http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Złodzieje i męczennicy

Jacek Pawlicki
2011-08-12, ostatnia aktualizacja 2011-08-12 08:00

Oni nie mają żadnych autorytetów
Oni nie mają żadnych autorytetów
Fot. Karel Prinsloo AP

Biali, czarni, dzieci i dorośli, robotnicy i bezrobotni, fryzjerzy i studenci. Kradli pampersy, telewizory, alkohol, markowe ciuchy. Przed sądem płakali albo w obraźliwym geście podnosili do góry środkowy palec

Bandy rabusiów ukrywających się pod kapturami markowych dresów grabiły i paliły, co się da. Na zdjęciu atak na odzieżowy sklep w londyńskiej dzielnicy Peckham
Fot. DYLAN MARTINEZ REUTERS
Bandy rabusiów ukrywających się pod kapturami markowych dresów grabiły i...
Po pięciu dniach od wybuchu szaleństwa w londyńskim Tottenham brytyjskie gazety zaczynają odsłaniać twarze bezimiennego dotąd zła. A to, co ujawniają, jest nie mniej przerażające od zdjęć rozwydrzonych wyrostków demolujących sklepy czy spalonych ulic Londynu.

Okazuje się, że kradzieży dopuszczali się także całkiem zwyczajni ludzie - mężczyźni i kobiety w różnym wieku i różnej profesji.

Sądy magistrackie i koronne pracują 24 godziny na dobę, by wysłuchać i osądzić ponad 1,3 tys. aresztowanych (z czego ponad 880 w samym Londynie) za kradzieże, włamania, zakłócanie porządku czy ataki na policję. Brakuje więźniarek, więc aresztowani dowożeni są do sądów w autobusach, przytwierdzeni do siedzeń policyjną taśmą. Grożą im grzywny lub kilkunastotygodniowe kary więzienia. Większość wychodzi z aresztu za kaucją.

Tak też stało się z 19-letnią Laurą Johnson, która wyszła z aresztu w środę za poręczeniem finansowym rodziców. W jedną z nocy londyńskich zamieszek wyniosła ze zdemolowanego sklepu Comet w Charlton telewizory Toshiba i Goodmans, mikrofalówkę i telefony komórkowe warte w sumie 5 tys. funtów. Studentka anglistyki i italianistyki z University of Exeter woziła w swoim samochodzie rękawiczki, bandankę i kominiarkę, czyli rzeczy wykorzystywane przez londyńskich zadymiarzy i złodziei.

Dlaczego dziewczyna kradła? Pochodzi z bogatego domu, ojciec jest szefem wielkiej firmy, a rodzice mają wart ponad milion funtów dom z kortem tenisowym w Orpington w hrabstwie Kent.

Czy kierowało nią to samo co 11-letnim chłopcem (media nie ujawniają jego nazwiska), który wyniósł plastikowy pojemnik wart 50 funtów ze sklepu z artykułami gospodarstwa domowego z Romsford w hrabstwie Essex? Do sądu przyszedł skruszony z matką. Tłumaczył się, że pojemnik chciał komuś oddać...

31-letni Alexis Bailyey zarabiał niezbyt dużo - 1000 funtów miesięcznie jako pracownik szkoły podstawowej w Stockwell w południowym Londynie. Sam oddał się w ręce policji przyłapany na schodach rabowanego sklepu z RTV Richer Sounds w południowolondyńskim Croydon.

David Attoh kończył technikum w Hackney w Londynie. Miał iść właśnie na praktyki, ale zamiast tego trafił do sądu, bo ze zniszczonego sklepu w swojej dzielnicy wyniósł dwa T-shirty Burberry. Sąd ukarał go grzywną 150 funtów.

Wśród sądzonych jest fryzjer praktykant Jack Onslow - za włamanie do sklepu Zee & Co. w Hackney. Christopher Heart, ojciec dwójki dzieci, robotnik budowlany, wyszedł w skradzionych butach firmy Lacoste z obrabowanego sklepu JD Sports.

