http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zrodziła nas Afryka i mutacja M168

Tomasz Ulanowski
2011-07-01, ostatnia aktualizacja 2011-07-03 23:30

W tanzańskim Parku Narodowym Serengerti w odwiecznym cyklu życia i śmierci po sawannie w poszukiwaniu świeżej trawy krąży 1,5 mln gnu, 350 tys. gazeli i 200 tys. zebr
W tanzańskim Parku Narodowym Serengerti w odwiecznym cyklu życia i śmierci po sawannie w poszukiwaniu świeżej trawy krąży 1,5 mln gnu, 350 tys. gazeli i 200 tys. zebr
Fot. Felix Borner ASSOCIATED PRESS

Pod naporem międzynarodowej krytyki Tanzania wycofuje się z budowy autostrady przez słynny Park Narodowy Serengeti. Podobno sfinansować ją mieli Chińczycy. Czy my, ludzie Zachodu, mamy prawo mówić Afrykanom, jak mają żyć?

Sahara
fot. Guillaume Bonn NYT
Sahara
"Przede wszystkim rzuca się w oczy światło" - czytałem nad ranem, kurcząc się w ciemności w fotelu boeinga Kenya Airways. "Wszędzie - światło. Wszędzie - jasno. Wszędzie - słońce".

Nie mogłem się go doczekać.

"Jeszcze wczoraj ociekający deszczem, jesienny Londyn [w moim przypadku - Amsterdam]. Ociekający deszczem samolot. Zimny wiatr i ciemność". Tak Ryszard Kapuściński zaczyna swoją opowieść o Afryce w mojej ulubionej książce jego autorstwa - "Hebanie". Jeśli prawdą jest to, co mówią genetycy, że wszyscy wywodzimy się z Afryki, że praojciec ludzkości - nazwijmy go Adamem - żył jakieś 60 tys. lat temu gdzieś na sawannie porastającej Dolinę Ryftową, tam gdzie ruchy płyt litosfery rozrywają na dwie części ten wyglądający jak serce kontynent, na dzisiejszym pograniczu Kenii, Tanzanii i Etiopii - jeśli to wszystko prawda, wracałem do domu.

To podobno zresztą dość częste, że Europejczyk, widząc afrykańską przyrodę, a szczególnie wieś, roi o początkach świata.

Co wygnało nas z raju?

Naukowcy nie są pewni, co pchnęło naszych przodków do wędrówki. Spekulują, że do emigracji zachęcił ich zmieniający się klimat. Około 50 tys. lat temu ogromne lodowce pokrywające kawał półkuli północnej zaczęły ustępować. Rzecz jasna, tylko na chwilę - historia klimatu to ciągłe zmiany, a w ciągu ostatnich 2,5 mln lat epoki plejstoceńskiej wahania od zlodowaceń do okresów cieplejszych. Ustępujący glacjał zmienił klimat w Afryce Północnej. Sucha Sahara na chwilę się zazieleniła. Roślinożerne zwierzęta ruszyły podgryzać nową sawannę, a za nią powędrowały drapieżniki i ludzie - nomadzi, którzy utrzymywali się, zbierając to, co rosło w okolicy, i polując.



Jak piszą uczeni z projektu „Genographic” wspieranego m.in. przez amerykańskie towarzystwo „National Geographic”, którzy dzięki zakrojonym na ogromną skalę badaniom genetycznym wyrysowali trasę wędrówek człowieka po świecie, w tym samym mniej więcej czasie historia ludzkości odnotowuje gwałtowny rozwój kulturowy gatunku Homo sapiens. Pojawiają się nowe narzędzia, także te do zadawania śmierci. Ogromną przewagę nad całą resztą przyrody dała naszym przodkom mowa - mogli się porozumiewać, a więc przechowywać (choć jeszcze tylko w pamięci) informacje i dzielić się nimi, a także planować, a więc łatwiej podbijali nowe terytoria.

