Są na świecie ludzie, którzy z powodu genetycznych mutacji nie odczuwają bólu. Wydawałoby się, że to cudowny dar niebios, gdyby nie to, że takie osoby wskutek licznych obrażeń zazwyczaj kończą życie za młodu. Ból bowiem, podobnie jak strach, jest potrzebny. Bez niego parzylibyśmy sobie ręce, łamali nogi i chodzili z zapaleniem wyrostka tak długo, aż byśmy od niego umarli. Sygnalizuje, że z naszym ciałem dzieje się coś złego. Strach natomiast pozwala nam uniknąć sytuacji, w których moglibyśmy narazić się na uszkodzenie ciała, a nawet śmierć. Boisz się ciemnych, pustych uliczek? I dobrze. Lepiej tam nie chodź, bo możesz zostać napadnięty.
Mimo 50 lat badań na zwierzętach uczeni nie byli dotychczas w 100 proc. pewni, gdzie w ludzkim mózgu rodzi się strach. Aż poznali kobietę, która strachu nie zna. Jej historię publikuje pismo "Current Biology".
Trzy straszne eksperymenty 44-letnią matką trójki dzieci, którą na potrzeby tego artykułu nazwałam Matyldą, zespół psychologów pod kierunkiem dr. Justina Feinsteina z Uniwersytetu stanu Iowa w
USA zainteresował się, kiedy po raz kolejny padła ofiarą przemocy. Już po wstępnych badaniach wyglądało na to, że jej problemy wynikają z tego, że nie odczuwa strachu. Hipoteza była bardzo ciekawa, a stała się jeszcze bardziej intrygująca, gdy okazało się, że Matylda ma uszkodzone tzw. ciało migdałowate, a więc fragment mózgu, który od dawna podejrzewano o zarządzanie tym odczuciem.
Dr Feinstein zaplanował więc dla Matyldy trzy "straszne" eksperymenty. Najpierw naukowcy zorganizowali badanej spotkanie z wężami i pająkami, których większość ludzi nie lubi i stara się unikać, bo bezpośredni kontakt z nimi budzi zazwyczaj co najmniej niepokój.
Także Matylda twierdziła, że nienawidzi tych zwierząt. Ale gdy uczeni zaprowadzili ją do sklepu zoologicznego i zapytali, czy chce potrzymać węża, od razu wyciągnęła ręce. Przez kilka minut głaskała gada i, o zgrozo, dotykała nawet jego wysuwającego się języka. Była zachwycona i wciąż powtarzała, że to fantastyczne. Rozkręcała się z każdą minutą. Zadawała pracownikowi sklepu liczne pytania, np. jak węże widzą świat, a w końcu zażądała podania jej tego największego, mimo że sprzedawca powtarzał, że akurat ów gad jest niebezpieczny i może ugryźć.
Podczas krótkiej wizyty w sklepie Matylda zapytała o możliwość dotknięcia węża aż 15 razy. Próbowała także wziąć do ręki tarantulę, jednak z powodu zbyt dużego ryzyka nie pozwolono jej na to. Kiedy uczeni zapytali badaną, dlaczego głaszcze i dotyka zwierząt, których rzekomo nienawidzi i o których wie, że mogą być groźne, stwierdziła, że nie może opanować ciekawości.
Podobnie było w nawiedzonym domu, do którego naukowcy zaprowadzili Matyldę w ramach drugiego eksperymentu.
Szturchnąć ducha Sanatorium Waverly Hills w stanie Kentucky jest określane jako najbardziej straszny ze wszystkich nawiedzonych domów w USA. Są w nim odpowiednia scenografia, przerażająca
muzyka oraz aktorzy poprzebierani za duchy, monstra i morderców czających się w ciemnych zaułkach.
Matylda miała zwiedzać ów przybytek razem z badaczami oraz pięcioma obcymi kobietami, które stanowiły grupę kontrolną - na ich przykładzie uczeni chcieli zobaczyć, jak na przechadzkę korytarzami strasznego domu reaguje przeciętny człowiek. Matylda natychmiast zadeklarowała, że będzie przewodnikiem wycieczki. Gdy grupa trzymała się za jej plecami, ochoczo pokrzykiwała: "Tędy, tędy, chodźcie za mną", i bez najmniejszych obaw wchodziła w najbardziej straszne zakamarki.
