Przejście Północno-Zachodnie to najkrótszy szlak morski prowadzący z zachodniej Europy na Daleki Wschód. Wiedzie przez plątaninę tysięcy arktycznych cieśnin, przesmyków i kanałów należących dziś do Kanady. Drogi tej poszukiwali żeglarze z Hiszpanii, Portugalii, Francji i przede wszystkim Anglii, a potem Wielkiej Brytanii. Kolejne próby kończyły się jednak niepowodzeniem. W końcu przestano wierzyć w jej istnienie. Brytyjczycy uparli się jednak i w pierwszej połowie XIX w. znów zaczęli posyłać do Arktyki wyprawę za wyprawą.
Choć przejścia nie pokonali, to odkryli i dokładnie zbadali większość wysp położonych na północ od kontynentu północnoamerykańskiego. Niedługo później weszły one w skład nowo utworzonego państwa - Kanady. Dziś w wyniku ocieplenia klimatu Przejście Północno-Zachodnie staje się coraz łatwiejsze do pokonania, także przez duże jednostki morskie.
Kanada uważa je za swoją drogę wewnętrzną, lecz wiele krajów, w tym
USA,
Rosja i
Chiny, traktuje je jak międzynarodowy szlak morski. Na razie ruch jest tu niewielki, lecz chętnych zapewne przybędzie i wtedy konflikt polityczny przybierze na sile. Dlatego Kanada chce różnymi sposobami zamanifestować swoje wyłączne prawa do tych terenów, w tym do znajdujących się pod wodą pamiątek historycznych pochodzących z czasów odkrywania Arktyki. Brytyjscy odkrywcy i żeglarze są przez nią uważani za narodowych bohaterów.
Epopeja "Investigatora" Takim brytyjsko-kanadyjskim bohaterem jest Robert McClure, kapitan okrętu "HMS Investigator". Jego wrak odnaleziono pod koniec lipca w pobliżu Wyspy Banksa.
McClure wyruszał w rejs w jednym z najbardziej tragicznych momentów w dziejach eksploracji Arktyki. Był styczeń 1850 r. Pięć lat wcześniej na poszukiwania Przejścia Północno-Zachodniego popłynął dwoma okrętami sir John Franklin. Ekspedycja zaginęła bez wieści. Nie powrócił żaden z ponad 120 marynarzy, którzy mu towarzyszyli. W 1848 r. śladami Franklina posłano dwa okręty. Wróciły z niczym. Wtedy Royal Navy rozszerzyła akcję poszukiwawczą - cztery okręty miały szukać zaginionej wyprawy od strony Atlantyku, natomiast dwa, w tym "Investigator", wysłano na
Pacyfik. Opłynęły Amerykę Południową i skierowały się na północ. Latem 1850 r. wpłynęły na Morze Arktyczne.
Dramatyczna wyprawa "Investigatora"
Tu zaczyna się dramatyczna, trwająca cztery lata epopeja. "Investigator" wpłynął pomiędzy dwie wielkie wyspy - Banksa i Wiktorii. Rozdziela je wąska Cieśnina Księcia Walii. Kapitan okrętu Robert McClure dokonał słusznego wyboru. Gdyby udało mu się przepłynąć całą cieśninę, do historii przeszedłby jako zdobywca Przejścia Północno-Zachodniego. Jednak drogę zagrodził mu lód. Latem następnego roku wybrano inną drogę. "Investigator" ruszył w pionierski rejs dookoła Wyspy Banksa. Opłynął ją od zachodu i dotarł do jej północnego brzegu, gdzie McClure podjął brawurową decyzję, za którą potem groził mu sąd wojenny. Skierował okręt na wschód i wpłynął do wielkiej cieśniny, która dziś nosi jego imię. Choć był to sierpień, lód pokrywał ją niemal całkowicie.
