Jesteś moją kokainą

Wojciech Moskal
15.10.2010 14:01
A A A Drukuj

Fot. Bartosz Bobkowski / AG

Namiętna miłość w niezwykły sposób łagodzi ból. Działa podobnie jak powszechnie stosowane leki przeciwbólowe, a także... narkotyki. Tak wynika z eksperymentów naukowców ze słynnego uniwersytetu Stanforda w USA
A przecież mogłoby się wydawać, że jest całkiem inaczej. "Love hurts" (miłość boli) - śpiewała w słynnym przeboju grupa Nazareth. To samo dowodzili naukowcy. Kilkakrotnie publikowano naukowe doniesienia o tym, że zerwanie związku albo odrzucenie przez ukochaną osobę może powodować poważne kłopoty ze zdrowiem, a w skrajnych przypadkach dawać nawet objawy podobne do zawału.

Piosenka "Love Hurts" zespołu Nazareth



To jednak, jak widać, odnosiło się do miłosnych porażek. W szczęśliwej miłości jest inaczej.

- Zachowanie i nastrój ludzi zakochanych, szczególnie tych w pierwszej, najintensywniejszej fazie związku, wyraźnie się zmienia i wpływa na sposób, w jaki odczuwają ból - pisze w najnowszym "PLoS ONE" dr Sean Mackey kierujący na Stanfordzie wydziałem leczenia bólu.

- Wygląda na to, że regiony mózgu pobudzane przez miłość to te same ośrodki, na które oddziaływają leki przeciwbólowe - wtóruje Arthur Aron, profesor psychologii z uniwersytetu Stony Brook w stanie Nowy Jork, współautor pracy. On sam już ponad 30 lat bada miłość w sposób naukowy. - Kiedy myślisz o ukochanym, układ nagrody w twoim mózgu ulega silnej aktywacji. Ten sam region świeci się, gdy zażywasz kokainę czy wygrywasz dużą sumę pieniędzy na loterii - wyjaśnia Aron.

Soyka śpiewa "Jesteś moją kokainą"



Pomysł obecnego eksperymentu narodził się kilka lat temu - podczas dość przypadkowego spotkania na konferencji poświęconej centralnemu systemowi nerwowemu. Właśnie tam Mackey i Aron zaczęli wymieniać się doświadczeniami z własnych badań.

- Arthur mówił o miłości, ja o bólu. On opowiadał o układach mózgowych związanych z miłością, a ja o tych związanych z bólem. Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że to wszystko, o czym mówimy, niesamowicie się ze sobą zazębia - wspomina dziś Mackey.

Przygotowując się do obecnego eksperymentu wraz ze swoim ówczesnym doktorantem (dziś już też profesorem) Jarredem Youngerem, Mackey rozrzucił po całym uniwersytecie ulotki zapraszające na badania te osoby, które zakochały się w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy. Do biura badaczy niemal natychmiast zaczęły dobijać się tłumy. - To była chyba najprostsza i najszybsza rekrutacja w historii Stanfordu - śmieje się Mackey. - Ale w końcu nic dziwnego, jak jesteś świeżo zakochany, to chcesz, żeby dowiedział się o tym cały świat.

Naukowcy świadomie skupili się tylko na pierwszej fazie zakochania. - Nie szukaliśmy par z długi stażem. Chcieliśmy, by były to osoby naładowane euforią, energią, obsesyjnie wręcz myślące o obiekcie swoich uczuć i pragnące bezustannie przebywać w jego towarzystwie - opisują. Brzmi to trochę jak opis uzależnienia, ale właśnie tego szukali Amerykanie - dowodu na to, że w miłość i uzależnienie zaangażowane są podobne układy w mózgu, a także dopamina, neuroprzekaźnik związany z odczuwaniem przyjemności.

Ostatecznie w doświadczeniu udział wzięło 15 studentów - osiem kobiet i siedmiu mężczyzn.

Każdemu uczestnikowi pokazywano zdjęcie ukochanej osoby na przemian ze zdjęciem równie atrakcyjnego znajomego lub znajomej. W tym samym czasie wewnętrzna powierzchnia ich dłoni była poddawana umiarkowanym bodźcom bólowym (cieplnym). Zachodzące zmiany w mózgu na bieżąco były rejestrowane przez rezonans magnetyczny.

Okazało się, że patrząc na obrazy ukochanej czy ukochanego, studenci odczuwali znacznie słabszy ból niż podczas oglądania zdjęć znajomych.

Z kolei analiza zdjęć rezonansu pokazała, że miłosne znieczulenie było wyraźnie związane z mózgowymi ośrodkami przyjemności. Jednym z miejsc najsilniej pobudzanych było tzw. jądro półleżące - jeden z kluczowych regionów nagrody, biorący także udział w rozwoju uzależnień od heroiny czy kokainy. - Ten region przekonuje twój mózg, że nie możesz przestać, naprawdę musisz dalej robić to, co robisz - wyjaśnia Jarred Younger.

Obecna praca jest już kolejną, która wiąże miłość z uzależnieniem. Trzy miesiące temu na łamach "Journal of Neurophysiology" dr Helen Fisher z Rutgers University w stanie New Jersey doszła do podobnych wniosków jak naukowcy ze Stanfordu. Badając swoich studentów, dowiodła, że pogodzenie się z odtrąceniem przez ukochaną osobę jest równie trudne jak zerwanie z nałogiem.

A jakie może być praktyczne zastosowanie obecnej pracy?

Oczywiście nikt nie zamierza przekonywać pacjentów cierpiących z powodu np. chronicznego bólu do tego, by odstawili leki i zamiast tego się zakochali. Naukowcy mają raczej nadzieję, że dzięki swemu odkryciu lepiej poznają mechanizmy działania mózgowego układu nagrody, co może pomóc w opracowaniu lepszych metod walki z bólem.

* Tytuł jest fragmentem przeboju "Fa na na na" Stanisława Sojki

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX