To pierwsze takie ostrzeżenie ze strony WHO. Jest dziełem zespołu 31 naukowców z 14 krajów, którzy w zeszłym tygodniu spotkali się w siedzibie Międzynarodowej Agencji ds. Badań nad Rakiem w Lyonie we Francji. Ta należąca do WHO agencja od 1971 r. analizuje wyniki badań różnych czynników oraz substancji, z którymi się na co dzień stykamy, pod kątem tego, czy przyczyniają się do zwiększenia ryzyka zachorowania na
nowotwory. Jeśli są na to bezsprzeczne dowody, zaliczane są do "rakotwórczych" (np. alkohol). Jeśli wyniki nie są dostatecznie pewne, trafiają do grupy "prawdopodobnie rakotwórczych" (jednym z prawdopodobnych czynników jest m.in. praca na nocnej zmianie).
Telefony komórkowe zostały zaliczone do trzeciej grupy - "możliwie rakotwórczych". W tej samej grupie są m.in. pestycyd DDT, ołów, spaliny z rury wydechowej, ale także - na co zwracają uwagę producenci i operatorzy telefonów - konserwowe warzywa i kawa.
Co tak naprawdę oznacza werdykt ekspertów WHO?
- Moim zdaniem przekaz jest następujący: na rakotwórcze działanie komórek wskazują niektóre badania, ale co do ich jakości i pełności są wątpliwości. Po prostu potrzeba dalszych studiów - twierdzi Dariusz Leszczyński, biolog molekularny z Urzędu Bezpieczeństwa Radiacyjnego i Jądrowego w Helsinkach, który brał udział w spotkaniu w Lyonie.
Dr Jonathan Samet z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, szef eksperckiego zespołu, powiedział, że na werdykt wpłynęły przede wszystkim badania Interphone w 13 krajach świata (końcowy raport ukazał się w zeszłym roku). Poszukiwano w nich związku między rozmawianiem przez komórkę i ryzykiem zachorowania na nowotwory mózgu (konkretnie: glejaka i oponiaka). Jeden z cząstkowych wyników mógł zaniepokoić: u tych badanych, którzy spędzali najwięcej czasu na rozmowach (co najmniej pół godziny dziennie przez 10 lat), zanotowano wzrost ryzyka rozwoju guza o 40 proc. Nawet jednak jeśli to się potwierdzi, to - eksperci uspokajają - glejaki są bardzo rzadką chorobą i to ryzyko tak czy inaczej będzie minimalne. Wielu zresztą sądzi, że są powody, by wątpić w ustalenia Interphone.
- Podstawową wadą tego badania było to, że uczeni musieli polegać na ludzkiej pamięci - mówił nam w zeszłym roku Dariusz Leszczyński. - A kto może pamiętać, ile czasu rozmawiał 10 lat temu albo do którego ucha przykładał telefon? No i kiedy rozpoczynano te badania, niewiele osób używało komórek od lat. Jakikolwiek niepokojący rezultat jest więc albo prawdziwy, albo może po prostu być błędem statystycznym związanym z niezbyt liczną próbą.
- Bardziej bym się martwił tym, że rozmowy przez komórkę doprowadzają do śmiertelnych wypadków samochodowych, niż wywołują nowotwory mózgu - uspokaja Otis Brawley z Amerykańskiego Stowarzyszenia Nowotworów.
Na wszelki wypadek WHO, a także niektóre rządy, np. Francji czy Finlandii, radzą, by używać komórek ostrożnie - czyli jak najrzadziej i nie za długo - a także by używać zestawów głośnomówiących czy słuchawek (żeby nie przytykać telefonu i jego anteny bezpośrednio do ucha). Powinno to dotyczyć zwłaszcza dzieci.
- Dopóki nie będziemy pewni, że nie szkodzą zdrowiu, warto zachować ostrożność. Jednocześnie trzeba naciskać producentów, by telefony emitowały mniej promieniowania. Inżynierowie czynią cuda, jeśli tylko są do tego zmuszeni - mówi Leszczyński.
