- Sądzę, że ostatnio tego dialogu zabrakło, być może też z naszej winy. Być może nie wszystko zrobiliśmy. Zachęcam do otwartej, szczerej, obiektywnej rozmowy i wszechstronnej oceny drażliwych kwestii. Nie chcę, by nasze stosunki przypominały stosunki Węgier ze Słowacją i Rumunią - powiedział Kubilius w poniedziałkowym wywiadzie dla polskiej rozgłośni w Wilnie "Radio Znad Wilii".
Ugodowy ton szefa litewskiego rządu ma ułatwić pracę komisji, w skład której wchodzą m.in. wiceministrowie oświaty i przedstawiciele mniejszości narodowych z obu stron granicy. Jej powstanie Kubilius uzgodnił ponad tydzień temu w Wilnie z premierem Donaldem Tuskiem. Zażegnano w ten sposób poważny kryzys w stosunkach obu krajów, jakim był strajk szkolny w polskich szkołach na Litwie.
Polacy na Litwie oczekują, że strona litewska zmieni kontrowersyjną ustawę o oświacie, której zapisy według naszych rodaków uderzają w polskie szkolnictwo. I grożą, że jeśli tak się nie stanie, wznowią w połowie września strajk szkolny. Problem w tym, że Litwini ustawy zmieniać nie chcą.
Kubilius powtórzył w wywiadzie, iż liczy też na to, że zespół ekspertów "rozwieje wszystkie obawy i będzie początkiem nowego etapu stosunków między obu państwami, opartego na faktach i konkretach, a nie na emocjach i hasłach politycznych". Zgodnie z tą ustawą, od 2013 r. w szkołach litewskich i szkołach mniejszości narodowych egzamin maturalny z języka litewskiego zostanie ujednolicony. Tymczasem program nauczania litewskiego w szkołach litewskich i nielitewskich różni się - w szkołach litewskich zakres literatury litewskiej jest szerszy. I to właśnie budzi największe obawy Polaków na Litwie.
Ustawa zakłada też, że od 1 września w szkołach mniejszości narodowych lekcje historii i geografii Litwy oraz wiedzy o świecie w części dotyczącej Litwy mają być prowadzone w języku litewskim. W całości po litewsku będzie wykładany przedmiot o nazwie "podstawy wychowania patriotycznego".
Nowe prawi zmniejszy też liczbę szkół mniejszości narodowych (polskich jest ponad sto), bo będą likwidowane te, do których uczęszcza zbyt mało
dzieci.
Od 20 lat kością niezgody między Warszawą i Wilnem jest traktowanie przez Litwinów mniejszości polskiej (230 tys., ok. 7 proc. mieszkańców) i władze Litwy. Litewscy Polacy spierają się o nazwiska w dowodach tożsamości oraz dwujęzyczne nazwy ulic i miejscowości.
Nasi rodacy chcą pisać nazwiska tak jak w Polsce, ale na Litwie wolno im używać w dowodach czy paszportach tylko litewskiej ortografii. I nawet tam, gdzie Polacy stanowią przytłaczającą większość, nie mogą wywieszać nazw dwujęzycznych.
Warszawa uważa, że Litwini łamią traktat polsko-litewski z 1994 r. i nie przestrzegają konwencji ramowej Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych. Ostatnio stosunki bardzo się pogorszyły. - W ciągu ostatnich 20 lat nie wszystkie problemy rozstrzygnęliśmy, nie wszystko udało nam się zrobić, być może z powodu naszych wewnętrznych kompleksów, lęków, nieumiejętności nawiązania i prowadzenia partnerskiego dialogu - przyznaje Kubilis.