Przechodzimy obecnie do fazy postpandemicznej - powiedziała podczas telekonferencji dyrektor WHO Margaret Chan. Jak wyjaśniła, wirus A/H1N1 w dużej mierze przestał już nam zagrażać - w ostatnim kwartale notowano ok. 200 zachorowań na miesiąc, podczas gdy jeszcze na początku tego roku liczba ta sięgała od 2 do 4 tys.
O świńskiej grypie świat usłyszał po raz pierwszy w kwietniu 2009 r. Choroba pojawiła się w Meksyku, lecz błyskawicznie zaczęła przekraczać granice państw i kontynentów, zmuszając WHO do ogłoszenia 11 czerwca 2009 r. pandemii. W sumie wirus A/H1N1 zaatakował 214 krajów, zabijając co najmniej 18,5 tys. ludzi.
Strach przed nowym zarazkiem był tak duży, że wiele państw zdecydowało się wydać miliony dolarów na zakup leków przeciwwirusowych i szczepionek. Gdy okazało się, że A/H1N1 nie jest jednak tak groźny, jak sądzono, na WHO i jej ekspertów posypały się gromy. Niektórzy wręcz oskarżali organizację o to, że decyzja o ogłoszeniu pandemii została podjęta pod naciskiem koncernów farmaceutycznych.
By oczyścić się z tych zarzutów, WHO powołała specjalną komisję mającą wyjaśnić sposób postępowania tej organizacji podczas pandemii. W jej skład weszli wyłącznie eksperci z zewnątrz. Ich raport ma zostać opublikowany na początku przyszłego roku.
Jednocześnie WHO przypomina, że wirus świńskiej grypy nie zniknął całkowicie i może przez najbliższe lata, podobnie jak wirusy zwykłej sezonowej grypy, krążyć po świecie. WHO apeluje też o to, by wykorzystać zmagazynowane zapasy wciąż działającej szczepionki przeciw A/H1N1 i podawać ją osobom z grup podwyższonego ryzyka, np. pracownikom służby zdrowia. Nie wszyscy posłuchali tej rady. Rząd Holandii poinformował w ostatnich dniach, że zniszczy 17 mln zmagazynowanych dawek szczepionki.
Źródło: Gazeta Wyborcza