http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

In vitro - liczę na rozum

Sławomir Zagórski
2011-03-23, ostatnia aktualizacja 2011-03-23 13:22

Ucichło w Polsce o in vitro. Prace legislacyjne nad ustawą posuwają się w tempie ślimaka, a zapowiedź refundacji to wciąż obietnice. Temat jednak z pewnością szybko powróci - w zbliżającej się kampanii wyborczej do parlamentu


Fot. Gazeta.pl
I znów zaczniemy rozprawiać o selekcji ludzkich zarodków, o ich mrożeniu i zabijaniu. Spytałem filozofa i bioetyka z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Jana Hartmana, jak ocenia dotychczasowy poziom publicznej debaty na temat in vitro w naszym kraju. - Mam wrażenie, że większość Polaków w ogóle nie zrozumiała istoty problemu - odparł filozof. - Główna oś sporu dotyczy bowiem tego, czy człowiek powinien mieć śmiałość dotknięcia zarodków, posiadania nad nimi jakiejkolwiek władzy, czy nie. Ludzie zapominają o tym lub godzą się bez szemrania na to, że w naturze, a tym bardziej w przebiegu hormonalnej terapii niepłodności, większość zarodków ginie, bo ich naturalny potencjał jest taki, że nie mają szans na rozwój.

Kiedy jednak uzyskuje się je w laboratorium i potem część z nich przed implantacją ginie, wielu z nas nie może się z tym pogodzić. Nie chcemy uwierzyć, że lekarze, pomagając w rozrodzie, wyłącznie nieudolnie naśladują naturę. Dobrze byłoby, gdyby latem i jesienią ten sposób rozumowania był częściej brany pod uwagę.

Przeciwnikom technik wspomaganego rozrodu przytaczam jeszcze dwa - stosunkowo nowe - doniesienia naukowe. Po pierwsze, okazuje się, że in vitro może być dla dziecka bezpieczniejsze niż naturalna ciąża, w którą kobieta zachodzi po długotrwałym oczekiwaniu. W ubiegłym roku wykazano bowiem, że liczba nieprawidłowości genetycznych u dzieci urodzonych w wyniku pozaustrojowego zapłodnienia jest nieco niższa niż u poczętych naturalnie po wielu latach starania się o ciążę. W najlepszej sytuacji są pod tym względem dzieci młodszych matek. Choć na szczęście różnice między tymi trzema grupami są i tak znikome.

Po drugie, tak atakowane przez niektórych mrożenie nadprogramowych zarodków nie zmniejsza, lecz zwiększa szansę uzyskania dziecka w kolejnej próbie, o ile ta pierwsza zakończyła się powodzeniem (bo owo powodzenie oznacza, że lekarze już początkowo mieli do dyspozycji prawidłowo rozwijające się zarodki, natomiast mrożenie w niczym potem embrionom nie szkodzi). - Świadczą o tym najnowsze dane statystyczne z 16 polskich i zagranicznych ośrodków wspomaganego rozrodu - powiedział prof. Waldemar Kuczyński z Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wciąż czekamy na mądrą ustawę o in vitro. Liczymy na rozum i dobrą wolę parlamentarzystów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • inkwizytorstarszy

    0

    Dlaczego, wydawało by się myślącym ludziom, tak trudno zrozumieć że DZIECKO istnieje dopiero
    po urodzeniu...
    (istnieje obawa że w miarę postępu medycyny to za usunięcie plemnika z pochwy, kościół i jego agitatorzy będą się drzeć że to zabójstwo przyszłego dziecka bożego...)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':