http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Planety na wygnaniu

Piotr Cieśliński
2011-05-19, ostatnia aktualizacja 2011-05-18 18:07

Polscy astronomowie razem z zespołem japońsko-nowozelandzkim odkryli w kosmosie całkiem nową klasę planet - informuje dziś "Nature". To globy samotne, bez gwiazdy, które zapewne zostały siłą wyrzucone ze swych macierzystych układów

Nowa planeta widziana okiem artysty
Nowa planeta widziana okiem artysty
Wcale nie są kosmicznym wyjątkiem czy rzadkim wybrykiem natury. Ze wstępnej analizy wynika, że planet, nad którymi nigdy nie wschodzi słońce, musi być sporo. Być może nawet dwa razy więcej niż wszystkich gwiazd w Drodze Mlecznej. Wystarczy nocą spojrzeć w rozgwieżdżone niebo, żeby się przekonać, jaka to mnogość!

Mikrosoczewki

Znalezienie tych planet było nie lada sztuką, bo są one prawie niezauważalne. Nie zakłócają ruchu gwiazd, bo już nie są z żadną związane (a tak się dziś odkrywa większość układów planetarnych). Nie świecą blaskiem odbitym, bo żadne bliskie słońce już ich nie oświetla. Jeśli są młode, to wciąż mogą być ciepłe, więc teoretycznie możliwe do wykrycia w podczerwieni. Ale próby natrafienia na nikły ciepły punkcik w morzu rozpalonych gwiazd i obłoków gwiazdowych są skazane na niepowodzenie.

Jedyny dobry sposób znalezienia samotnej planety podał w 1986 r. nieżyjący już polski astronom Bohdan Paczyński. W tej metodzie trzeba śledzić gwiazdy i wyczekiwać takich momentów, kiedy blask jednej z nich nagle wzrasta, by po dwóch, trzech dniach spaść do zwykłego poziomu. Tak jakbyśmy przez ten czas zerkali na nią przez szkło powiększające.

Porównanie jest bliskie rzeczywistości, bo taki skok blasku jest właśnie powodowany przez soczewkę, choć nie szklaną, lecz grawitacyjną. Jak przewiduje ogólna teoria względności Alberta Einsteina, masywne obiekty - planety, a także gwiazdy - powodują ugięcie promieni świetlnych i w sprzyjających okolicznościach mogą pełnić funkcję soczewki, która zbiera światło odległych gwiazd i skupia je na Ziemi.

Planeta ogniskuje promienie krótko, tylko kilka dni, gwiazda - przez kilka tygodni. Prof. Paczyński nazwał to zjawisko mikrosoczewkowaniem grawitacyjnym ("mikro" ma je odróżniać od gigantycznych soczewek, jakimi w kosmosie są galaktyki i gromady galaktyk). Dzięki niemu można wykryć planety odległe o tysiące lat świetlnych, a także podobne do Ziemi.

W sieci astronomów

Pionierami w stosowaniu tej techniki do poszukiwania planet byli polscy astronomowie - kierowany przez prof. Andrzeja Udalskiego zespół OGLE z Obserwatorium Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 90. zeszłego wieku skonstruowali kamerę, która pozwala każdej nocy mierzyć i natychmiast analizować dzięki komputerom i odpowiedniemu oprogramowaniu jasność wielu tysięcy gwiazd (dziś śledzą każdej nocy już pół miliarda gwiazd). Nikt dotąd nie był w stanie robić tego w takiej skali.

Gdyby planety porównać do ryb, to metoda Polaków polega na zarzuceniu wielkiej sieci na niebie w odróżnieniu od wcześniejszego łowienia na wędkę. Pomysł okazał się tak rewelacyjny, że szybko powielili go inni. Na świecie działa teraz dużo podobnych zespołów, jest też specjalny system alarmowy, który daje znać astronomom, kiedy tylko coś ciekawego zaczyna się na niebie dziać.