Okręt płynął wąziutkim pasem wody tuż przy brzegu. McClure miał nadzieję, że tędy przedrze się na drugą stronę bariery lodowej. Było tak ciasno, że czasem pomagano sobie ładunkami wybuchowymi. Mimo to nie udało się. Wkrótce morze zaczęło zamarzać, a okrętowi groziło zmiażdżenie przez kry. Cudem znaleziono bezpieczny akwen nazwany Mercy Bay (co można przetłumaczyć jako Zatoka Przychylności). Tam przezimowano. Liczono na to, że latem następnego roku uda się wyrwać okręt z lodowej pułapki.
Ale się przeliczono. Rok 1852 minął, a "Investigator" nadal tkwił w lodzie. Ludzie zaczynali słabnąć i chorować. Trzy osoby zmarły. Na szczęście wiosną 1853 r. do Mercy Bay dotarła pomoc, którą McClure... odrzucił. Chciał odesłać tylko chorych, a ze zdrowymi podjąć próbę ratowania "Investigatora". Nakazano mu jednak ewakuację całej załogi - ponad 60 osób. Po 300 km marszu wygłodniali i schorowani ludzie weszli na pokład okrętu "Resolute". Byli pierwszymi, którzy pokonali Przejście Północno-Zachodnie i odbyli podróż dookoła obu Ameryk.
Do Londynu dotarli dopiero jesienią 1854 r., gdzie na dowódcę czekał prokurator wojskowy z oskarżeniem o utratę okrętu. McClure został jednak uniewinniony, przeproszony, awansowany i otrzymał szlachectwo, a w 1855 r. brytyjski Parlament przyznał załodze "Investigatora" 10 tys. funtów do podziału za "odkrycie Przejścia Północno-Zachodniego".
Gdzie jest "Erebus" i "Terror"? Sam okręt zatonął prawdopodobnie w 1854 r. Tak wynika z relacji zebranych kilka dekad później wśród Inuitów polujących na Wyspie Banksa. Z ich opowieści wynikało, że statek nie został zmiażdżony przez lód, co dawało nadzieję, że nadal spoczywa na dnie w dobrym stanie. Pod koniec lipca tego roku archeolodzy z Parks Canada (instytucja rządowa w Kanadzie administrująca parkami narodowymi) zorganizowali wyprawę poszukiwawczą. Jeszcze dekadę temu nie byłoby to możliwe. Wzrost temperatury w Arktyce sprawił jednak, że od 2007 r. lód regularnie wycofuje się z Cieśniny McClure'a na kilka letnich tygodni. Dziś "Investigator" bez problemu pokonałby cały szlak.
Wrak odkryto błyskawicznie dzięki wykorzystaniu nowoczesnego sonaru z tzw. bocznym skanowaniem. Emituje on szeroką wiązkę ultradźwięków w kształcie wachlarza. Dzięki temu może szybko przeczesywać duże powierzchnie dna. Okręt utracił wszystkie trzy maszty, poza tym jest w bardzo dobrym stanie. Tak wynika z oględzin przeprowadzonych na początku sierpnia przez zdalnie sterowany pojazd podwodny. Dopiero w przyszłym roku znalezisko dokładnie obejrzą nurkowie. Teraz bowiem są pilniejsze cele.
Ekipa, którą kieruje Ryan Harris, przeniosła się nieco bardziej na południe, w pobliże Wyspy Króla Williama, gdzie do końca miesiąca będą prowadzone poszukiwania okrętów zaginionej wyprawy Franklina. Jest to zadanie znacznie trudniejsze, ponieważ nie wiadomo, gdzie "Erebus" i "Terror" zatonęły. Dotychczasowe ekspedycje, a było ich wiele w ostatnich dekadach, kończyły się porażkami. Naukowcy bardzo chcą odnaleźć przynajmniej jeden z okrętów. Mają nadzieję, że znajdą na nim wyjaśnienie zagadki śmierci wszystkich uczestników niefortunnej wyprawy. Być może tym razem się uda. Byłaby to wielka sensacja. - Skoro "Investigator" zachował się w dobrym stanie, być może któryś z okrętów Franklina również spoczywa na dnie, a zimne wody dobrze go zakonserwowały - mówi Harris.