Pod koniec kredy, 65 mln lat temu, nagle wymarło blisko 75 proc. wszystkich gatunków roślin i zwierząt, które żyły na Ziemi - od dinozaurów po mikroskopijne otwornice wchodzące w skład morskiego planktonu. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie tego kataklizmu przedstawili w 1980 r. dwaj amerykańscy badacze - ojciec i syn - Luis i Walter Alvarezowie. Ich zdaniem w Ziemię musiał uderzyć intruz z kosmosu - wielka asteroida lub kometa. Wskazywała na to m.in. duża zawartość irydu w cienkiej warstwie dzielącej osady sprzed katastrofy i po niej. Odkryto także pozostałość po wielkim kraterze Chicxulub o średnicy ponad 180 km na meksykańskim półwyspie Jukatan, którego wiek pokrywa się z tym masowym wymieraniem.
Osiem lat temu dzięki badaniom izotopowym dowiedziono, że mniej więcej w tym samym czasie narodził się też krater Bołtysz w centralnej części Ukrainy. Ma on tylko 24 km średnicy, więc uderzenie, w wyniku którego powstał, nie miało raczej globalnych konsekwencji, co najwyżej spowodowało lokalne zniszczenia.
Krater Bołtysz jest dziś niemal całkowicie wypełniony i przykryty osadami. Dokonując w nich odwiertów i szukając pyłków roślin, zespół prof. Jolleya odkrył, że rośliny kwiatowe oraz paprocie, które najszybciej zasiedlają obszar zniszczeń, odradzały się tam dwa razy - tuż po upadku asteroidy oraz 2-5 tys. lat potem. Naukowcy sądzą, że za pierwszym razem życie wracało do normy po lokalnej katastrofie, a za drugim - po zniszczeniach, które objęły już cały glob za sprawą dużo potężniejszego uderzenia w Chicxulub.
Jeśli zaś oba kataklizmy dzieliło kilka tysięcy lat, to asteroidy raczej nie były fragmentami tej samej asteroidy. Ale też małe jest prawdopodobieństwo, że całkiem przypadkowo pojawiły się w pobliżu Ziemi w tak krótkim odstępie czasu. Badacze więc sugerują, że w Układzie Słonecznym zdarzyło się wtedy coś, co spowodowało zamieszanie w pasie asteroid, w wyniku którego cała ich grupa zboczyła w stronę Ziemi. Pod taką nawałnicą dinozaury nie miały żadnych szans na przeżycie.
Źródło: Gazeta Wyborcza