Na razie nie wiadomo, w jaki sposób komórki w ogóle mogłyby wywołać nowotwór. Nie emitują one promieniowania jonizującego, które niszczy wiązania chemiczne i uszkadza DNA. Co najwyżej mogą lokalnie podnieść temperaturę mózgu o 0,1-0,3 st. Celsjusza, jak w mikrofalówce, ale to nie powinno w żaden sposób nam szkodzić.
- Ale nie znamy wszystkich możliwych efektów. Nie wiemy, jak zmiana temperatury rozkłada się w pojedynczej komórce organizmu, w tkankach i narządach - zastrzega Leszczyński. - Nie wiemy, czy istnieje jakiś inny, nietermiczny, wpływ promieniowania z telefonu na fizjologię żywych komórek. Na ten temat trwa debata.
W tym roku "Journal of the American Medical Association" opublikował badania przeprowadzone w Narodowych Instytutach Zdrowia, z których wynika, że godzinna rozmowa powoduje wzrost aktywności w części mózgu sąsiadującej z anteną telefonu. To jedna z pierwszych przesłanek na to, że promieniowanie o częstości komórkowej wywiera jakikolwiek wpływ na pracę mózgu.
W zeszłym roku rozpoczęło się nowe, duże badanie epidemiologiczne COSMOS. Jest lepiej pomyślane niż Interphone, w którym badani sami sobie przypominali, ile rozmawiali w przeszłości i do którego ucha przykładali telefon. Tym razem naukowcy na bieżąco śledzą życie wybranej grupy osób i badają ich zdrowie.
Tyle że pierwsze rezultaty będą znane najwcześniej za pięć lat, a na ostateczny werdykt przyjdzie pewnie poczekać nawet lat kilkadziesiąt. Co gorsza, naukowcy już teraz borykają się z istotnym problemem technicznym - brakuje grupy kontrolnej do porównań, bo prawie nie ma już na świecie ludzi, którzy w ogóle nie używają komórek.
Komentarz Dariusza Leszczyńskiego z Urzędu Bezpieczeństwa Radiacyjnego i Jądrowego w Helsinkach: Na spotkaniu w Lyonie w mniejszości byli eksperci, którzy uważali dowody na rakotwórcze działanie telefonów komórkowych za niewystarczające, żeby Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) mogła wydać opinię. Większość zgodziła się z tym, że takie dowody istnieją, choć są wciąż ograniczone, i głosowała za zaliczeniem telefonów komórkowych do grupy "możliwie rakotwórczych".
Jakie znaczenia ma ta opinia IARC? Już od pewnego czasu trwa dyskusja wśród naukowców, także w mediach, że telefony komórkowe mogą przyczyniać się do nowotworów. Do tej pory jednak żadna poważna organizacja, opierając się na badaniach naukowych, tego nie przyznała.
Dlatego tak wielkie znaczenie ma to, że takie instytucje jak IARC oraz WHO wyraźnie stwierdziły: są dostateczne dowody naukowe, by być podejrzliwym. W konsekwencji można liczyć na wzrost wysiłków badawczych oraz funduszy na badania, które w ostatnich latach malały, bo nie dostrzegano problemu.
W szczególności ważnym polem badań są eksperymenty na ochotnikach - poddawanie ich promieniowaniu o dozwolonej mocy i śledzeniu, czy wywołuje ono zmianę w ekspresji genów i białek oraz ich aktywności.
Jesteśmy dziś zaniepokojeni wpływem telefonów komórkowych na zdrowie, ale dotychczas przeprowadzono tylko jedno badanie, które śledziło wpływ promieniowania na ekspresję białek u ludzi. Podkreślam: tylko jedno badanie.
A bez takich badań nie można będzie ustalić, czy komórki w ogóle mogą mieć jakikolwiek wpływ na zdrowie. Obawiam się, że
studia epidemiologiczne nie zbliżą nas do odpowiedzi, bo mogą nie być "dostatecznie czułe".
W jednym z wpisów na moim
blogu zauważyłem, że dla każdego z nas indywidualne ryzyko zapadnięcia na nowotwór mózgu pod wpływem promieniowania z telefonu może być niskie (jeśli w ogóle istnieje), ale koszty, jakie z tego powodu będzie ponosiło całe społeczeństwo, mogą już okazać się wysokie z powodu ogromnej liczby użytkowników telefonów na świecie.