http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polka potrafi

Rozmawiał Sławomir Zagórski
2010-09-22, ostatnia aktualizacja 2010-09-22 12:20

Na 12 wykonanych do tej pory na świecie zabiegów przeszczepu twarzy zaledwie dwa dotyczyły kobiet. Wydaje się, że trudniej o dawcę dla kobiety niż dla mężczyzny

Connie Culp przed i po operacji
Fot. AP
Connie Culp przed i po operacji
Connie po najnowszej operacji.
Fot. AP
Connie po najnowszej operacji.
Connie po najnowszej operacji.
Fot. AP
Connie po najnowszej operacji.
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z prof. Marią Siemionow, mikrochirurgiem z Kliniki w Cleveland w USA

Sławomir Zagórski: Jak się czuje Connie, pierwsza pacjentka na świecie, której niespełna dwa lata temu przeszczepiła pani niemal całą twarz?

Prof. Maria Siemionow: Doskonale. Connie może teraz jeść, uśmiechać się, wieść w gruncie rzeczy normalne życie, a przede wszystkim nie boi się pokazywać innym. Niedawno przeszła nieduży zabieg polegający na usunięciu nadmiaru skóry, jaki został po przeszczepie. W tej chwili wygląda naprawdę dobrze. Nie obawia się zresztą wystąpień publicznych, pojawia się w radiu, w TV.

I co dalej? Kiedy następne zabiegi?

- Planujemy je. Mamy wszystkie potrzebne zgody. Dostaliśmy je zresztą już pięć lat temu jako pierwszy zespół na świecie. Ale podobnie jak nie spieszyliśmy się z pierwszą transplantacją, tak i teraz bardzo skrupulatnie wybieramy odpowiedniego biorcę. Ale nawet gdy znajdziemy idealnego kandydata, to jeśli nie będzie dla niego dawcy i tak nie dojdzie do zabiegu.

Jakich kandydatów odrzucacie?

- Np. tych, którzy są silnie uzależnieni od papierosów, piją nadmierne ilości alkoholu, są w zbyt dużej depresji (no bo większość naszych pacjentów jest przecież w depresji ze względu na to, co zdarzyło się z ich twarzą), tych, którzy nie mają silnego wsparcia ze strony bliskich.

A jak trudne jest poszukiwanie dawców?

- Nie jest łatwe. Nie możemy np. przeszczepić białemu twarzy Afroamerykanina czy kobiecie twarzy pobranej od mężczyzny. Proszę zwrócić uwagę, że na 12 wykonanych do tej pory na świecie zabiegów zaledwie dwa dotyczyły kobiet. Mężczyźni co prawda nieco częściej ulegają wypadkom, ale to zbyt duża dysproporcja. Wydaje się więc, że trudniej o dawcę dla kobiety niż dla mężczyzny.

Jakie są losy pozostałych 11 pacjentów, którym przeszczepiono twarz?

- Dwóch - jeden we Francji i jeden w Chinach - nie żyje. To nie najlepsza statystyka. Dlatego też przeszczep twarzy to moim zdaniem ostateczność. Powinno się go wykonywać wyłącznie po wyczerpaniu wszystkich innych znanych nam metod rekonstrukcji. Osoba po przeszczepie skazana jest na przyjmowanie do końca życia leków hamujących działanie układu immunologicznego, tzw. leków immunosupresyjnych. Niestety, zażywanie ich ma także swoją cenę. Pacjenci znacznie łatwiej łapią infekcje, gorzej sobie z nimi radzą, stosowanie leków jest często mocno obciążające dla nerek. Dlatego też, kwalifikując pacjenta do zabiegu, musimy mieć pewność, że będzie on te leki łykał. Chory musi zdawać sobie sprawę, na co się decyduje, i podpisać zgodę na zabieg, który może się przecież skończyć źle.

Przeszczep twarzy niesie znacznie większe ryzyko niż transplantacja rąk. Wszystkie dotychczasowe 50 zabiegów przeszczepienia rąk skończyły się dobrze, żaden pacjent nie zmarł z tego powodu.

Dostała pani duży grant z amerykańskiego Departamentu Obrony. Czy wśród kandydatów do przeszczepu twarzy są żołnierze poszkodowani w czasie wojny?