Oczywiście nie wszyscy Afrykanie ruszyli wtedy na podbój świata. Większość została, wyemigrowała tylko garstka. Dlaczego jedni ruszyli w drogę, a inni nie? Jak pisał Kapuściński, czas w Europie i Afryce oznacza coś zupełnie innego. "Kiedy odjedzie autobus? - Jak to kiedy - odpowie zdumiony kierowca. - Kiedy zbierze się tyle ludzi, aby cały zapełnili. (...) Toteż Afrykanin, który wsiada do autobusu, nie pyta, kiedy autobus odjedzie, tylko wchodzi, siada na wolnym miejscu i od razu zapada w stan, w jakim spędza większość swojego życia - w stan martwego wyczekiwania".

Tych niewielu odważnych, którzy opuścili Afrykę, zapewne nie chciało więcej czekać, chcieli iść, biec, chcieli czegoś nowego.

Wśród nich był kolejny Adam, jedyny, którego geny przetrwały do dziś, ten, który został praojcem wszystkich nie-Afrykanów (naukowcy oznaczają nasze z nim pokrewieństwo za pomocą markera genetycznego M168 - niewielkiej mutacji, która pojawiła się ok. 50 tys. lat temu). Jego potomkowie rozbiegli się po całym świecie. Część z nich poszła na wschód, w głąb Azji i dalej do Ameryki czy Australii. Moi przodkowie (w linii męskiej - o czym wiem, bo wziąłem udział w badaniach, na podstawie których naukowcy z projektu „Genographic” narysowali swoją mapę) zostali na Bliskim Wschodzie, skąd przenieśli się do Azji Mniejszej, potem na Bałkany i do Europy Środkowo-Wschodniej. Najpierw „uciekinierzy” z Afryki tak jak ich ojcowie polowali i zbierali „dary natury”, potem zaczęli hodować zwierzęta, następnie uprawiać ziemię, z pasterzy zamieniając się w rolników. Osiedli. Założyli pierwsze miasta (jednym z najstarszych istniejących nieprzerwanie od ponad 3 tys. lat jest syryjski Damaszek). Nauczyli się przechowywać jedzenie. Ponieważ nie musieli już wyruszać codziennie na łowy, zaczęły im przychodzić do głowy także inne, ciekawsze pomysły. Stworzyli cywilizację, a w końcu, całkiem niedawno, korzystając z paliw kopalnych, rozpętali rewolucję przemysłową. I zaczęli na ogromną skalę zmieniać przyrodę, do której wcześniej musieli się przystosowywać.



W Afryce, przed najazdem Europejczyków, sprawy zostały po staremu. A choć po inwazji białych zmieniły się, to czy na lepsze?

Hey, jambo? Zuri sana!

Wychodzę przed budynek lotniska w Nairobi i biorę głęboki oddech porannym powietrzem. - Czasem podchodzą tu słonie - opowiada mi taksówkarz. W drodze do Nairobi przez, jak to zwykle bywa na trasie lotnisko - miasto, dzielnicę przemysłowo-biurową uderzają kolory. Wyschniętą rudoburą ziemię ubarwiają kwiaty. Czerwone, pomarańczowe, żółte, różowe, purpurowe, a nawet fioletowe. Na krzewach i drzewach. Czerwona kula słońca wznosi się szybko. Wzdłuż autostrady idą ludzie. Zbierają się z całej okolicy. Chyba idą do pracy, bo dokąd? W krzakach przy drodze widać jakieś opuszczone legowiska. Powrót do Afryki u wielu Europejczyków wywołuje silne doznania. "Zanim przyjechałem do Konga, byłem jak zwierzę" - pisał Joseph Conrad. "Jestem tu, gdzie powinnam być" - cieszyła się Karen Blixen. Choć przyleciałem do Afryki, żeby oglądać dziką przyrodę, zostaję na dwa dni w Nairobi. Ludzie, szczególnie kobiety, ubierają się tu kolorowo. Po spalonych słońcem, zakurzonych i pełnych spalin chodnikach i ulicach zarupieconych starymi japońskimi autami (czerwone światło jest tu raczej sugestią niż zakazem, trzeba się też przyzwyczaić do ruchu lewostronnego, także na chodnikach) kroczą ubrane w zwiewne szaty bujne kobiety i rozwrzeszczana dzieciarnia. Niektóre damy są zakwefione, o czwartej po południu słychać śpiew muezina wzywającego na modlitwę. Mężczyźni zaczepiają: "Hey, jambo, how are you?" ("jambo" znaczy właśnie "jak się masz?"; odpowiada się "zuri sana", "świetnie, dziękuję", ale tego dowiedziałem się dopiero potem), wciskają wizytówki biur turystycznych. "Skąd jesteś? Z Polski? Polacy najczęściej wspinają się na Mt Kenya albo Kilimandżaro". Czuję się w Nairobi trochę dziwnie. Jestem biały i wszyscy na mnie patrzą. Hotel - to myśl, która, choć próbuję ją odrzucić, ciągle powraca - jawi mi się znajomym kątem w obcym świecie. Inni nieliczni biali to najczęściej turyści, bardzo rzadko mieszkańcy, jeden wyglądał jak angielski profesor. Naprzeciwko hotelu gmach University of Nairobi. Uczelnia chwali się, że jest "strefą wolną od korupcji". W centrum miasta budynki, choć murowane, są chaotycznie pozlepiane. Ubogo. Mocny zapach targu mięsnego.

