Dom, w którym mieszkanie i biura miało małżeństwo najbardziej znanych w Azerbejdżanie działaczy praw człowieka, zburzyły buldożery. Rząd zapewnia, że zburzył tę starą kamienicę w ramach projektu, który ma zmienić Baku w kaspijski Dubaj
Buldożer rozwalił dom Lejli i Arifa Junusów późnym wieczorem 11 sierpnia. Gospodarze byli akurat w Norwegii. W kamienicy przy ul. Szamsiego Badałbejlego w śródmieściu Baku mieściły się biura założonych przez Junusów trzech organizacji praw człowieka. Tamtego wieczora pracowały w nich jeszcze dwie osoby.
Robotnicy i towarzyszący im urzędnicy nie dali im nawet kwadransa na wyniesienie mebli, komputerów, biblioteki i archiwum. Urzędnicy oświadczyli, że w starym budynku ulatnia się gaz i w godzinę później z kamienicy została kupa gruzów.
"Zburzenie domu nocą, bez ostrzeżenia, bez dania właścicielom szansy na ocalenie dobytku karze podejrzewać, że władze chciały ukarać Lejlę i Arifa Junusów za występowanie w obronie praw obywatelskich oraz prawa człowieka do jego własności" - oświadczyła nowojorska Human Rights Watch. "Szczególnie niepokoi, że do wyburzenia domu doszło z pogwałceniem wcześniejszego wyroku sądu".
Zburzenie domu Junusów potępiło też bakińskie biuro Unii Europejskiej.
Pławiące się w petrodolarowej mannie azerbejdżańskie władze od dawna zapowiadały wyburzenie starych kamienic nie tylko przy ulicy Szamsiego Badałbejlego, ale w całej okolicy śródmiejskiego placu Fizuli. W ich miejscu mają powstać luksusowe wieżowce ze szkła i stali, które uczyniłyby z Baku kaspijski Dubaj.
Jednak w maju Junusowie uzyskali wyrok sądowy, że ich kamienica nie może być ani zburzona, ani wywłaszczona bez wyraźnego nakazu sądowego.
Opozycja nie ma wątpliwości, że skoro sąd nic nowego w tej sprawie nie ogłosił, a dom został zburzony, to nakazał to ten, który prawo stanowi, czyli panujący w Baku od 2003 r. dziedzic dynastii Ilham Alijew.
Arif i Lejla Junusowie od lat działali w opozycji wobec kolejnych rządów - i tych postkomunistycznych, i tych antykomunistycznych. I jednym, i drugim wytykali populizm, dyletanctwo, korupcję i nepotyzm.
Najwięcej krytyk Junusów zebrali ci, którzy rządzili Azerbejdżanem najdłużej - Hajdar i Ilham Alijewowie. Stary Alijew uważał, że Azerbejdżan to on. Jako komunistyczny satrapa łapówkami i pochlebstwami wyciągał od kremlowskich sekretarzy ruble na rozwój Azerbejdżanu, który był naftowym eldorado na przełomie XIX i XX w.
Upadek komunizmu i ZSRR tylko na chwilę odebrał Alijewowi władzę. Odzyskał ją, gdy pod rządami antykomunistycznej opozycji kraj pogrążył się w wojennym chaosie, biedzie i bezkrólewiu.
Gdy Alijew wrócił na tron, nie tylko zaprowadził pokój i porządek, ale ponownie sprzedał zachodnim koncernom kaspijskie pola naftowe. I biedny Azerbejdżan zaczął kwitnąć, a szczególnie elity, które rozdzielając petrodolary baczyły, by najwięcej wpływało na ich konta.
W 2003 r. sędziwy i schorowany Hajdar Alijew umarł, a dziedzicem został jego syn Ilham. Przypadający na jego czasy gwałtowny wzrost cen ropy sprawił, że Azerbejdżan zaczął się porównywać do arabskich szejkanatów znad Zatoki Perskiej.
Podobnie jak w przypadku szejków naftowe bogactwo Azerbejdżanu zyskiwało mu możnych przyjaciół na Zachodzie, którzy zabiegając o paliwo, wybaczali bakińskiemu władcy autorytaryzm, lekceważenie demokracji i swobód obywatelskich.
Junusowie krytykowali zarówno wybory poprzedzające intronizację Ilhama, jak i przyzwolenie Zachodu dla fałszerstw wyborczych i będących ich wynikiem brutalnego stłumienia zamieszek ulicznych. Potem zaleźli za skórę Ilhamowi, krytykując korupcję, nadużycia władzy, prześladowania opozycji, tłumienie wolności słowa.
W ostatnich latach Junusowie walczyli z przebudową Baku w kaspijski Dubaj. Popierani przez władze azerbejdżańscy oligarchowie prześcigali się w ofertach wyburzania starych dzielnic ze śródmieścia i wznoszenia na ich miejscu wieżowców - symbolu nie tylko rozkwitu i bogactwa Azerbejdżanu, ale i wielkości władcy. Władze zaczęły nawet przemyśliwać o organizacji letniej olimpiady, usypaniu w zatoce sztucznej wyspy i wybudowaniu na niej najwspanialszego miasta na świecie.
Najatrakcyjniejsze parcele są w starym śródmieściu Baku zbudowanym w europejskim stylu i składającym się z labiryntu niewielkich ulic i niewysokich kamienic. Mieszkańcom oferowano mieszkania zastępcze i domy na obrzeżach albo odszkodowania pieniężne. Ani jedno, ani drugie nie jest atrakcyjne.
Przenosiny ze śródmieścia to przeprowadzka w inny świat, a odszkodowania, za wyburzone domy nijak się miały do ich cen rynkowych. Junosom za ich kamienicę władze zaproponowały jedną trzecią ceny rynkowej.
Ostatnie miesiące Junusowie spędzili na walce z arogancją władz wywłaszczających mieszkańców śródmieścia (odmawiających przeprowadzki policja usuwała siłą).
Lejla i Arif zaskarżali do sądów nakazy eksmisji, powstrzymywali rozbiórki, opóźniali budowy, skarżyli się zagranicznym dziennikarzom. Ich dom został zburzony nazajutrz po publikacji artykułu w "New York Timesie", gdy Lejla skarżyła się na urzędników Ilhama Alijewa. Teraz Lejla i Arif Junusowie zamierzają odwołać się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.