http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Libijska żyła złota

Robert Stefanicki
2011-09-02, ostatnia aktualizacja 2011-09-01 21:55

Flaga Libii na tablicy rejestracyjnej samochodu
Flaga Libii na tablicy rejestracyjnej samochodu
Fot. Abdel Magid Al Fergany AP

Paryska konferencja "Przyjaciele Libii" to symboliczny koniec wojny i ostateczne uznanie przez świat powstańczych władz. Ale też początek walki o zyski z libijskiej ropy i z odbudowy kraju. - To może być żyła złota - mówi ekspert z Sorbony

Libijczyk z flagą Libii
Fot. Francois Mori AP
Libijczyk z flagą Libii
Datę 1 września wybrano nieprzypadkowo - to 42. rocznica objęcia rządów przez Muammara Kaddafiego. Wierne mu wojska jeszcze bronią się w Syrcie i na pustynnym południu kraju. Sam pułkownik ukrywający się w nieznanym miejscu wysłał wczoraj buńczuczne oświadczenie, że będzie walczył, nawet jeśli cała Libia miałaby spłonąć. Choć jeszcze może siać chaos i zniszczenie, nie ma już szans na powrót do władzy.

Zwołana przez Francję konferencja miała przypieczętować sukces międzynarodowej koalicji, która przyczyniła się do upadku Kaddafiego. I formalnie zaprezentować powstańczą Narodową Radę Libijską (NRL) na czele z Mustafą Abdelem Dżalilem jako nowe władze, i rozpocząć odbudowę kraju.

- Spotkanie w Paryżu jest jak osikowy kołek wbity w serce reżimu Kaddafiego - mówi "Gazecie" Daniel Korski z Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych. - Powstańcy pokonali go militarnie, teraz światowi przywódcy zabijają go politycznie. To początek nowej ery zarówno w samej Libii, jak i w jej relacjach ze światem.

Władze powstańcze uznało już ok. 60 rządów, wczoraj dołączyła do nich Rosja. Chiny do Paryża wysłały wiceministra i dały do zrozumienia, że też skłaniają się ku uznaniu NRL. Oba mocarstwa krytykowały nadużywanie przez NATO "humanitarnego" mandatu danego przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Przyjęta w marcu rezolucja dawała zielone światło dla obrony ludności cywilnej w Libii, lecz szybko stało się jasne, że drugim celem nalotów jest obalenie reżimu w Trypolisie.

Nieobecna w Paryżu była RPA, która - podobnie jak znaczna część Unii Afrykańskiej - wciąż nie ma ochoty wyrzec się Kaddafiego. Wygląda, jakby wojna w Libii geopolitycznie przesunęła ten kraj z Afryki na Bliski Wschód. Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie wspomagały finansowo powstańców i aktywnie uczestniczyły w operacji militarnej przeciw Kaddafiemu, co z pewnością znajdzie odzwierciedlenie w polityce nowych władz w Trypolisie.

Największymi zwycięzcami wojny w Libii są jednak przywódcy Francji i Wielkiej Brytanii Nicolas Sarkozy i David Cameron, niewzruszenie wierzący w sukces kierowanej przez siebie operacji, nawet gdy inni zaczynali wątpić. Pogratulować mogą sobie Włosi, którzy byli najważniejszym partnerem handlowym Kaddafiego, ale odpowiednio wcześnie wypowiedzieli mu przyjaźń. Także Amerykanie, którzy mają nadzieję zobaczyć kolejny przyjazny im rząd (choć raczej nie społeczeństwo) w nieprzyjaznym regionie świata.

Zwycięzcy po cichu oczekują, że Libijczycy wkrótce zaczną spłacać wojenne rachunki ropą. Przedstawiciele NRL to obiecują nagrody dla tych, którzy aktywnie wspierali powstanie, to zapewniają, że "sektor naftowy będzie zarządzany przejrzyście, bez względu na sympatie polityczne". Francuski dziennik "Libération" przytoczył list z początków powstania, w którym NRL obiecuje Paryżowi 35 proc. wydobycia ropy w zamian za wsparcie przy obaleniu reżimu. Powstańczy ambasador w stolicy Francji zakwestionował autentyczność dokumentu.

- Libijczycy są sprytni. Mówią, że wynagrodzą przyjaciół, ale jak przyjdzie co do czego, to wybiorą oferty najkorzystniejsze, nawet z Rosji czy z Chin - uważa Korski. - Warto jednak pamiętać, że dotąd w libijskim sektorze naftowym pierwsze skrzypce grały firmy z Zachodu, i to się raczej nie zmieni.

Na razie nie ma co dzielić, bo wydobycie libijskiej ropy stanęło z uwagi na wciąż toczącą się wojnę i zniszczenia infrastruktury. Przywrócenie wydobycia do wartości przedwojennych (1,6 mln baryłek dziennie, 14. eksporter świata) ma zająć od sześciu do 15 miesięcy. Przez pewien czas Libia będzie więc żyła z zagranicznej pomocy oraz z ok. 110 mld dol. zgromadzonych przez poprzedni reżim na zagranicznych kontach, zamrożonych rezolucją ONZ, a teraz sukcesywnie uwalnianych przez poszczególne kraje, m.in. Francję i Wielką Brytanię.

W dniu szczytu kolejne państwa deklarowały pieniężne i polityczne wsparcie dla nowej Libii. To druga szansa dla tych, którzy nie wspierali powstańców militarnie. Niemiecka kanclerz Angela Merkel oświadczyła, że jest gotowa wnieść "widoczny wkład" w odbudowę Libii. - Berlin zmienił ton, bo jako czołowy dostawca wyposażenia dla przemysłu widzi potencjalne profity. Odbudowa kraju to może być żyła złota - uważa Pierre Vermeren, specjalista od Afryki Północnej z paryskiej Sorbony.

Także premier Donald Tusk obiecał pomoc humanitarną o wartości miliona złotych i wysłanie polskiej misji medycznej. UE zdjęła sankcje nałożone na libijskie firmy, banki i porty.

Przed powstańcami, z których wielu na czele z Dżalilem to byli wysocy urzędnicy reżimu Kaddafiego, stoi teraz zadanie stworzenia rządu, który doprowadzi do planowanych na przyszły rok wyborów. Wczoraj na stronę NRL przeszedł ostatni premier mianowany przez Kaddafiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 1
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1