http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

AAAby mleko do banku oddać

Sławomir Zagórski
2010-11-08, ostatnia aktualizacja 2010-11-08 15:31

Kobiece mleko zawiera ponad setkę czynników przeciwzapalnych, z czego około 70 proc. przeżywa proces pasteryzacji.
Kobiece mleko zawiera ponad setkę czynników przeciwzapalnych, z czego około 70 proc. przeżywa proces pasteryzacji.
Fot. Larry Williams Larry Williams/CORBIS

W bólach rodzi się pierwszy w Polsce (po dłuższej przerwie) bank mleka kobiecego

Wyobraźmy sobie następujący scenariusz. Pani A rodzi wcześniaka. Noworodek jest bardzo mały, musi pomieszkać w inkubatorze, o przystawieniu go do piersi nie ma mowy. Pani A próbuje co trzy godziny ściągać pokarm, ale mimo wysiłków po kilkunastu dniach mleko zanika. Dziecko pani A kobiecego mleka już nie spróbuje - początkowo było karmione dożylnie, potem będzie jeść wyłącznie sztuczne mieszanki.

Kilka dni później w tej samej klinice rodzi pani B. Druga mama pokarmu ma tak dużo, że mogłaby nim obdarować jeszcze jedno donoszone dziecko, nie mówiąc już o wcześniakach. Niestety, w Polsce nie ma dziś takiej możliwości. Jeśli kobieta ma nadmiar pokarmu, wylewa się go zlewu.

Lęk przed wirusem

Kiedyś tak nie było. W dawnych, dawnych czasach istniała instytucja mamki. Jeśli matka nie miała pokarmu, mleko innej kobiety było jedyną szansą uratowania noworodka, nie umiano bowiem jeszcze wytwarzać sztucznych mieszanek. Pierwszą taką mieszankę (opartą na mleku krowim) opracowano pod koniec XIX wieku. Niewiele później, bo w roku 1909, powstał w Wiedniu pierwszy na świecie bank mleka kobiecego. Podobną instytucję stworzono we Lwowie w roku 1910.

Banki te nie tylko odbierały mleko, ale także badano w nich - na tyle, na ile było to na owe czasy możliwe - jego jakość. W latach 30. i 40. XX wieku kolejne mleczne banki powstawały jak grzyby po deszczu. Dość wspomnieć, że w pewnym momencie w samym Berlinie Zachodnim było ich 24, a na terenie byłej NRD aż 62.

Potem entuzjazm opadł. Przyczynił się do tego z jednej strony rozwój technologii i wytwarzanie coraz doskonalszych sztucznych mieszanek, z drugiej zaś - i to okazało się decydujące - strach przed wirusem HIV. Kiedy w pierwszej połowie lat 80. dowiedziono, że dziecko może zakazić się HIV od matki podczas karmienia piersią, część banków zaczęła zamykać podwoje.

Wkrótce jednak okazało się, że prosty zabieg pasteryzacji, czyli podgrzania mleka do temperatury 62,5 stopnia C na 30 minut niszczy doszczętnie groźnego mikroba, nie uszkadza natomiast wielu istotnych z punktu widzenia zdrowia dziecka substancji odżywczych, enzymów, przeciwciał, witamin i czynników wzrostowych.

Ostatnie dekady XX wieku to także czas gwałtownego rozwoju wiedzy o tym, jak ratować najmniejsze, urodzone przed czasem dzieci. To również lata gromadzenia coraz większej ilości danych, jak cennym i wręcz nieodzownym pokarmem jest kobiece mleko i jak bardzo przydaje się ono właśnie w żywieniu wcześniaków.

Technologia to nie wszystko

- Byliśmy zafascynowani, że dzięki nowoczesnej technologii zaczynają przeżywać dzieci z bardzo małą masą ciała - tj. 1000, potem 800, 500 gramów - mówi prof. Katarzyna Kornacka, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zlokalizowanej w Szpitalu Klinicznym im. ks. Anny Mazowieckiej. - I przez lata koncentrowaliśmy się na tej technologii, tzn. na respiratorach, inkubatorach, a w mniejszym stopniu na żywieniu tych najmniejszych maluchów - dodaje pani profesor. - Tymczasem okazało się, że największym problemem dla tych dzieci - zaraz po niewydolności oddechowej - są właśnie zaburzenia odżywienia.

Zaczęło się pojawiać coraz więcej danych świadczących o tym, że podanie dziecku mleka mamy ma istotny wpływ na zdrowie wcześniaków. Nie tylko ułatwia ono trawienie (istotną funkcję pełni tu siara, czyli wydzielina gruczołów mlecznych pojawiająca się przed mlekiem - prawdziwe bogactwo bakterii probiotycznych), ale ratuje je też często przed sepsą lub przed martwiczym zapaleniem jelit - mówi pani profesor. - Kobiece mleko nie odsłoniło jeszcze przed nami wszystkich tajemnic, ale wiadomo, że zawiera ono ponad setkę czynników przeciwzapalnych, z których ok. 70 proc. przeżywa proces pasteryzacji. Jeśli więc nie można podać dziecku mleka mamy, najlepszym rozwiązaniem staje się pokarm innej kobiety.

