Tomasz Ulanowski: Rok 2020. Według naukowych szacunków już za dziesięć lat na afrykańskiej sawannie nie będzie lwów i gepardów, w buszu lampartów, a jeszcze wcześniej w azjatyckiej dżungli zabraknie tygrysów. Skąd te dramatyczne wyliczenia? Beverly i Dereck Joubert: Pół wieku temu liczbę lwów szacowano na 450 tys. Pięć lat temu bardzo szczegółowe badania pokazały, że żyje ich już tylko 20 tys. Lampartów było 700 tys., dziś jest 50 tys. Z 45 tys. gepardów zostało 12 tys. Jaguarów, największych kotów Ameryki, zostało już tylko kilkadziesiąt tysięcy. Jeśli przedłużymy tę krzywą, która w prosty sposób pokazuje tempo wymierania gatunków, to w okolicy 2020 r. sięgnie ona dna.
Z naszych terenowych obserwacji wynika, że w przypadku lwa stanie się to trochę wcześniej.
Naprawdę można to wymieranie zaobserwować gołym okiem? - Jeśli się pracuje na sawannie przez ponad 20 lat tak jak my, to można. Znamy miejsca, w których jeszcze niedawno żyło po kilkadziesiąt lwów, a dzisiaj w najlepszym przypadku jest ich tylko kilka.
Kiedy kręciliśmy film na terenie wyschniętego jeziora Makgadikgadi w Botswanie, szukaliśmy lwów przez dwa miesiące. Kiedyś żyło ich tam co najmniej 200. Dzisiaj - osiem. Są bardzo płochliwe, chowają się przed ludźmi.
Ludzie na nie polują? - Na obrzeżach Makgadikgadi są hodowle bydła. Ranczerzy bronią się przed lwami, podrzucając im padłe krowy nafaszerowane furadanem [chemiczna nazwa - carbofuran], pestycydem produkowanym w
USA, ale zakazanym w całej Ameryce Północnej i Unii Europejskiej. Można go za to kupić w Azji i Afryce. Furadan wybił prawie całą populację lwów w Makgadikgadi. Hodowcy bydła używają go przeciwko wielkim kotom także w innych częściach Afryki.
Kto jeszcze odpowiada za ich wymieranie? - Na pewno kłusownicy, którzy polują na wielkie koty dla ich sadła, skór, a także innych trofeów i przeróżnych części ciała uznawanych np. w Azji za lecznicze czy poprawiające libido. Im także łatwiej użyć trucizny niż wnyków, dzid, strzał czy sztucerów.
Ludzie wypierają także drapieżniki, niszcząc ich siedliska, wypalając busz, ścinając lasy. Tak dzieje się w Afryce Zachodniej. Znikają miejsca, w których koty mogły się schronić. W Kamerunie żyje już tylko kilka lwów. Kiedy dokładnie zbadano ich populację w jednym z parków w Zambii, okazało się, że został tylko jeden.
W zeszłym roku Amerykanie kupili i przewieźli do USA 556 trofeów pochodzących od samców lwa.
Jakie części lwiego ciała ekscytują kolekcjonerów? - Głównie głowa i grzywa, ale też np. pazury.
Jeśli porówna się liczbę zabitych przy tym zwierząt z tymi, które zostały, to okazuje się, że sami Amerykanie tylko w zeszłym roku zabili jedną czterdziestą lwów! Mało tego, jeśli lwów jest 20, no, powiedzmy, że nawet 25 tys., to dorosłych samców jest tylko 5 tys. I ponad jedna dziesiąta z nich została w zeszłym roku zabita, żeby ktoś w USA mógł powiesić sobie na ścianie wypchaną głowę lwa!
Wszędzie w Afryce czy w Azji, gdzie żyją tygrysy, problem jest ten sam - konflikt z ludźmi. Niby wielkie koty podziwiamy, lwa ukoronowaliśmy nawet na króla zwierząt, ale jednocześnie pozwalamy je zabijać, i to na taką skalę, która zagraża przetrwaniu gatunku.
Prawdziwym problemem stają się
Chiny. Tamtejszy ogromny rynek potrzebuje wyrobów z wielkich kotów. A Chiny mają dziś świetne stosunki dyplomatyczne ze wszystkimi krajami Afryki, dla nich ten kontynent to prawdziwa oaza, skarbiec surowców naturalnych. Dlatego inwestują tu duże pieniądze, udzielają pożyczek, przysyłają pracowników. A ci pracownicy wywożą z Afryki m.in. wyroby z lwów.
Rezerwat Masai Mara, w którym się znajdujemy, wydaje się zatem prawdziwym rajem. Lwy nie boją się tu ludzi, można je oglądać z bliska, podjeżdżając samochodami terenowymi. Nikt nikogo nie atakuje. - To prawda. Ale w całej Afryce zostało już tylko pięć takich miejsc - Masai Mara, które tworzy jeden ekosystem z Serengeti w Tanzanii, park narodowy Katavi oraz rezerwat Selous także w Tanzanii, delta rzeki Okawango w Botswanie, no i Park Narodowy Krugera w RPA.
W samej Kenii 20 lat temu było ok. 4 tys. lwów. Rząd w Nairobi ogłosił właśnie wyniki najnowszych badań, z których wynika, że dzisiaj zostało ich 2 tys. Niby od 1977 r. są tu chronione, nie można na nie polować, ale i tak giną. Masaje hodują bydło, więc kiedy lwy zaatakują ich stada, bronią się, zabijając je.