To koniec historii, która rozpoczęła się 13 lat temu. Historii o przerośniętych ambicjach, wielkich pieniądzach i jeszcze większych oszustwach. Historii, która miała jednego głównego bohatera, choć kłamstwem byłoby stwierdzić, że bohater był w swoich poczynaniach osamotniony. Historii lekarza, który przekonał wielu rodziców, że szczepionka na odrę, świnkę i różyczkę (zwana MMR) wywołuje u dzieci autyzm.
Pracę, która sugerowała taki związek, opublikował 28 lutego 1998 r. prestiżowy "The Lancet" (tego samego dnia poinformowały o niej również programy informacyjne w polskiej TV). Opierała się ona na wynikach badań 12 dzieci - u ośmiu z nich Wakefield oraz inni autorzy publikacji doszukali się nowego zespołu chorobowego łączącego zapalenie okrężnicy (jelita grubego) z autyzmem. Dzieci miały zachorować, bo zaatakował je wirus odry pochodzący ze szczepionki.
Niedawno kulisy sprawy - piórem Briana Deera, dziennikarza, który od lat cierpliwie zbierał dowody przeciwko Wakefieldowi - ujawnił tygodnik "British Medical Journal". Jak doszło do tego, że jeden człowiek wyprowadził w pole naukowców, szacownych profesorów z "Lanceta" i setki tysięcy ludzi na całym świecie?
Akt I - badania
Jest rok 1995. Nieznany chirurg specjalizujący się w układzie pokarmowym (teoretyk, bez kontraktu podpisanego z jakimkolwiek szpitalem) dr Andrew Wakefield z Royal Free Medical School w Londynie po raz pierwszy wchodzi na scenę dramatu. Szuka dowodów, które mogłyby potwierdzić jego najnowszą teorię. Zakłada ona, że istnieje związek między chorobą Crohna* a wirusem odry. Obecność tego zarazka w ściankach jelit lub w płynach ustrojowych (krwi, limfie, płynie rdzeniowym) ma być świetną metodą diagnostyczną choroby Crohna. Skąd w organizmie chorego miałby znaleźć się wirus odry? Z potrójnej szczepionki MMR, którą Brytyjczycy w dobrej wierze szczepią dzieci.
Przy tak sformułowanej tezie trudno nie dopatrzyć się, o co Wakefieldowi chodziło. Sugerował, że to szczepionka wywołuje chorobę. Można by uznać, że lekarz sam z siebie wpadł na ten rewolucyjny pomysł, gdyby nie fakt, że do szczepionki przyczepił się już ktoś inny. Rok wcześniej w Wielkiej Brytanii powstała organizacja JABS, którą stworzyła grupa rodziców uważających, że szczepionka MMR spowodowała u ich dzieci m.in. uszkodzenia mózgu. Ruch antyszczepionkowy rósł w siłę i dr Andrew Wakefield to zauważył. Czy już wtedy wpadł na pomysł, by to wykorzystać? Czy działał z premedytacją, a może naprawdę wierzył w swoją hipotezę? Tego się chyba nigdy nie dowiemy.
Wakefield przekonuje szefostwo Royal Free, że placówce i jej szpitalowi potrzebny jest dobry pediatra specjalizujący się w chorobach układu pokarmowego i mający doświadczenie kliniczne.
I tak na scenę wkracza drugi aktor - John Walker-Smith. Wraz z większością swojego zespołu przenosi się do Royal Free z innego londyńskiego szpitala. Wakefield bardzo go potrzebuje. Walker-Smith ma wieloletnią praktykę i cieszy się zaufaniem lekarzy. A przede wszystkim może ułatwić dostęp do dzieci, które mają objawy wskazujące na chorobę Crohna.
- To był niewiarygodny czas. Na oddziale panowała atmosfera nieustannego podniecenia. Często słyszeliśmy, jak ludzie Wakefielda mówili, że zdobędą Nobla za to odkrycie - wspomina Brent Taylor, ówczesny szef oddziału dziecięcego w szpitalu.
Kilka miesięcy później Andrew Wakefield dokonuje wyboru, który determinuje całą dalszą pracę jego zespołu. Wyboru najgorszego z możliwych - godzi się brać pieniądze od prawnika Richarda Barra reprezentującego m.in. organizację JABS.
Zrzeszeni w niej rodzice chcą pozwać firmy farmaceutyczne o odszkodowanie. Wakefield ma udowodnić, że szczepionka MMR rzeczywiście zaszkodziła ich dzieciom.
Barr rozsyła do rodziców listę opisującą, jakich objawów mają szukać u swoich pociech. "Jeśli wasze dziecko ma wszystkie te objawy lub tylko niektóre z nich, bardzo proszę o kontakt. Może będziemy mogli skontaktować państwa z dr. Wakefieldem" - pisze prawnik. Wtedy też do objawów ze strony układu pokarmowego dołączają zaburzenia neurologiczne, później sprowadzone do autyzmu.
Teza została zatem postawiona - istnieje zależność między szczepionką MMR a chorobami układu pokarmowego i autyzmem. Stało się to siedem miesięcy przed zakwalifikowaniem do „badań” pierwszego dziecka.
Jest nim trzyletni chłopczyk z autyzmem. Ma tak silne zaparcie, że mimo dwóch prób nie można przeprowadzić u niego kolonoskopii**. Zabieg ten jest potrzebny Wakefieldowi do udowodnienia tezy o chorobie Crohna.
Szybko pojawia się inny mały pacjent - słynny numer 2. To on stanie się sztandarowym przykładem na słuszność teorii Wakefielda. Barr pokazuje go w mediach i razem z trójką innych dzieci najbardziej wykorzystuje podczas procesu, który wytoczył firmom farmaceutycznym.
Skąd wziął się maluch? Chłopczyk nie wpadł Wakefieldowi w ręce przypadkiem - jego matkę do „doktora od MMR” skierowała organizacja JABS. Miał autyzm i utrzymujące się kłopoty z biegunką. Matka nabrała przypuszczeń, że dziecku zaszkodziła szczepionka, gdy mały kończył już sześć lat: - Syn całe noce płakał i uderzał głową, m.in. w szczebelki łóżka. Wcześniej niczego podobnego nie robił.
Wiele lat potem, gdy Brian Deer rozpoczyna swoje dziennikarskie śledztwo, postanawia spotkać się z matką chłopca, by doprecyzować, kiedy jej syn zaczął dziwnie się zachowywać:
- Kiedy to się zaczęło? - pyta.
- Ileś miesięcy później [od szczepienia], ale przekonało mnie wystarczająco, pamiętam to dobrze.
- Proszę wybaczyć, ale czy było to parę miesięcy, czy raczej więcej?
Źródło: Gazeta Wyborcza