Stanowisko to prezentuje dziś zarówno Światowa Organizacja Zdrowia, jak i wszystkie towarzystwa naukowe zrzeszające położne, neonatologów, pediatrów i położników. Złotym standardem w karmieniu noworodków jest mleko matki, następnie mleko przebadanych dawczyń z banku mleka kobiecego i - dopiero jako ostateczność - sztuczne mieszanki. - Taki schemat żywienia jest szczególnie istotny dla dzieci urodzonych przedwcześnie, zwłaszcza tych z małą i ekstremalnie małą masą ciała - podkreśla prof. Kornacka.

Amerykanki ślą mleko do Afryki

Po dołku z lat 80. mleko od dawczyń zaczęło wracać do łask, a to oznaczało powrót banków kobiecego mleka. Już nie tych w starym stylu, ale tym razem w postaci nowoczesnych laboratoriów wyposażonych w urządzenia do badania, czy nie ma w mleku wirusów (m.in. HIV, HCV, HBV), do pasteryzacji, a także do przechowywania pokarmu.

Takich banków w samej Europie jest dziś 150. Dla przykładu w Wielkiej Brytanii w 2005 r. istniało 17 takich placówek, 850 matek dostarczyło do nich 5 tys. litrów mleka. Stają się też one coraz bardziej popularne w Brazylii i Australii, a także w Afryce. Te ostatnie zasilane są dziś kobiecym mlekiem przybywającym również z daleka, bo od licznych dawczyń z USA (świeże mleko jest natychmiast zamrażane, można je przechowywać w temperaturze minus 20 stopni do trzech miesięcy bez ryzyka utraty wartości).

Niestety, Polska nie poszła tym śladem. Ostatni nasz mleczny bank w łódzkim Centrum Zdrowia Matki Polki zamknięto 11 lat temu. Były problemy z badaniem mleka, nastawienie lekarzy do działalności placówki też nie było najlepsze.

Kilka lat temu pojawiła się szansa, że coś się w tej sprawie zmieni. Spiritus movens tej zmiany jest młoda i energiczna dr nauk biologicznych Aleksandra Wesołowska, mama trójki dzieci. Jedna z córek pani Aleksandry ciężko chorowała, przeszła sepsę noworodkową i w terapii malucha ważną rolę odegrało karmienie mlekiem. Pół roku później koleżanka pani dr Wesołowskiej urodziła wcześniaka. I wtedy zapadła decyzja: trzeba w Polsce reaktywować mleczne banki.

Na braku banków tracimy wszyscy

Pomysł był następujący. Należy wykorzystać entuzjazm kobiet, które chętnie oddadzą nadwyżki mleka (a takich u nas nie brakuje), natomiast w kwestii organizacji oprzeć się na najnowszych zachodnich wzorach. Dr Wesołowska odwiedziła kilka zagranicznych banków, powołała Stowarzyszenie na rzecz Banku Mleka Kobiecego (do dziś jest jego prezesem), nawiązała kontakt z Europejskim Stowarzyszeniem Banków Mleka, wciągnęła do współpracy mamy chętne do oddawania mleka, wreszcie znalazła sprzymierzeńców w gronie lekarzy neonatologów.

Na świecie banki mleka kobiecego organizuje się w dwojaki sposób. Albo jedna większa instytucja obsługuje kilka szpitali, albo każdy szpital położniczy ma swój własny niewielki bank. - My mamy nadzieję obsługiwać kilka warszawskich placówek, w przyszłości stać się zaś ośrodkiem referencyjnym, a także miejscem, gdzie prowadzi się badania - mówi pani prezes.

Dwa lata temu projekt powstania Banku Mleka Kobiecego dostał Nagrodę im. Tadeusza Sendzimira przyznawaną przez Fundację Kościuszkowską. - To był istotny zastrzyk finansowy, który pozwolił nam rozwinąć skrzydła - mówi dr Wesołowska. - Udało się nam też zdobyć lokal w centrum Warszawy, mamy meble z darów, ale wciąż brakuje funduszy na wyposażenie i zwykłą działalność - dodaje.

- Jest mi bardzo przykro, gdy dostaję e-maile od matek treści: "Mam tyle pokarmu, że chętnie go oddam" i "Potrzebuję pilnie kobiecego mleka dla chorego wcześniaka" - żali się dr Wesołowska. - Nie mam prawa tych matek ze sobą skontaktować. Mleko ewentualnej dawczyni musi być bowiem skontrolowane, a tego nikt nie robi z braku odpowiedniej placówki - dodaje. Niektóre zdesperowane matki obchodzą przepisy, w efekcie w Polsce działa mleczne podziemie, ale trudno się tym chwalić.

- Na braku banków mleka tracą wszyscy - mówi prof. Kornacka. - Matki, które mogłyby dzielić się swym pokarmem i mieć poczucie, że robią coś dobrego, dzieci, dla których to mleko jest bezcenne, wreszcie budżet państwa, bo wydatki na działalność banku szybko by się zwróciły.

Więcej informacji na stronie Stowarzyszenia na Rzecz Banku Mleka Kobiecego.

Kontakt pod adresem bankmleka@bankmleka.pl.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':