- W szczytowym okresie "wojny z terroryzmem" te kraje nadawały swym amerykańskim partnerom nadzwyczajne uprawnienia oraz gwarancje ochrony. I zachowywały to w totalnej tajemnicy. Dziś, po latach, ci, którzy na to zezwalali i byli odpowiedzialni za działalność tych "czarnych dziur" [tajnych więzień
CIA], nadal pozostają w cieniu - stwierdził Hammarberg.
Podkreślił, że choć polscy urzędnicy i funkcjonariusze nie byli zaangażowani w przesłuchiwanie i nie zajmowali się bezpośrednio aresztantami, to zgoda musiała być udzielona, "co oczywiste, na najwyższym politycznym poziomie". A polskie służby specjalne dostarczały Amerykanom "pewnej pomocy".
Dlatego śledztwo polskiej prokuratury ma - przekonuje Hammarberg - kluczowe znaczenie dla rozliczenia się Polski z wojny z terrorystami, a jego wyniki powinny jak najszybciej trafić pod ocenę sądu i opinii publicznej.
Śledztwo w sprawie więzienia CIA w Starych Kiejkutach, wszczęte za rządów PO-
PSL, prowadził prokurator Jerzy Mierzewski. "Gazeta" ujawniła niedawno, że został od niego odsunięty. Z pytań, które zadał on ekspertom prawa międzynarodowego, wynikało, że śledczy mają dowody, że ośrodek istniał (miał działać w latach 2002-04 za rządów
SLD) i że Amerykanie trzymali tam ludzi podejrzewanych o członkostwo w Al-Kaidzie.
Saudyjski więzień Guantanamo Abd an-Nasziri oskarżył w maju Polskę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, że nielegalnie przetrzymywano go i torturowano w Starych Kiejkutach. Nasziri ma status pokrzywdzonego w polskim śledztwie.