Wiadomo, że panika w tłumie rozprzestrzenia się lawinowo, jednak trudno jest wytłumaczyć matematycznie mechanizm, który się za tym kryje, a tym bardziej przewidzieć zachowanie ludzi w takiej sytuacji. Zasady rządzące zachowaniem spanikowanego tłumu ludzi próbuje w swojej pracy zbadać Mirosław Zajdel, laureat nagrody "Studencki Nobel 2010", na co dzień doktorant na wydziale informatyki Akademii Górniczo-Hutniczej.
- Pomysł na prognozowanie zachowań ludzi na podstawie zachowań spłoszonych zwierząt wziął się z moich zainteresowań naukami przyrodniczymi. Takie interdyscyplinarne podejście łączy modele fizyczne z elementami psychologii i socjologii i ma duże szanse na praktyczne zastosowanie - mówi Zajdel. Wyniki jego pracy przełożone na język programowania i pokazane na modelach komputerowych mogą przydać się m.in. architektom podczas projektowania budynków lub organizatorom imprez masowych.
Ludzka ławica
- W sytuacji zagrożenia, w tłumie, człowiek przestaje prawidłowo wnioskować i racjonalnie myśleć. Zdaje się głównie na swój instynkt, co w pewnym sensie czyni go bardziej podobnym do zwierzęcia. Dlatego właśnie tłum jest taki niebezpieczny, co pokazały ostatnio tragiczne wydarzenia z Love Parade w Duisburgu - tłumaczy Zajdel, który znalazł już analogie w zachowaniach ludzi do zachowań mrówek, ryb i ptaków.
- Na zatłoczonej ulicy ludzie starają się utrzymać równy odstęp i podobne tempo do osób idących przed nimi, nie wyprzedzając ich, zupełnie jak mrówki, które podążają jedna za drugą po ścieżkach feromonowych. Jeżeli pojawi się zagrożenie, np. ktoś wsadzi kij w mrowisko, mrówki gubią swoje ścieżki i zaczynają się zachowywać chaotycznie, tak jak przestraszeni ludzie. Im większy stopień paniki, tym bardziej chaotyczne zachowania - tłumaczy Zajdel.
Kolejne analogie można według badacza znaleźć w zachowaniu ławicy ryb. - Ryby reagują na zachowania sąsiednich osobników, już jedna ryba może zmienić zachowanie całej ławicy. Podobnie jest wśród ludzi. Kiedy jedna osoba w gęstym tłumie popchnie drugą, fala przenosi się na kolejne osoby, nawet ze zwielokrotnioną siłą - tłumaczy Zajdel. Sugeruje on też, że ludzie podejmują decyzję o ucieczce za wszelką cenę podobnie jak ptaki, które oceniają własne zagrożenie indywidualnie. Człowiek nie wpada w panikę dlatego, że wpływają na niego inne panikujące osoby, lecz analizuje on stan swojego otoczenia i dopiero gdy sam indywidualnie uzna, że sytuacja jest wysoce groźna, traci nerwy. Panika nie jest więc wynikiem oddziaływania między ludźmi, ale oceny sytuacji przez daną osobę. Być może właśnie subiektywne poczucie zagrożenia u niektórych osób wywołało masową chęć ucieczki u większej liczby uczestników Love Parade w Duisburgu, gdzie podczas desperackich prób wydostania się ze ścisku tłumu zginęło 21 osób.
Rozdzielić strumień
Naukowcy udowodnili już, że z punktu widzenia bezpieczeństwa tłumu najbardziej niekorzystne są długie proste odcinki lub ostre zakręty na trasie do wyjścia, czyli dokładnie to, z czym musiał się zmierzyć korowód podczas Love Parade. Jednak okazuje się, że nawet w tak trudnym terenie jak tunel czy korytarz można ułatwić przemieszczanie się dużych ilości ludzi. - Tragedii takiej jak ta w Duisburgu można w znacznym stopniu uniknąć, stawiając na drodze ewakuacji odpowiednio skonstruowane przeszkody, które pomogą skierować masę ludzi w odpowiednim kierunku. Jednym z rozwiązań jest postawienie w przejściu specjalnych ukośnych ścianek, które działając jak lejki i sprawniej kierują ludzi do wyjścia. W wąskich przejściach dobrze sprawdzają się też duże okrągłe przeszkody, np. kolumny przy wyjściu, które rozkładają siły napierającego tłumu i rozdzielają go na mniejsze strumienie - mówi Zajdel.
Oprócz szukania analogii między paniką u zwierząt i ludzi kolejnym pomysłem młodego naukowca na ułatwienie przewidywania zachowań tłumu jest zastosowanie w miejscach masowego przepływu osób technologii identyfikacji opartej na falach radiowych. Dzięki specjalnym czujnikom, które każdy człowiek miałby przy sobie, można byłoby w momencie zagrożenia określić, ile osób znajduje się w jakim miejscu i w czasie rzeczywistym sterować ewakuacją np. poprzez głośniki. Technologia ta jest bardzo tania, obecnie podobne rozwiązania stosuje się na amerykańskich lotniskach. Czujniki są małe i można je umieścić np. w biletach czy identyfikatorach rozdawanych przy wejściu na imprezy masowe.
- Oczywiście nie da się zaprojektować obiektu absolutnie bezpiecznego, ale ważne jest, by każdy nowo budowana galeria handlowa czy stadion był bezpieczniejszy niż poprzednie, ponieważ poprawianie bezpieczeństwa w już istniejących budynkach jest dużo trudniejsze - zaznacza Zajdel.
Źródło: Gazeta Wyborcza