Dzisiejsze "Nature" przynosi wynik połowów z lat 2006-07 dokonanych przez japońsko-nowozelandzki zespół MOA, które zostały następnie potwierdzone przez obserwacje OGLE. W sieci astronomów wpadło dziesięć planet o masie Jowisza, którym z dużym prawdopodobieństwem nie towarzyszy żadna gwiazda (a więc były to tylko krótko trwające i pojedyncze soczewki). Nie wiadomo, dlaczego te planety są samotne. Prawdopodobnie jednak narodziły się przy słońcach, a dopiero potem zostały wyrzucone ze swoich układów i teraz dryfują wokół centrum Drogi Mlecznej. Powodem mogła być utarczka z sąsiednimi planetami albo grawitacyjne pchnięcie pochodzące od obcej gwiazdy.

Czy Układ Słoneczny też wyrzucił kiedyś jakiś glob poza swoje granice?

- Możliwe, choć obecnie nie da się już tego stwierdzić - mówi "Gazecie" prof. Udalski.

Wcale nie jałowe?

Czy na takiej samotnej, oddalonej od swojej gwiazdy planecie jest możliwe życie? O dziwo, tak - twierdził ponad dziesięć lat temu w "Nature" David J. Stevenson, geolog z Politechniki Caltech w Pasadenie w USA. Życie nie musi karmić się wyłącznie energią słoneczną. Może korzystać z energii chemicznej. Nawet na naszej planecie są mikroorganizmy, które żyją głęboko pod powierzchnią wody, gdzie nie dociera światło, albo w skałach zupełnie pozbawionych kontaktu z powierzchnią.

Stevenson dowodził, że taka wyrzucona poza obręb układu planeta mogła zachować gęstą atmosferę złożoną głównie z wodoru. Ta atmosfera jak kołderka otulałaby planetę. Mimo że w jej zewnętrznych warstwach wystawionych na mróz kosmicznej pustki temperatura spadałaby do minus 240 st. C, to przy powierzchni byłoby dużo cieplej, nawet powyżej temperatury zamarzania wody. Możliwe są więc nawet morza i oceany.

Planeta byłaby rozgrzewana od wewnątrz ciepłem promieniotwórczych rozpadów. Zanim powoli wygasłaby i oziębiła się, minęłyby miliardy lat. Narodzeniu życia sprzyjałyby wyładowania atmosferyczne, a także ciepłe wulkaniczne szczeliny i kratery. Dostępnej energii byłoby jednak dużo mniej niż na skąpanej w słońcu Ziemi.

- Na pewno życie miałoby postać bardziej skąpych i mniej różnorodnych form - zgadywał Stevenson. Byłyby przywykłe do wiecznej i czarnej jak smoła nocy, którą tylko od czasu do czasu rozświetlałby wybuch wulkanu.

- Szczerze mówiąc, zastanawiałem się, czy kierować moją pracę do publikacji, ale w końcu uznałem, że idee grają ważną rolę w nauce, nawet jeśli nie można ich natychmiast zweryfikować - mówi dziś David Stevenson.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (3)

  • ramboost

    0

    @inkwizytorstarszy
    Ja też czytałem "Na srebrnym globie" ;)

    Ale teoria całkiem,całkiem...

  • Gość: X

    0

    a łyżka na to "niemożliwe"

  • inkwizytorstarszy

    0

    A jeżeli są to planety z cywilizacją o wiele (kilka mln.lat) starszą niż nasza? I posiadają możliwości techniczne umożliwiające opuszczenie orbit wygasających własnych Słońc (gwiazd centralnych), i jako sterowane "statki planetarne" wędrują sobie po Wszechświecie, wchodząc na orbity czynnych gwiazd, traktując je jako okresowe doładowanie energetyczne. \
    Ziemianie, kiedy wypali się Słońce, będą musieli coś wymyślić aby przeżyć, może "Oni" musieli to zrobić wcześniej.... (jesteśmy bardzo młodą cywilizacją...)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':