I choć pracownicy nawiedzonego domu na wszystkie sposoby starali się choć trochę nastraszyć Matyldę, ta na każdy ich wysiłek reagowała śmiechem i próbowała ich zaczepiać. Reszta wycieczki nie była tak odważna. Kobietom z grupy kontrolnej, a także naukowcom ciągle wyrywały się okrzyki przerażenia.
Matylda natomiast sama przestraszyła jednego ducha, bo dziabnęła go palcem w głowę. Jak tłumaczyła, chciała zobaczyć, jakie to uczucie.
Uczeni wielokrotnie pytali badaną, czy czegoś się boi, i kazali oceniać strach w skali od 0 do 10. Za każdym razem odpowiadała, że zero. Za to szalała z podniecenia i entuzjazmu. Twierdziła, że czuje się jak na rollercoasterze, który bardzo lubi.
Straszny film Ostatnią próbą był seans filmowy. Ta metoda uznawana jest za najbardziej efektywną i sprawdzoną, jeśli chodzi o badanie emocji w warunkach laboratoryjnych. Matyldzie pokazano dziesięć krótkich, przerażających filmów. Pomiędzy nie wpleciono inne, powodujące u widza obrzydzenie, złość, smutek, radość i zaskoczenie. Podczas filmów z tej ostatniej grupy kobieta smuciła się, złościła lub cieszyła, a więc robiła wszystko to, co "trzeba". Jedynie filmy, które miały ją wystraszyć, nie wywołały oczekiwanych emocji. Badana uznała je za ekscytujące. Zapytała nawet o tytuł jednego z nich, żeby go wypożyczyć i obejrzeć sobie jeszcze raz.
Komentując ostatnie doświadczenie, Matylda napisała, że choć ona nie bała się obejrzanych filmów, to pewnie większość ludzi by się ich przestraszyła. Oznaczało to, że rozumie, czym jest strach.
Wszystkim testom (łącznie kobietę badano przez trzy lata) towarzyszyły poważne, naukowe kwestionariusze oceniające poziom strachu. Matylda przez trzy miesiące prowadziła też pamiętnik, w którym trzy razy dziennie opisywała swój stan emocjonalny, korzystając z 50 określeń (w skali od zera do pięciu, gdzie zero oznaczało "wcale", a pięć "bardzo", np. "wcale nie jestem wesoła"). Te dotyczące strachu, jeśli były przez nią wybierane, oceniała najwyżej na jeden.
Życie na ostrzu noża A może Matylda po prostu nie miała okazji, żeby się porządnie w życiu wystraszyć? Może żyje bezstresowo? Nic bardziej mylnego. Mieszka w dzielnicy, gdzie przestępstwa, przemoc i narkotyki są na porządku dziennym. Celowano w nią z pistoletu, a także straszono nożem. Została niemal zabita w awanturze domowej. Z
policyjnych raportów wynika, że w żadnej z tych sytuacji nie okazywała ani strachu, ani desperacji. I choć nigdy nie została oskarżona o przestępstwo, to bezustannie padała ich ofiarą. Nie odczuwając strachu, ciągle pakowała się w kłopoty.
Mimo to pozostała wesoła. Choć po takich przejściach powinna mieć objawy stresu posttraumatycznego, dwóch wybitnych psychiatrów badających żołnierzy wracających z wojny w Iraku stwierdziło, że Matylda nie ma żadnych objawów choroby.
- Eksperymenty [z udziałem Matyldy] potwierdziły to, co już od dawna podejrzewaliśmy - komentuje dla agencji AP prof. David Amaral, psychiatra z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. - Krytycznym dla strachu rejonem mózgu jest ciało migdałowate.
Naukowcy będą teraz mogli rozpocząć prace nad nowymi lekami, które złagodzą życie osób po ciężkich przejściach, np. ofiar przestępstw czy żołnierzy powracających z wojny.
A Matylda?
- Prawdę mówiąc, dziwię się, że jeszcze żyje - komentuje dr Feinstein. - Mam nadzieję, że nie wpakuje się w nowe kłopoty.
Teraz przynajmniej czuwają nad nią lekarze.