http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Solaris, czyli podwójny układ

rozmawiał Maciej Czarnecki
2010-08-19, ostatnia aktualizacja 2010-08-19 10:54

Toruński astronom będzie poszukiwać w kosmosie planet rodem z "Gwiezdnych wojen" i "Solaris". - Astronomia i astrofizyka są na takim etapie, że realizujemy sporo rzeczy, o których mówiła literatura i popkultura - mówi doc. dr hab. Maciej Konacki

Maciej Czarnecki: Unia Europejska właśnie przyznała panu 1,5 mln euro na poszukiwania planet krążących wokół układów dwóch gwiazd. Takim obiektem był Solaris Stanisława Lema, od którego pochodzi zresztą nazwa całego projektu.

Doc. dr hab. Maciej Konacki*: Kiedy pracowałem jeszcze w USA, zacząłem od nazwy Tatooine, która dobrze kojarzy się Amerykanom. To planeta obiegająca dwa słońca w "Gwiezdnych wojnach". Jest nawet takie słynne zdjęcie Luke'a Skywalkera patrzącego na podwójny zachód słońca.

Później przyszło mi do głowy: a czemu nie Solaris? To też planeta wokół układu podwójnego - i to starsza od Tatooine o 16 lat, bo Lem opublikował swoją powieść w 1961 roku. Też jest dobrze znana, bo "Solaris" dwukrotnie przeniesiono przecież na ekran, w tym raz w Hollywood za sprawą Soderbergha.

Wcześniej powieść zekranizował Andriej Tarkowski.

- Widziałem jego film dawno, dawno temu. Ciężki kawałek. Prawdę powiedziawszy, z tych trzech dzieł wybrałbym książkę, bo Lem potrafił pisać SF bardzo mocno osadzone w nauce. U pisarzy to dość rzadkie. W "Solaris" jest np. dyskusja o dynamicznej stabilności orbity planety. Pierwsze publikacje naukowe na temat stabilności orbit planet wokół gwiazd podwójnych pojawiły się dopiero w latach 80.

To może lada chwila okaże się, że odkryliście planetę z myślącym oceanem?

- Tego nie będziemy w stanie stwierdzić, ale kto wie Istnieje już kategoria "planet oceanów", które mają bardzo dużą zawartość wody.

A mówiąc serio - skąd pomysł na projekt "Solaris"?

- Cóż, odkryto już ok. pół tysiąca planet poza Układem Słonecznym, a ja opracowałem technikę, którą mogę zastosować do układów gwiazd podwójnych. Takich, których my chcemy szukać, czyli z dwiema gwiazdami o podobnej jasności, wokół których krąży planeta, jeszcze nikt nie znalazł. Są tylko układy egzotyczne, np. z gwiazdą i pulsarem. Aby dostać dziś wsparcie z Unii, potrzeba czegoś przebojowego.

W zdobyciu pieniędzy pomógł Lem i "Gwiezdne wojny"?

- Być może. Wielu astronomów otarło się o SF. To w ogóle nośny temat, a uczeni powinni umieć mówić o tym, jak są wydawane publiczne pieniądze. Inna sprawa, że astronomia i astrofizyka doszły do takiego etapu, że realizujemy sporo rzeczy, o których mówiła literatura i popkultura. Granica między fikcją a faktem zaciera się.

Pamięta pan pierwsze zetknięcie z twórczością Lema?

- Zacząłem czytać go już w podstawówce, więc nie bardzo.

Stąd ta cała astronomia?

- To były pokrewne zamiłowania. Czytałem sporo SF. Potem, już w liceum, dostałem od rodziców swój pierwszy teleskop i prymitywnego peceta. Dojrzewałem w okresie przejściowym między PRL-em a współczesnością. Były to względnie zamierzchłe czasy, w których taki zakup był wielką sztuką.

Domyślam się, że każdy astronom marzy, by odkryć we Wszechświecie ślady życia. To realne?

- Niewykluczone. Podstawowym kryterium, które pozwala nam domniemywać, że istnieją warunki do istnienia życia, jest odpowiednia odległość planety od gwiazdy lub - w przypadku naszych badań - gwiazd.

Właśnie, wróćmy do projektu "Solaris". Jak w ogóle zamierzacie odnajdywać planety?

- Po pierwsze, będziemy mierzyć prędkość gwiazd. Jeśli bowiem wokół gwiazdy krąży jakiś obiekt, da się zaobserwować subtelne zmiany jej prędkości. Drugi sposób to chronometraż zaćmień. Otóż jeśli jedna gwiazda raz na jakiś czas przesłania drugą, wtedy zmniejsza się jej jasność. A jeśli wokół takiego układu biega jeszcze planeta, to te momenty zaćmień ulegają modulacjom.

Do ich obserwacji potrzebujemy zrobotyzowanych teleskopów, które staną na trzech kontynentach. Jeden, na który Fundacja na rzecz Nauki Polskiej dała 690 tys. zł, poleciał już w ten wtorek do RPA. Grant z UE sfinansuje jeszcze trzy: dwa urządzenia w Argentynie lub Chile i jedno w Australii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':