42-letni Barry Naine, pracownik domu dla bezdomnych w londyńskim Lewisham, włamał się do sklepu Primark w Peckham. A listonosz Jeffrey Ebanks zabrał bratanka, by obłowić się w supermarkecie w stołecznym Croydon. Nastoletni Jamal Ebanks zeznał policji, że do włamania namówił go właśnie wujek.

24-letnia Natasha Reid, absolwentka jednego z uniwersytetów, siedziała w McDonaldzie w londyńskim Enfield, kiedy postanowiła z rozwalonego sklepu Comet wynieść telewizor plazmowy za 269,99 funtów.

Dość pokrętne tłumaczenie wymyślił 35-letni Jason Matthews, świeżo upieczony ojciec przyłapany przez policję w sklepie Tesco na południu Londynu z twarzą zasłoniętą bandanką. W sądzie opowiadał, że przyszedł do okradanego sklepu po pampersy.

Nic na swoją obronę nie miała 31-letnia Linda Boyd z Manchesteru. Została uznana za winną kradzieży alkoholu, papierosów i kilku telefonów komórkowych. Sąd nie miał wątpliwości, gdyż wcześniej kobieta ta była już 96 razy karana za drobne kradzieże!

Gdy jedni demolowali, bili się z policją czy wynosili towary ze sklepów, inni jak malezyjski student Ashraf Haziq, od miesiąca przebywający w Londynie, padali ofiarą ataków. Dzięki umieszczonemu w portalu YouTube filmikowi, który obejrzało ponad 2 mln ludzi, Ashraf stał się sławny i przeszedł do historii zajść. Na filmie widać, jak napadło go, okradło i pobiło 20 wyrostków w kapturach.

Londyńskie zamieszki mają także polską bohaterkę - to 32-letnia Monika Kończyk, której efektowne zdjęcie zrobione podczas dramatycznego skoku z płonącego budynku w londyńskim Croydon trafiło na czołówki kilku gazet. Jej tożsamość i okoliczności skoku ustalił i opisał "Guardian". Kończyk myślała, że "spłonie żywcem", a do skoku z pierwszego piętra namówiła ją siostra i sąsiedzi. Polkę złapał w locie sąsiad - Rumun.

Kilkudniowe zajścia w Anglii mają też niestety swych męczenników. Pierwszym jest 29-letni Mark Duggan, diler narkotykowy zastrzelony przez policję tydzień temu w Tottenham. To zwołany na jego cześć sobotni pokojowy marsz przeciw brutalności policji przerodził się w zamieszki i grabieże.

26-letni Trevor Ellis z Brixton zmarł w szpitalu z powodu ran po postrzeleniu w poniedziałek przez nieznanego sprawcę w Croydon na południu Londynu. Wojną na tle rasowym między białymi a Azjatami o mało nie zakończyła się śmierć trzech Pakistańczyków: 21-letniego Haroona Jahana, 30-letniego Szazada Alego i 31-letniego Abdula Musavisa. Pilnowali oni we wtorek prowadzonej przez Pakistańczyków stacji benzynowej na Dundley Road na przedmieściach Birmingham. Ktoś (media sugerują, że biali zadymiarze) wjechał w nich z premedytacją samochodem. Zmarli w szpitalu na skutek odniesionych ran.

W nocy ze środy na czwartek pod feralną stacją na nocnym czuwaniu ze świeczkami poświęconym ich pamięci zebrało się ponad 200 Pakistańczyków i Sikhów.

Policja obawiała się, że w odwecie Pakistańczycy z Birmingham mogą uderzyć na białych, co mogłoby doprowadzić do rozruchów na tle rasowym w innych miastach. O spokój zaapelował Tariq Jahan, ojciec zabitego Haroona. - Straciłem syna. Czarni, Azjaci, biali - wszyscy żyjemy w tej samej społeczności. Dlaczego musimy się nawzajem zabijać? Dlaczego to robimy? Wystąpcie, jeśli chcecie stracić synów, albo uspokójcie się i wracajcie do domów - apelował do rozwścieczonych ziomków, co najwyraźniej poskutkowało, bo do starć nie doszło.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6
  • 2
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':