- Owszem, jest w tym gronie żołnierz, który uczestniczył w jednym z konfliktów zbrojnych. Wojsko wsparło nasze badania, ale do samych zabiegów podchodzi z rezerwą. Chodzi bowiem o to, żeby tych ciężko już przecież doświadczonych przez los ludzi nie narazić dodatkowo na ryzykowną, nadal eksperymentalną terapię.

Dlatego też bardzo zależy nam na tym, by ewentualny kandydat spośród rannych żołnierzy był święcie przekonany, że chce się operacji poddać. Nasza pacjentka Connie planuje spotkać się z grupą poszkodowanych żołnierzy, żeby opowiedzieć im, co to za zabieg, jaki jest jego efekt i na co ewentualnie należy się przygotować.

Przed pierwszą operacją komisja bioetyczna dziesiątki razy prześwietlała każdy jej aspekt. Potem chyba nie spotkała się pani już z krytyką? Nawet sławny amerykański bioetyk Arthur Caplan, który z początku nie ukrywał rezerwy, chwalił panią.

- Nie od razu. Jego pierwszy komentarz nie był miły. "Amerykanie będą darli swoje prawa jazdy" - oświadczył. Chodziło mu o to, że obywatele USA mogą w tym dokumencie wpisać, czy chcą zostać dawcami. Kaplan się mylił. W przypadku przeszczepu twarzy nawet jeśli ktoś za życia wpisał zgodę na pobranie narządów i tak nie wolno tego zrobić bez zgody najbliższych. Potem sławny bioetyk się ze swoich słów wycofał, dziś tę metodę leczenia akceptuje, ale są tacy, którzy pamiętają jego niechęć.

Przeszczepy twarzy długo pozostaną zupełnie wyjątkową częścią medycyny?

- Sądzę, że tak, chociażby dlatego, że przeznaczone są one dla naprawdę wyjątkowych pacjentów: po wypadkach, poparzeniach, być może w przyszłości dla dzieci z pewnymi wadami rozwojowymi. Ale jest nadzieja, że za jakiś czas pacjenci ci nie będą skazani na tak obciążającą terapię po zabiegu.

Pracujemy od lat nad nowym białkiem, które hamuje, co prawda, układ immunologiczny po to, by biorca nie odrzucił przeszczepu, ale jednocześnie oszczędza go na tyle, by dawał sobie radę z wirusami czy bakteriami. Co więcej, wykazaliśmy na szczurach, że nasze białko wystarczy podawać stosunkowo niedługo po transplantacji, a potem organizm już nie atakuje obcej tkanki. Przeszczepialiśmy szczurom nogi, a także fragmenty pyszczka, podawaliśmy im stosunkowo krótko nowy lek i zwierzęta nie odrzucały przeszczepu przez kolejne dwa lata.

Dziś jesteśmy gotowi do testowania wspomnianego białka na ludziach. Zaczniemy od podawania go biorcom nerek. Jeśli próby zakończą się pozytywnie, będzie to świetna wiadomość nie tylko dla przyszłych biorców twarzy, ale także serc, nerek i wątrób.

W Polsce ktoś wkrótce przeszczepi twarz?

- Trudno powiedzieć. Potrzebny jest do tego duży zespół specjalistów. Polska ma znaczne osiągnięcia w replantacji, czyli przyszywaniu uciętych dłoni, palców, co z punktu widzenia mikrochirurgii jest bardzo trudnym zabiegiem. Ostatnio dr Jabłecki z Trzebnicy przeszczepił obie ręce polskiemu żołnierzowi.

Jak pani - krucha kobieta - daje sobie radę z rządzeniem zespołem chirurgów mężczyzn muszących mieć spore ego?

- Jakoś mi się udaje. Być może to geny po tacie, który pełnił funkcje kierownicze, i mamie, która ma silną osobowość.

Zresztą ludzie sami chcą, żebym rządziła, w końcu już na studiach dwusetka koleżanek i kolegów wybrała mnie na starościnę roku. Teraz w Ameryce śmieję się, że można by zmodyfikować slogan: "Polak potrafi" na "Polka potrafi".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':