http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Buldożer karze azerskich opozycjonistów

Wojciech Jagielski
2011-08-17, ostatnia aktualizacja 2011-08-17 22:00

Baku, Azerbejdżan
Baku, Azerbejdżan
Fot. Eric Herchaft Reporters Eric Herchaft

Dom, w którym mieszkanie i biura miało małżeństwo najbardziej znanych w Azerbejdżanie działaczy praw człowieka, zburzyły buldożery. Rząd zapewnia, że zburzył tę starą kamienicę w ramach projektu, który ma zmienić Baku w kaspijski Dubaj

Buldożer rozwalił dom Lejli i Arifa Junusów późnym wieczorem 11 sierpnia. Gospodarze byli akurat w Norwegii. W kamienicy przy ul. Szamsiego Badałbejlego w śródmieściu Baku mieściły się biura założonych przez Junusów trzech organizacji praw człowieka. Tamtego wieczora pracowały w nich jeszcze dwie osoby.

Robotnicy i towarzyszący im urzędnicy nie dali im nawet kwadransa na wyniesienie mebli, komputerów, biblioteki i archiwum. Urzędnicy oświadczyli, że w starym budynku ulatnia się gaz i w godzinę później z kamienicy została kupa gruzów.

"Zburzenie domu nocą, bez ostrzeżenia, bez dania właścicielom szansy na ocalenie dobytku karze podejrzewać, że władze chciały ukarać Lejlę i Arifa Junusów za występowanie w obronie praw obywatelskich oraz prawa człowieka do jego własności" - oświadczyła nowojorska Human Rights Watch. "Szczególnie niepokoi, że do wyburzenia domu doszło z pogwałceniem wcześniejszego wyroku sądu".

Zburzenie domu Junusów potępiło też bakińskie biuro Unii Europejskiej.



Pławiące się w petrodolarowej mannie azerbejdżańskie władze od dawna zapowiadały wyburzenie starych kamienic nie tylko przy ulicy Szamsiego Badałbejlego, ale w całej okolicy śródmiejskiego placu Fizuli. W ich miejscu mają powstać luksusowe wieżowce ze szkła i stali, które uczyniłyby z Baku kaspijski Dubaj.

Jednak w maju Junusowie uzyskali wyrok sądowy, że ich kamienica nie może być ani zburzona, ani wywłaszczona bez wyraźnego nakazu sądowego.

Opozycja nie ma wątpliwości, że skoro sąd nic nowego w tej sprawie nie ogłosił, a dom został zburzony, to nakazał to ten, który prawo stanowi, czyli panujący w Baku od 2003 r. dziedzic dynastii Ilham Alijew.

Arif i Lejla Junusowie od lat działali w opozycji wobec kolejnych rządów - i tych postkomunistycznych, i tych antykomunistycznych. I jednym, i drugim wytykali populizm, dyletanctwo, korupcję i nepotyzm.

Najwięcej krytyk Junusów zebrali ci, którzy rządzili Azerbejdżanem najdłużej - Hajdar i Ilham Alijewowie. Stary Alijew uważał, że Azerbejdżan to on. Jako komunistyczny satrapa łapówkami i pochlebstwami wyciągał od kremlowskich sekretarzy ruble na rozwój Azerbejdżanu, który był naftowym eldorado na przełomie XIX i XX w.

Upadek komunizmu i ZSRR tylko na chwilę odebrał Alijewowi władzę. Odzyskał ją, gdy pod rządami antykomunistycznej opozycji kraj pogrążył się w wojennym chaosie, biedzie i bezkrólewiu.

Gdy Alijew wrócił na tron, nie tylko zaprowadził pokój i porządek, ale ponownie sprzedał zachodnim koncernom kaspijskie pola naftowe. I biedny Azerbejdżan zaczął kwitnąć, a szczególnie elity, które rozdzielając petrodolary baczyły, by najwięcej wpływało na ich konta.

W 2003 r. sędziwy i schorowany Hajdar Alijew umarł, a dziedzicem został jego syn Ilham. Przypadający na jego czasy gwałtowny wzrost cen ropy sprawił, że Azerbejdżan zaczął się porównywać do arabskich szejkanatów znad Zatoki Perskiej.

Podobnie jak w przypadku szejków naftowe bogactwo Azerbejdżanu zyskiwało mu możnych przyjaciół na Zachodzie, którzy zabiegając o paliwo, wybaczali bakińskiemu władcy autorytaryzm, lekceważenie demokracji i swobód obywatelskich.

Junusowie krytykowali zarówno wybory poprzedzające intronizację Ilhama, jak i przyzwolenie Zachodu dla fałszerstw wyborczych i będących ich wynikiem brutalnego stłumienia zamieszek ulicznych. Potem zaleźli za skórę Ilhamowi, krytykując korupcję, nadużycia władzy, prześladowania opozycji, tłumienie wolności słowa.

W ostatnich latach Junusowie walczyli z przebudową Baku w kaspijski Dubaj. Popierani przez władze azerbejdżańscy oligarchowie prześcigali się w ofertach wyburzania starych dzielnic ze śródmieścia i wznoszenia na ich miejscu wieżowców - symbolu nie tylko rozkwitu i bogactwa Azerbejdżanu, ale i wielkości władcy. Władze zaczęły nawet przemyśliwać o organizacji letniej olimpiady, usypaniu w zatoce sztucznej wyspy i wybudowaniu na niej najwspanialszego miasta na świecie.

Najatrakcyjniejsze parcele są w starym śródmieściu Baku zbudowanym w europejskim stylu i składającym się z labiryntu niewielkich ulic i niewysokich kamienic. Mieszkańcom oferowano mieszkania zastępcze i domy na obrzeżach albo odszkodowania pieniężne. Ani jedno, ani drugie nie jest atrakcyjne.

Przenosiny ze śródmieścia to przeprowadzka w inny świat, a odszkodowania, za wyburzone domy nijak się miały do ich cen rynkowych. Junosom za ich kamienicę władze zaproponowały jedną trzecią ceny rynkowej.

Ostatnie miesiące Junusowie spędzili na walce z arogancją władz wywłaszczających mieszkańców śródmieścia (odmawiających przeprowadzki policja usuwała siłą).

Lejla i Arif zaskarżali do sądów nakazy eksmisji, powstrzymywali rozbiórki, opóźniali budowy, skarżyli się zagranicznym dziennikarzom. Ich dom został zburzony nazajutrz po publikacji artykułu w "New York Timesie", gdy Lejla skarżyła się na urzędników Ilhama Alijewa. Teraz Lejla i Arif Junusowie zamierzają odwołać się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1