A co młodzi i dojrzali ludzie myślą o starości - swojej i najbliższych? Czy się jej boicie? Czy macie na nią jakiś pomysł? Bardzo prosimy Państwa o opinie, listy, informacje: listydogazety@gazeta.pl
>
Trudno wychwycić ten moment, kiedy gdzieś po czterdziestce metabolizm zwalnia, a przyzwyczajenie do obfitych posiłków zostaje. Nie wiadomo skąd zaczyna nam przybywać dodatkowych kilogramów i coraz trudniej je zrzucić. Kiedyś, gdy spodnie przestawały się dopinać, wystarczył tydzień delikatnych ograniczeń. Teraz najwymyślniejsze i najokrutniejsze diety zdają się nie działać i trzeba kupować nowe ubrania.
Dzieci jadają w szkole, na uczelni albo przeszły na własny garnuszek, a my tracimy motywację, by zadbać o zdrowe posiłki. Tymczasem wartościowe pożywienie - teraz właśnie, w drugiej połowie życia, kiedy mogą dawać znać o sobie kłopoty ze zdrowiem, jest szczególnie ważne.
Najpopularniejszy lek = kolacja śródziemnomorska Niech pożywienie będzie twoim lekarstwem - mawiał Hipokrates pięć wieków przed naszą erą. Dziś jego słowa brzmią zdumiewająco aktualnie. Przykłady?
Najpopularniejszym lekiem świata jest antycholesterolowa atorwastatyna, medykament z grupy statyn, sprzedawana pod handlową nazwą lipitor (w Polsce sortis). Chroni przed rozwojem miażdżycy i obniża ryzyko zawału serca (choć nie można jej łykać całkiem bezkarnie - na liście skutków ubocznych widnieje m.in. osłabienie mięśni i uszkodzenie nerek). Roczne przychody z jej sprzedaży sięgają 11 mld dol.
A przecież te same zdrowotne cele można osiągnąć innym sposobem. Tym, którzy zdecydują się porzucić niezdrowe jedzenie i przestawić na dietę śródziemnomorską, cholesterol spada sam, i to o ponad jedną trzecią wartości w ciągu zaledwie paru tygodni!
Z kolei podobne efekty jak przyjmowanie obniżających ciśnienie farmaceutyków daje rezygnacja z nadmiaru soli w jedzeniu. Nie oznacza to jedynie, że powinniśmy mniej solić, sporo soli jest też w żywności przetworzonej, kupowanej w sklepie - dlatego im mniej jej jemy i im częściej sami przygotowujemy sobie posiłki, tym lepiej.
Amerykanie wydają blisko 2 mld dol. rocznie na fosamax, lek zwalczający osteoporozę. Zwiększa on gęstość kości o 5-10 proc., ale niestety u wielu osób powoduje jednocześnie rozstrój żołądka.
Tymczasem, jak wynika z badań, zaledwie trzy godziny ruchu tygodniowo (spacer, pływanie) i odpowiednia, bogata w wapń dieta przynosi dokładnie te same rezultaty.
Mało, kolorowo i ryby Wydaje się, że dużo przyjemniej wydawać pieniądze na jedzenie zamiast na leki. Ba, ale co i jak jeść?
Przede wszystkim nie za dużo. Głównie warzywa, najlepiej surowe. I tłuste ryby morskie - te bynajmniej nie na surowo, ale też niekoniecznie w panierce i smażone.
Łatwo i szybko można przyrządzić rybę, piekąc ją w folii bez masła albo przygotowując w mikrofalówce (przyrządzenie delikatnych filetów z łososia czy tuńczyka zajmuje zaledwie cztery i pół minuty).
Nie trzeba stosować żadnej wymyślnej diety, może tylko dobrą francuską zasadę: "niech ilość przechodzi w jakość". Dogadzajmy sobie, ale po trochu.
Aha, od tego, co jemy, zależy nie tylko nasze zdrowie, ale i uroda. Ci, którzy jadają głównie warzywa i ryby, nie gustują w tłustym mleku i raczą się herbatą, najpóźniej dorabiają się na twarzach siateczki zmarszczek. To dlatego, że witamina C, wapno, fosfor, magnez, żelazo i cynk dostarczane skórze "od środka" działają dużo skuteczniej niż wklepywane z kremem przez grubą warstwę martwego naskórka.
Pożegnanie z obżarstwem Z wiekiem układ pokarmowy zaczyna pracować mniej wydajnie. Zmniejsza się ilość wydzielanych soków trawiennych, zwalniają też ruchy robaczkowe jelit. Może to powodować niestrawności, biegunki lub zaparcia.
By zapobiec zaparciom, warto dosypywać sobie do jedzenia trochę błonnika. Co znaczy trochę? 35-45 g dziennie, ale - uwaga! - nie więcej, bo nadmiar błonnika zmniejsza wchłanianie ważnych mikroelementów: magnezu, żelaza, cynku, wapnia i miedzi. Produkty zawierające błonnik nierozpuszczalny (np. otręby) pobudzają perystaltykę jelit, a te z błonnikiem rozpuszczalnym (warzywa i owoce) obniżają poziom cholesterolu, stężenie trójglicerydów i wyrównują poziom glukozy.
Z upływem lat słabnie też wydajność naszych "wewnętrznych elektrowni". Nie potrafimy już tak wydajnie spalać glukozy. Po posiłku zawierającym dużo cukrów prostych (słodycze, owoce) gwałtownie rośnie poziom glukozy we krwi, a jej nadmiar zostanie przetworzony na cholesterol zatykający ścianki układu krwionośnego. Dlatego - nie ma lekko - trzeba pożegnać się ze słodyczami i słodkimi wypiekami, a sięgać raczej po węglowodany złożone (pełnoziarniste pieczywo, nieczyszczony ryż). I to nie tylko po to, by nie przybrać na wadze, ale także by uchronić się przed miażdżycą.