W centrum Nairobi na trochę ponad 250 ha rozlewa się Kibera - jeden z największych slamsów w Afryce. Chaty z dykty i blachy zamieszkane przez - jak się szacuje - 500 tys. albo nawet milion ludzi, którzy żyją za mniej niż dolara dziennie i którzy w poszukiwaniu chleba przybyli tu ze wsi.



Ale są na obrzeżach miasta i piękne wille, bogate i kolorowe ogrody. Tam zamiast moczem, kałem i rozkładem pachnie tymiankiem.

Nowocześni padlinożercy na sawannie

Następnego dnia lecimy na sawannę do kenijskiego rezerwatu Masai Mara. Jestem w grupie dziennikarzy z całego świata, których kanał telewizyjny "National Geographic" zaprosił, żeby promować swój serial "Wielkie migracje". Lądujemy na polowym lotnisku koło luksusowego, otoczonego drzewami, położonego nad rzeką Mara obozu Governor's Camp. W dużych namiotach są porządne łazienki z prysznicami i bidetami oraz elektryczność, a w małym "centrum komunikacyjnym" nawet dostęp do internetu. Na sawannie prawie wszędzie działają komórki.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 42
  • 6
  • 5
  • 12
  • 11
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    65 głosów

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (24)

  • denominator

    0

    @venus99
    wielki szacun za komentarz

  • jean.paul

    0

    "Tych niewielu odważnych, którzy opuścili Afrykę, zapewne nie chciało więcej czekać, chcieli iść, biec, chcieli czegoś nowego."

    To chyba wytłumaczenie genezy wędrówki ludów dla pierwszoklasistów. Żenada!

    Rozumiem, ze zasponsorowany autor musial tekst napisac, ale ktos z Gazety mogl go jednak przeczytac i schowac gdzies glęboko na stonach.

    Tekst na poziomie 18-letnigo backpackersa, odkrywajacego swiat z właściwą młodości naiwnością. Dno.

  • venus99

    Oceniono 2 razy 0

    to straszna wiadomość dla naszych prawicowców,genetycznycg patriotów i nacjonalistów.nie dość,że pochodzą od małpy to w dodatku czarnej.

  • marsjaninzwenusa

    Oceniono 1 raz 1

    Ciekawe czy autor opisując wyjazdy Polaków za chlebem do Angli, Irlandi, USA oraz innego kraju napisałby, że Polacy ruszyli na podbój Wielkiej Brytani, podbój USA itp? Albo jak jadą na wczasy do Egiptu to też ruszają na podbój? Także ślady pierwszego osadnictwa na naszych ziemiach są znacznie starsze niż ruszanie na "podbój" swiata ludzi z Afryki. Pisaż głupoty można, ale brać za to jeszcze pieniadze?

  • artur737

    0

    Tak mi sie zdaje, ze miliony lat temu w Afryce nie bylo autobusow.

  • curvaturadiculo

    0

    @modlitwa

    "a z drugiej strony układy (planetarne, atomowe, jądrowe) chcą być jak najbardziej energetycznie korzystne. "

    Zapomniałem o tym. Nie ma takiej zasady.
    Jeśli od układu o wyższej entropii nie zabierze się entropii, to jak powiedziałem, przejdzie on w stan o wyższej entropii - umrze, rozłoży się, przestanie pracować.

    Żadne "chcenie", samo w sobie, nic mu nie pomoże.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':