Łzy nie są wynalazkiem wyłącznie ludzkim. U wielu gatunków, podobnie jak u nas, chronią gałkę oczną przed wyschnięciem, urazami i usuwają zanieczyszczenia. Istnieje też jednak inny rodzaj łez, które wydzielamy pod wpływem emocji, np. żalu czy strachu. Te łzy są już, jak się wydaje, wyłącznie przymiotem ludzkim. Jaka jest ich biologiczna rola? Po co je ronimy - tego dotychczas naukowcom nie udało się wyjaśnić.
Pierwszym krokiem do wyjaśnienia zagadki jest praca opublikowana w dzisiejszym wydaniu tygodnika "Science". Naukowcy z Instytutu Naukowego Weizmanna i Centrum Medycznego Edith Wolfson (obydwa z Izraela) piszą w niej, że odkryli funkcję łez wydzielanych przez kobiety pod wpływem emocji. Jak się okazuje, zawierają one wyraźny sygnał chemiczny działający na mężczyzn.
Nie pachnie, ale działa
Zespół kierowany przez Shani Gelstein skupił się na kilku zagadnieniach. "Było jasne, że łzy są emocjonalnym sygnałem. Ale nikt nie wiedział, czy wywołuje on jakąkolwiek reakcję" - piszą autorzy pracy. Wiadomo np., że u myszy łzy pełnią funkcję feromonu. Izraelscy naukowcy wiedzieli również (z wcześniejszych badań), że skład chemiczny zwykłych ludzkich łez - chroniących gałkę oczną - różni się od składu łez wydzielanych pod wpływem emocji. Shani Gelstein przeprowadziła całą serię eksperymentów. Zadaniem pierwszego było dowiedzieć się, czy ludzkie łzy mają wyróżniający je zapach.
Dwie ochotniczki w wieku 30 i 31 lat zamknięto w osobnych pokojach, gdzie oglądały wyjątkowo smutny film. Skończyło się oczywiście łzami, które starannie zebrano. Następnie 24 panów (średnio w wieku 28 lat) poproszono o powąchanie kobiecych łez. Dla porównania musieli również wąchać roztwór soli fizjologicznej (by mieć pewność, że eksperyment jest wiarygodny, sól zbierano podobnie jak łzy, czyli spływającą po policzku). Po porównaniu wyników okazało się, że panowie nie czuli żadnej różnicy, co świadczyło o tym, że emocjonalne łzy nie mają specyficznego, odróżniającego je zapachu.
Teraz przyszła pora na bardziej zaawansowany eksperyment. W jego pierwszej fazie 24 mężczyzn miało wąchać słoiczki, w których znajdowały się łzy bądź sól fizjologiczna. Panowie na specjalnej skali mieli ocenić swoje odczucia w zakresie: intensywności, przyjemności i familiarności.
W drugim etapie mężczyznom przyklejano na górnej wardze plastry nasączone łzami bądź solą fizjologiczną. Następnie wyświetlano im szereg twarzy kobiet będących w różnym stanie emocjonalnym. Uczestnicy mieli opisać, jak bardzo ich zdaniem są one smutne oraz jak bardzo są dla nich atrakcyjne seksualnie.
Jeżeli chodzi o pierwszy etap - poziom intensywności, przyjemności i familiarności, jaki odczuwali panowie podczas wąchania łez i soli - nie różnił się od siebie. Na drugim etapie były już jednak różnice.
- O ile mężczyźni bardzo podobnie oceniali to, która kobieta jest mniej lub bardziej smutna, o tyle ocena jej atrakcyjności seksualnej wyraźnie zależała od tego, czy w danej chwili wąchali łzy czy sól. Okazało się, że pod wpływem łez kobiece twarze stawały się dla panów znacznie mniej pociągające - pisze Shani Gelstein.
Testosteron prawdę ci powie
Izraelscy badacze wiedzieli już, że idą dobrym tropem.
W trzecim eksperymencie udział wzięło 50 ochotników. Oczywiście i oni musieli wąchać łzy i sól fizjologiczną. W tym czasie sprawdzano stan ich pobudzenia psychofizjologicznego (robiono to, wykorzystując tzw. reakcję skórno-galwaniczną polegającą na zmianie oporu elektrycznego skóry pod wpływem przeżywanych emocji; reakcję tę wykorzystuje się m.in. w wykrywaczach kłamstw), częstość skurczów serca i liczbę oddechów na minutę, temperaturę skóry i stężenie testosteronu. Przy tym ostatnim parametrze wpływ kobiecych łez okazał się najistotniejszy. - Poziom testosteronu wyraźnie obniżał się w momencie, gdy panowie wąchali kobiece łzy - opisują autorzy pracy.
Kropkę nad i postawiły wyniki czwartego doświadczenia. Wykorzystano w nim funkcjonalny rezonans magnetyczny.
16 ochotników najpierw oglądało filmy i zdjęcia o zabarwieniu mocno erotycznym. Naukowcy w tym czasie namierzali za pomocą rezonansu obszar mózgu, który najsilniej reagował; okazało się, że było to podwzgórze (zgadza się to z wieloma wcześniejszymi obserwacjami reakcji mózgu na podniecenie seksualne). Następnie mężczyźni wąchali łzy bądź roztwór soli, po czym natychmiast puszczano im inny film - smutny, wesoły bądź niewywołujący zbyt silnych emocji. Celem takiego postępowania było sprawdzenie, jak bardzo pod wpływem zmiany nastroju (film o nieerotycznej treści), ale przede wszystkim wąchanej substancji, zmniejszy się pobudzenie seksualne obserwowanych panów.
Zgodnie z oczekiwaniami zespołu Shani Gelstein podwzgórze najsilniej "gasło" pod wpływem kobiecych łez.
- Wyniki wszystkich naszych eksperymentów nie pozostawiają wątpliwości. Łzy wydzielane przez kobiety pod wpływem emocji zawierają wyraźny chemiczny sygnał, który zmniejsza pobudzenie seksualne u mężczyzn - podsumowują naukowcy w "Science". Podkreślają przy tym że, co ważne, efekt taki ma miejsce w sytuacji, gdy żaden z mężczyzn nie widział (w momencie eksperymentu) płaczącej kobiety ani nawet nie był świadom źródła pochodzenia substancji, którą dawano mu do wąchania.
Co taki sygnał oznacza? Jedna z teorii zakłada, że to powiedzenie "teraz nie rozmawiaj ze mną ani nie dotykaj mnie w kontekście seksualnym, tylko mnie pociesz". To pozwala zapobiec ewentualnym nieporozumieniom.
Odkrycie naukowców z Izraela stawia oczywiście wiele pytań.
Jaki dokładnie składnik kobiecych łez powoduje taki efekt? Czy sygnały w kobiecych łzach niosą ze sobą tylko taką informację, czy jeszcze jakąś inną? Czy np. stan hormonalny płaczącej kobiety (faza cyklu, środki antykoncepcyjne) ma wpływ na informacje, jakie przekazują łzy? Czy chemiczne sygnały znajdują się tylko w kobiecych łzach, a może też w męskich czy dziecięcych?
Źródło: Gazeta Wyborcza