W przeciwieństwie do innych krajów Europy, w Polsce główną przyczyną zgonów okołoporodwych są właśnie krwotoki, a dopiero w dalszej kolejności zakażenia, nadciśnienie i zatory oraz inne powody. W Europie proporcje są zdecydowanie inne - dominują nadciśnienie i zatory, a krwotoki i zakażenia są na kolejnych miejscach.
- Analiza przypadków z ostatnich lat pokazuje, że krwotoki okołoporodowe niezmienne są najczęstszą przyczyną umieralności kobiet rodzących i nie widać tu tendencji spadkowej. Prowadzi to do wniosku, że aby zmniejszyć umieralność, należy bardziej skupić się na opanowaniu tego zjawiska - ocenił prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, prof. Ryszard Poręba.
Jak zaznaczył, przyczyną prawie połowy krwotoków jest łożysko. - W tego typu przypadkach to łożysko zabija kobiety. Reakcja lekarza musi być błyskawiczna, pacjentka z krwotokiem powinna być natychmiast kierowana na ultrasonografię i operowana - powiedział profesor.
Jego zdaniem, diagnostyka stanu łożyska jest kluczowa, by krwotoki przestały być najczęstszą przyczyną zgonów okołoporodowych, a umieralność rodzących kobiet znacząco spadła. - lekarz powinien błyskawicznie znaleźć się przy pacjentce, od razu dostępny musi być ultrasonograf i odpowiednie leki.
"Stany naglące w położnictwie i ginekologii" są tematem rozpoczętego w piątek w Tychach sympozjum Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, w którym uczestniczą lekarze z całej Polski. Większość referatów dotyczy tego, jak radzić sobie w nagłych sytuacjach, gdy zagrożone jest życie matki i dziecka.
Jak powiedziała szefowa sekcji psychosomatycznej Towarzystwa, doc. Izabela Ulman-Włodarz, tyskie sympozjum służy przede wszystkim temu, by znaleźć sposoby wspomagania ginekologów i położników w trudnych, wymagających szybkiej decyzji sytuacjach z codziennej praktyki. - Szybkość i skuteczność działania decyduje wówczas o życiu matki lub dziecka - oceniła docent.
Źródło: Gazeta Wyborcza