http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bociani rekord... i klęska

Adam Wajrak
2010-08-03, ostatnia aktualizacja 2010-08-03 12:39

Bocian z doliny Biebrzy
Bocian z doliny Biebrzy
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Ornitolodzy przecierają oczy ze zdumienia. Ten rok dla bocianów okazał się bardzo dziwny. Jednym przyniósł sromotną klęskę, innym olbrzymi sukces

W tym roku bociany albo odniosły spektakularny reprodukcyjny sukces, albo poniosły sromotną klęskę.
Fot. Jerzy Gumowski / AG
W tym roku bociany albo odniosły spektakularny reprodukcyjny sukces, albo...
ZOBACZ TAKŻE
Część młodych bocianów, która przyszła na świat w tym roku, już tylko śpi w gniazdach. Inne szykują się do odlotu. W kraju jeszcze przez jakiś czas zostaną dorosłe ptaki, by odpocząć po wychowaniu młodych i przygotować się wędrówki. W końcu ledwie tydzień temu rodzice mieli wciąż sporo zajęcia, przynajmniej w centralnej, wschodniej i północnej Polsce. Młodych jest co niemiara.

"Bociani rekord" - to pierwsza informacja na stronie Towarzystwa Przyrodniczego "Bocian". Ireneusz Kaługa, szef TP, od 10 lat bacznie przygląda się ptakom zakładającym gniazda w gminach Suchożebry i Mokobody w powiecie siedleckim. To, co zobaczył w tym roku, przyprawiło go o zawrót głowy. - Na 88 gniazd tylko sześć było z dwójką młodych, z trzema zaledwie kilka, 14 z pięcioma, pozostałe były z czterema - opowiada Kaługa. - Przy jednym zatrzymaliśmy się na dłużej, bo nie mogliśmy uwierzyć w to, co widzimy. Na gnieździe było sześć młodych.

Informacje o bocianich sześcioraczkach napływają również z innych części Polski. - Dobrze jest na Warmii i Mazurach, czyli w głównej ostoi bociana w kraju - mówi Arkadiusz Sikora ze Stacji Ornitologicznej Muzeum i Instytutu Zoologii PAN, koordynator programu "Monitoring flagowych gatunków ptaków".

- Czyli to superbociani rok? - pytam. - Nie bardzo. Zależy, o jakim regionie kraju mówimy - wyjaśnia Sikora.

Południe: katastrofa

- Na południu jest tragicznie. Tak słabego roku nie było od 37 lat - mówi dr Piotr Profus z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. W granicach Krakowa jest 17 bocianich gniazd, w tym roku było w nich w sumie tylko siedem młodych. Na Podhalu, gdzie zwykle wychowuje się około 150 piskląt, teraz było zaledwie 30. Na Opolszczyźnie, jak donosi zajmujący się tamtejszymi bocianami Joachim Siekiera, aż w dwóch trzecich gniazd nie było młodych. - Bocianie lęgi zniszczyły wiosenne deszcze. Wnętrze gniazd przypomina nieprzepuszczalne klepisko. Zbierająca się woda zatopiła jaja i małe pisklęta. Inne zginęły z zimna, bo rodzice nie mogli w takich warunkach na nich siadać i ich wygrzewać. Wychłodzenie było przyczyną śmierci wszystkich pięciu młodych w słynnym gnieździe w Przygodzicach w Wielkopolsce, które dzięki zainstalowanym tam kamerom jest obserwowane przez miliony internautów na świecie.

- Mamy małą ilość młodych w gniazdach również dlatego, że to najsilniejsze i najbardziej doświadczone pary dostały najbardziej w kość - wyjaśnia dr Profus. - Zwykle to one najwcześniej zajmują gniazda. W tym roku ich młode wykluły się przy fatalnej pogodzie.

Dwa wiadra dżdżownic

- W niektórych miejscach brak konkurencji ze strony sąsiadów przysłużył się bocianim parom - mówi prof. Piotr Tryjanowski z Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. By wychować młodego bociana, dorosłe ptaki muszą przez blisko 60 dni (od wyklucia do pierwszych lotów) dostarczyć mu ponad 34 kg jedzenia! To dwa duże wiadra pełne dżdżownic albo trochę mniej bardziej pożywnych gryzoni.

Bociany muszą więc konkurować o taką ilość pokarmu. - To może wyjaśniać, dlaczego są miejsca, w których mamy puste gniazda, a tuż obok jest bardzo dużo młodych - mówi prof. Tryjanowski.

Deszcze, które na północy pojawiły się później, już bocianom nie przeszkadzały. Jeżeli nie zabiły piskląt na początku, potem tylko sprzyjały ich wychowaniu. Ciepło i mokro spowodowało, że w bród było płazów i bezkręgowców. A bocian, wiadomo, jest mało wybredny - zje wszystko, co wejdzie mu pod dziób i da się połknąć. Tam, gdzie młode przetrwały, są w znakomitej kondycji. Wiele opuściło gniazda bardzo wcześnie, bo już w pierwszej połowie lipca.

Czy wrócą do nas za cztery-pięć lat, by założyć rodziny? To bardzo prawdopodobne, bo obecny bociani boom na północy i wschodzie to zapewne również wynik świetnego roku 2004, gdy doliczono się w Polsce aż 52 tys. par. Ale jest jeden warunek: muszą mieć gdzie wrócić. Tam, gdzie jeszcze pastwisk i łąk nie zastąpiono monokulturami kukurydzy lub pszenicy. Na nich te ptaki nie znajdą nic do zjedzenia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów