http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec thrillera?

Mariusz Zawadzki, Waszyngton
2011-08-01, ostatnia aktualizacja 2011-08-01 01:01

Wygląda na to, że będzie jak w dobrym hollywoodzkim thrillerze - prezydent Barack Obama w poniedziałek tuż przed północą podpisze ustawę, która uratuje Amerykę przed bankructwem we wtorek

- Jesteśmy bardzo blisko porozumienia - mówił w niedzielę rano szef Republikanów w Senacie Mitch McConnell. Szef Demokratów Harry Reid ogłosił wieczorem, że się pod nim podpisuje i oddaje pod rozwagę kolegom ze swojej partii. W poniedziałek muszą je ekspresowo przegłosować Senat i Izba Reprezentantów i odesłać prezydentowi Barackowi Obamie do podpisu.

Amerykańscy politycy mają już mniej niż 24 godziny na to, czego nie potrafili zrobić przez ostatnich kilka miesięcy. Dług publiczny już w maju osiągnął wyznaczony przez Kongres limit 14,3 bln dol. Departament Skarbu alarmuje, że musi sprzedać nowe obligacje, inaczej 2 sierpnia zabraknie pieniędzy. Ale nie może tego zrobić, dopóki skłóceni kongresmeni nie zwiększą limitu długu. Na cały sierpień planowane są wydatki 306 mld, ale rząd uzbiera z podatków tylko 172 mld dol.

W środę 3 sierpnia wypada termin wypłaty 23 mld dol. emerytur (dla 28 mln ludzi). Barack Obama mówił, że nie może zagwarantować, że będą na to pieniądze. Denerwują się nawet żołnierze, którzy walczą w Afganistanie. W sobotę, kiedy odwiedził ich szef sztabu admirał Mike Mullen, pytali, czy dostaną w sierpniu wypłaty. - Nie wiem - mówił admirał. - Jedno jest pewne: my, żołnierze, będziemy pracować dalej.

Niepokoją się również zagraniczni wierzyciele Ameryki, szczególnie Chiny i Japonia, które mają w amerykańskich obligacjach w sumie 2 bln dol. Do 14 sierpnia Waszyngton musi zapłacić 29 mld dol. odsetek od długów. Agencje badające rynek - Standard & Poor's, Moody's i Fitch - grożą, że obniżą rating kredytowy USA z najwyższego poziomu AAA na AA. Spadek wiarygodności Ameryki oznaczałby, że będzie musiała pożyczać na wyższy procent (już teraz odsetki to ponad 200 mld dol. rocznie, czyli 10 proc. przychodów państwa). Ale przede wszystkim byłby to bezprecedensowy wstrząs dla rynków finansowych.

"Konsekwencje bankructwa - dla gospodarki, rynku pracy, przywództwa Ameryki w świecie - byłyby ponure" - napisali w liście do Kongresu i prezydenta szefowie wielkich banków, m.in. Bank of America, Citigroup i JP Morgan. W weekend rekiny finansjery z Wall Street wydzwaniały podobno do kongresmenów, żeby ich dodatkowo postraszyć.

Republikanie wiosną ogłosili, że podniosą limit długu tylko pod warunkiem, że Obama zaplanuje drastyczne oszczędności w wydatkach państwa. Prezydent zgadzał się na cięcia, ale jednocześnie chciał podwyższyć podatki, które po obniżkach George'a Busha są najniższe od pół wieku. - Żadnych nowych podatków - odpowiadali Republikanie, którzy przekonują, że obciążenie przedsiębiorców zahamuje gospodarkę i zwiększy bezrobocie.

Przez cały ostatni tydzień Republikanie, zamiast negocjować z Demokratami, debatowali sami ze sobą, żeby wreszcie w piątek wieczorem - minimalną większością głosów - przepchnąć w Izbie Reprezentantów nierealny plan ratunkowy szefa Izby Johna Boehnera, który kilkadziesiąt minut potem odrzucił Senat (zdominowany przez Demokratów). Plan przewidywał oszczędności na 900 mld dol. przez dziesięć lat i natychmiastowe podniesienie limitu długu o tę sumę. Ale kolejne podniesienie limitu - za pół roku - uzależniał od przyjęcia poprawki do konstytucji, która zabroni rządowi nadmiernie się zadłużać. Demokraci uważają, że to pułapka: Republikanie chcą powtórki awantury o dług w środku kampanii wyborczej. Znana z liberalnych poglądów deputowana Nancy Pelosi ogłosiła, że republikanin John Boehner "przeszedł na ciemną stronę mocy".

Dopiero w sobotę obie partie zaczęły ze sobą rozmawiać. McConnell negocjował z wiceprezydentem Bidenem i prezydentem Obamą. Kompromis będzie zapewne podobny do planu Republikanów. Ale drugie podniesienie limitu nie będzie uzależnione od zmiany konstytucji. Jeśli przez pół roku obie partie się nie dogadają, limit zostanie podniesiony automatycznie o dodatkowe 1,5 bln dol., ale równocześnie obcięte zostaną programy socjalne, czego nie chcą Demokraci, i zapewne wojskowe, czego nie chcą Republikanie.

Mariusz Zawadzki, Waszyngton

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 1
  • 2
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':