- Na początku w naszym modelu czasu nie ma. Nic się nie dzieje. Akcja i dynamika pojawiają się jako wzajemna zależność pól, gdy zaczynamy pytać, jak pole grawitacyjne odnosi się do innych pól - opowiada Jerzy Lewandowski, profesor fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Warszawskim.
Jest on jednym z twórców tzw. pętlowej grawitacji kwantowej - teorii, która ma ambicję opisania tego, co się działo w czasie Wielkiego Wybuchu. Ogólna teoria względności Alberta Einsteina nie radzi sobie z tym - załamuje się w tym punkcie, w jej równaniach pojawiają się nieskończoności. I nie można ich w żaden sposób usunąć. Trzeba zmienić teorię.
Ba, to wiadomo od dawna, ale jak to zrobić?
Jednym z pomysłów jest pogodzenie teorii Einsteina z fizyką kwantową, która narodziła się mniej więcej w tym samym czasie - w latach 20. zeszłego wieku. Pierwsza teoria opisuje spadek swobodny ciał, ruch planet i galaktyk, ewolucję kosmosu, druga - zjawiska w skali atomowej, gdzie grawitacja się nie liczy, bo jest niezwykle słabą siłą.
Obie teorie są wzajemnie sprzeczne.
Fizyka kwantowa mówi, że przyrodę możemy poznać tylko w przybliżeniu, a każdy pomiar jest obarczony jakimś prawdopodobieństwem i jakąś dokładnością. I to wcale nie dlatego, że nie mamy wystarczająco precyzyjnych przyrządów - ta niepewność i niedokładność tkwi w samej naturze zjawisk. W teorii Einsteina rzeczywistość jest zawsze jednoznacznie określona i tylko od naszej zręczności zależy, jak dokładnie ją poznamy.
Kłopot w tym, że w chwili Wielkiego Wybuchu materia była tak bardzo zagęszczona, że w mikroskopowych skalach liczyła się zarówno grawitacja, jak i zjawiska kwantowe. Żeby opisać, jak narodził się świat, potrzeba teorii, która połączy jedno z drugim.
Jedną z prób "skwantowania" grawitacji podjął prof. Abhay Ashtekar z Uniwersytetu Stanu Pensylwania w USA. Pod koniec lat 80. udało mu się ułożyć równania pętlowej grawitacji kwantowej. Pomagał mu w tym m.in. prof. Lewandowski, który przebywał na stypendium Fulbrighta w USA. - Fizyków, którzy się tym zajmowali, była wtedy tylko garstka - opowiada.
Ich teoria zakłada, że przestrzeń - podobnie jak materia - także jest złożona z niepodzielnych dalej porcji. Najlepiej sobie wyobrazić, że jest utkana z jednowymiarowych nitek. - To trochę jak z tkaniną - z daleka wydaje się gładka, ale z bliska widać sploty włókien - opisują fizycy. Taka przestrzeń jest niezwykle gęstą tkaniną - przez pole o powierzchni jednego centymetra kwadratowego przechodzi miliardy trylionów trylionów trylionów nitek. Nie tworzą one jakiejś regularnej sieci, biegną we wszystkich możliwych kierunkach - dodaje prof. Lewandowski.
W rzeczywistym świecie nie jesteśmy w stanie dostrzec ziarnistości przestrzeni nawet za pomocą najnowocześniejszych mikroskopów i instrumentów badawczych. Bo jej ziarna są niezwykle małe. Gdyby atom powiększyć do rozmiaru naszej Galaktyki, to elementarna komórka przestrzeni byłaby wciąż nie większa od bakterii.
Na poniższym filmie fizycy z Instytutu Fizyki Grawitacyjnej im. Maxa Plancka spróbowali zilustrować to, czego pokazać się nie da, czyli jak się rodzi geometria czasoprzestrzeni według teorii pętlowej grawitacji kwantowej:
Kilka lat temu fizycy skonstruowali na podstawie tej teorii bardzo uproszczony model Wszechświata, z którego wynikało, że Wielki Wybuch był tak naprawdę Wielkim Odbiciem. Przed chwilą "zero", w której zaczął się nasz Wszechświat, istniał jakiś inny kosmos, który się kurczył. Kiedy jego gęstość i temperatura osiągnęły krytyczną wartość, losy świata się odwróciły. Przestrzeń odbiła się - zaczęła się rozszerzać i tak jest do dziś.
Takich odbić, czyli przejść z fazy kurczenia do rozszerzania, mogło być wcześniej więcej. Nie warto jednak wysnuwać zbyt daleko idących wniosków - to na tyle uproszczony model, że fizycy nazywają go "zabawkowym". Jest dalszy od rzeczywistości, niż spadające z drzewa klonowe "noski" od zdalnie sterowanego helikoptera.
W najnowszej pracy, która wkrótce ukaże się w czasopiśmie „Physical Review D ”, fizycy z Uniwersytetu Warszawskiego (Marcin Domagała, Wojciech Kamiński i Jerzy Lewandowski) oraz gościnnie Kristina Giesel z Uniwersytetu Luizjany przedstawili nowy i pełniejszy model.
- Pokazaliśmy, że nie trzeba robić drastycznych uproszczeń. Że można skonstruować model z pełnym polem grawitacyjnym, takim jak w teorii Einsteina. Tylko materia jest w tym modelu reprezentowana ułomnie - przez najprostsze pole skalarne. Ale w przyszłości będziemy próbowali dołączyć do modelu kolejne pola, reprezentujące różne znane cząstki elementarne. Sami jesteśmy ciekawi, co się wtedy stanie - mówi prof. Lewandowski. - Stworzyliśmy pewną teoretyczną maszynkę, której możemy zacząć zadawać pytania i patrzeć, jakie zwraca odpowiedzi.
Czyli być może żyjemy na planie pamięci komputera w niewyobrażalnym dla nas świecie. Jesteśmy symulacją. Pamięć to przestrzeń i czas a prawa fizyki to operacje matematyczne wykonywane przez procesor na tej pamięci. Taki matrix...