go to nie interesuje - uważa Andriej Suzdalcew z Wyższej Szkoły Gospodarczej w Moskwie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':