25-letni dziś Rob Summers z Portland w stanie Oregon został sparaliżowany od klatki piersiowej w dół w 2006 r. po ciężkim wypadku samochodowym. Był wtedy przekonany - jak sam mówi - że już nigdy nie stanie na własnych nogach. Stało się inaczej.
W 2009 r. lekarze z Centrum Badań nad Uszkodzeniem Rdzenia Kręgowego w Louisville (stan Kentucky) postanowili mu pomóc. W jego uszkodzony rdzeń kręgowy wszczepili 16 elektrod mających wysyłać impulsy pobudzające układ nerwowy. Zabieg sfinansowały amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia oraz fundacja Christophera i Dany Reeve (Christopher Reeve, odtwórca roli Supermana, sam uległ paraliżowi po upadku z konia).
Już w kilkanaście dni po zabiegu Summers był w stanie sam stanąć na nogach. W kolejnych miesiącach nauczył się znów poruszać palcami u stóp. Ponownie mógł również wykonywać ruchy w stawach biodrowych, skokowych i kolanowych, a nawet przejść kilka kroków na bieżni (odzyskał także kontrolę nad pęcherzem moczowym).
- Nasz stymulator wysyła do rdzenia sygnały: "wstań", "idź". Tym, co nas zdziwiło, było to, że pacjent odzyskał zdolność poruszania kończynami nie tylko na "nasze", ale także na swoje własne żądanie - mówi dr Susan Harkema kierująca zespołem, który opiekuje się Summersem.
Jego przypadek opisany przez tygodnik "The Lancet" wzbudził oczywiście duże zainteresowanie w środowisku medycznym, jednak większość specjalistów studzi optymizm, wskazując, że to na razie tylko jeden pacjent i trudno na jego podstawie przewidzieć przyszłość. Podobne przypadki traktować trzeba bardzo indywidualnie, bowiem wszystko zależy od stopnia uszkodzenia rdzenia kręgowego.
Eksperci przypominają, że podobnych stymulatorów używano już wielokrotnie, by pomóc osobom z uszkodzonym rdzeniem i np. złagodzić dolegliwości bólowe.
- Ta metoda może polepszyć funkcjonalność niektórych pacjentów, ale na pewno nie można mówić jeszcze o wyleczeniu - komentuje Gregoire Courtine kierujący eksperymentalnym ośrodkiem neurorehabilitacji na Uniwersytecie w Zurychu. Przypomina on, że zastosowana terapia tak naprawdę w niczym nie zmieniła codziennego życia Roba Summersa. To prawda, gdyż mężczyzna jest w stanie poruszać się tylko podczas sesji terapeutycznych, gdy lekarze włączają mu stymulator z elektrodami - przez dwie godziny dziennie. Pozostały czas wciąż spędza na wózku.
- Moim zdaniem na razie metodę tę będziemy mogli zastosować u 10-15 proc. naszych pacjentów - uważa dr John McDonald kierujący Międzynarodowym Centrum Badań nad Uszkodzonym Rdzeniem Kręgowym w Instytucie Kennedy'ego i Kriegera w Baltimore. - Ale bez ma dwóch zdań będziemy ją stosować - dodaje McDonald.
Źródło: Gazeta Wyborcza