I znów zaczniemy rozprawiać o selekcji ludzkich zarodków, o ich mrożeniu i zabijaniu. Spytałem filozofa i bioetyka z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Jana Hartmana, jak ocenia dotychczasowy poziom publicznej debaty na temat
in vitro w naszym kraju. - Mam wrażenie, że większość Polaków w ogóle nie zrozumiała istoty problemu - odparł filozof. - Główna oś sporu dotyczy bowiem tego, czy człowiek powinien mieć śmiałość dotknięcia zarodków, posiadania nad nimi jakiejkolwiek władzy, czy nie. Ludzie zapominają o tym lub godzą się bez szemrania na to, że w naturze, a tym bardziej w przebiegu hormonalnej terapii niepłodności, większość zarodków ginie, bo ich naturalny potencjał jest taki, że nie mają szans na rozwój.
Kiedy jednak uzyskuje się je w laboratorium i potem część z nich przed implantacją ginie, wielu z nas nie może się z tym pogodzić. Nie chcemy uwierzyć, że lekarze, pomagając w rozrodzie, wyłącznie nieudolnie naśladują naturę. Dobrze byłoby, gdyby latem i jesienią ten sposób rozumowania był częściej brany pod uwagę.
Przeciwnikom technik wspomaganego rozrodu przytaczam jeszcze dwa - stosunkowo nowe - doniesienia naukowe. Po pierwsze, okazuje się, że in vitro może być dla dziecka bezpieczniejsze niż naturalna
ciąża, w którą
kobieta zachodzi po długotrwałym oczekiwaniu. W ubiegłym roku wykazano bowiem, że liczba nieprawidłowości genetycznych u
dzieci urodzonych w wyniku pozaustrojowego zapłodnienia jest nieco niższa niż u poczętych naturalnie po wielu latach starania się o ciążę. W najlepszej sytuacji są pod tym względem dzieci młodszych matek. Choć na szczęście różnice między tymi trzema grupami są i tak znikome.
Po drugie, tak atakowane przez niektórych mrożenie nadprogramowych zarodków nie zmniejsza, lecz zwiększa szansę uzyskania dziecka w kolejnej próbie, o ile ta pierwsza zakończyła się powodzeniem (bo owo powodzenie oznacza, że lekarze już początkowo mieli do dyspozycji prawidłowo rozwijające się zarodki, natomiast mrożenie w niczym potem embrionom nie szkodzi). - Świadczą o tym najnowsze dane statystyczne z 16 polskich i zagranicznych ośrodków wspomaganego rozrodu - powiedział prof. Waldemar Kuczyński z Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w
Białymstoku. Wciąż czekamy na mądrą ustawę o in vitro. Liczymy na rozum i dobrą wolę parlamentarzystów.