Gdyby Jacqueline Kennedy żyła, byłaby jedną z głównych bohaterek serwisów plotkarskich. Zanim jej mąż został prezydentem, uchodziła za snobkę z dobrego domu, która lubi mówić po francusku, nigdy w życiu nie splamiła się uczciwą pracą i zbyt wiele czasu spędza u fryzjera. Z biegiem lat przekonała do siebie Amerykanów - coraz bardziej ją podziwiano, a coraz mniej krytykowano. Stała się wzorem klasy i elegancji.
Kilka lat po tragicznej śmierci męża wyszła za słynnego miliardera Arystotelesa Onassisa, który porzucił dla niej jeszcze słynniejszą śpiewaczkę operową Marię Callas.
"Historyczne rozmowy o życiu z Johnem Kennedym" powstały na podstawie ośmiogodzinnego wywiadu rzeki, jakiego Jackie udzieliła historykowi Arthurowi Schlesingerowi kilka miesięcy po zamachu w Dallas. Zastrzegła sobie, żeby nie został ujawniony wiele lat po jej śmierci. Ponieważ zmarła w 1994 roku, a dodatkowo w tym roku mija pół wieku od przysięgi prezydenckiej Johna Kennedy'ego, jej córka Carolyn i wnuczki postanowiły przekazać światu przemyślenia mamy i babci.
Same podobno były zaszokowane tym, jak staroświeckie poglądy miała Jackie. Zwierza się ona Schlesingerowi, że jej małżeństwo było "strasznie wiktoriańskie" i że patrzyła na świat oczami Johna, przyjmując jego opinie i poglądy jako własne. Jej zdaniem kobiety w ogóle nie powinny zajmować się polityką, ponieważ się do tego nie nadają.
- Na tych taśmach słyszymy surową, nieoszlifowaną Jackie, inną od dyskretnej, zrównoważonej damy, jaką pamiętamy z lat 80. - mówił w telewizji CBS historyk Douglas Brinkley.
Ze słynnych osobistości, które wpływały na losy świata na początku lat 60., najsurowiej Jackie ocenia pastora Martina Luthera Kinga. Noblista i niestrudzony bojownik o prawa czarnych był podobno dziwkarzem, co miało wynikać z jakichś podsłuchanych jego rozmów. I w ogóle "strasznym, fałszywym człowiekiem". Na pogrzebie Johna był podobno pijany i żartował z kardynała odprawiającego ceremonię. Tak miał powiedzieć Jackie jej szwagier Robert, który kilka lat po bracie również został zastrzelony, podobnie zresztą jak pastor King.
Z kolei prezydent i ojciec nowoczesnej Francji Charles de Gaulle był, zdaniem Jackie, "egomaniakiem" i "złośliwcem". Premier Indii Indira Gandhi (również zginęła w zamachu) była podobno "zawziętą, nachalną i straszną kobietą".
Nawet wiceprezydent Lyndon Johnson, którego Kennedy musiał nominować ze względów politycznych, żeby zapewnić sobie poparcie południowych stanów, był straszny. John często mówił żonie: - Wyobrażasz sobie, co stałoby się w tym kraju, gdyby Lyndon został prezydentem?
Jackie wspomina, że jej mąż marzył zawsze, żeby spotkać się Winstonem Churchillem, jednym z najwybitniejszych polityków stanu XX wieku. - Niestety, John spotkał swojego bohatera za późno. Kiedy rozmawiali, biedaczek Churchill był w stanie już tylko wydusić z siebie gu-gu - opowiada Jackie (Churchill miał wtedy prawie 90 lat).
Na tle strasznych polityków tamtej dekady mąż John F. Kennedy był ideałem. - Co wieczór modlił się na kolanach u brzegu łóżka - opowiada Jackie. - To było jak dziecięca maniera, trochę jak mycie zębów. Ale to było takie słodkie i zwykle bawiło mnie, kiedy tam przy nim stałam.
O słabości do kobiet, którą rozmodlony prezydent dzielił z pastorem Kingiem, Jackie nie wspomina ani słowem (plotkowano m.in. o romansie Kennedy'ego z Marilyn Monroe). Mówi za to wiele, jak go kochała.
Kiedy wybuchł tzw. kryzys kubański i światu groziła wojna atomowa (gdy przywódca ZSRR Nikita Chruszczow chciał rozmieścili rakiety z głowicami jądrowymi na Kubie), błagała męża, żeby nie odsyłał jej w bezpieczne miejsce poza Waszyngton. - Powiedziałam mu: Chcę zostać razem z tobą i umrzeć razem z tobą. Nasze dzieci też tego chcą. Bardziej, niż żyć bez ciebie...
John bardzo przejmował się losami Ameryki i świata. W czasie kryzysu kubańskiego, jak wspomina Jackie, w ogóle nie kładł się spać. Płakał w ich sypialni, kiedy fiaskiem zakończyła się zaplanowana przez
CIA próba obalenia Fidela Castro.