http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Awantura o prezerwatywy w argentyńskiej szkole

Tomasz Surdel, Buenos Aires
2011-08-16, ostatnia aktualizacja 2011-08-16 19:21

Czy szkoła podstawowa powinna przygotowywać dzieci do życia seksualnego, czy może wręcz przeciwnie - kłócą się politycy w Argentynie.

Preyzdent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner jeszcze nie wypowiedziała się w sprawie prezerwatyw w szkołach
Fot. STR REUTERS
Preyzdent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner jeszcze nie wypowiedziała...
SERWISY
Debatę wywołała Mar~a José Lubertino z rządzącej Argentyną partii prezydent Cristiny Kirchner. - Prezerwatywy powinny być dostępne w szkołach! Obowiązkiem państwa jest zapewnienie młodzieży dostępu do środków gwarantujących bezpieczny seks! - ogłosiła Lubertino. Jej zdaniem, nie dając młodzieży prezerwatyw, państwo odpowiada za dramatyczny wzrost ilości ciąż u nastolatek. W samej tylko stolicy liczba nieletnich matek podniosła się w ciągu ostatnich pięciu lat prawie czterokrotnie. Najmłodsze mają nierzadko po 12-13 lat.

Dlatego zdaniem Lubertino prezerwatywy powinny być dostępne już w podstawówkach. Nie dla tych najmłodszych, ale dla szóstoklasistów już tak.

Lubertino zastrzega, że nie chce, aby "gumki" leżały na szkolnych korytarzach. - Chodzi mi o to, aby młodzież miała gwarancję, że zawsze będzie mogła je dyskretnie i bez problemu otrzymać. Wraz z informacją, jak używać prezerwatyw, jak chronić się przed niechcianą ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową - tłumaczy.

Zdaniem Lubertino pomysł nie jest rewolucyjny i sprowadza się jedynie do egzekwowania prawa. Ustawa o zdrowiu seksualnym i odpowiedzialnej prokreacji nakłada już na państwo obowiązek darmowej dystrybucji prezerwatyw, ale są one dostępne tylko w szpitalach i przychodniach. - A nie są to miejsca odwiedzane masowo przez nastolatki, które częściej bywają w szkołach! - argumentuje.

Pomysł wywołał burzę. - Dostęp do prezerwatyw dla dzieci to barbarzyństwo. Szkoła jest miejscem na naukę, a nie na takie rzeczy! - grzmiała deputowana Cynthia Hotton z konserwatywnej partii Wartości Mojego Państwa.

Krytyczne głosy podniosły się także w partii Lubertino. - Szkoła jest po to, aby informować i przekazywać wiedzę także o życiu seksualnym, ale nie można tam rozdawać prezerwatyw - stwierdził minister edukacji Alberto Sileoni. Jego zdaniem nie można winić państwa za ciąże nastolatek. - Szkoła nie może wyręczać rodzin, lecz z nimi współpracować w tej kwestii. Dawanie prezerwatyw byłoby wyręczaniem rodziców - uznał minister.

Lubertino nie zamierza rezygnować i zapowiada dalszą walkę o prezerwatywy w szkołach. Nie jest to jej pierwsza kontrowersyjna pierwszy kontrowersyjny projekt. Wcześniej wsławiła się propozycją, aby nastolatki przygotowywać do ewentualnego spotkania z potencjalnym gwałcicielem. Jej zdaniem dziewczynki trzeba uczyć negocjowania i przekonywania, aby napastnik przynajmniej użył prezerwatywy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':