http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Limuzyna bujająca w chmurach

Tomasz Grynkiewicz
2010-07-28, ostatnia aktualizacja 2010-07-28 11:10

Prawo jazdy, licencja pilota i 200 tys. dol. Tyle wystarczy, by już za rok wznieść się w powietrze... samochodem.

Wyjeżdżasz z garażu, tankujesz na stacji zwykłą bezołowiową. Wciskasz gaz, dojeżdżasz do lotniska. Krótka odprawa, wieży kontrolnej meldujesz gotowość do startu. Pada komenda, kontroler wyznacza ścieżkę i nie martwisz się korkami czy czerwonym światłem sygnalizatora.

Tę wizję, niektórym być może przypominającą science fiction, od spełnienia dzieli już tylko rok. W 2011 r. latający samochód o nazwie Transition ma trafić do sprzedaży. Wczoraj Terrafugia, mała prywatna firma z Massachusetts, w której powstaje auto, pokazała, jak będzie wyglądać latająca limuzyna.

Transition ma zarówno kierownicę, jak i drążek sterowniczy ulokowany między nogami pilota kierowcy. Na dotykowym ekranie wyświetlane są różne informacje - w zależności od tego, czy jedziemy po drodze, czy lecimy. Skrzydła są rozkładane (szerokość 8 m, po złożeniu - 2 m), przemiana samochodu w samolot zajmuje trzydzieści sekund.

Z tyłu długiej na 6 m limuzyny zamontowano turbośmigłowy silnik Rotax 912S. Limuzyna jest dwuosobowa, jest też miejsce na niewielki bagaż. Pod koniec czerwca wehikuł dostał zielone światło od amerykańskiego urzędu lotnictwa (FAA) i drogówki, po tym gdy Terrafugia obciążyła go o dodatkowe 50 kg, m.in. powiększając strefę zgniotu i ulepszając system poduszek powietrznych.

Lot dziewiczy Transition ma już za sobą - w marcu 2009 r. na lotnisku w Plattsburg (stan Missouri) samochodolot wzniósł się na 30 m, po czym po niespełna 40 s lotu wylądował (pisaliśmy o tym w "Gazecie" z 07.04.2009). Pilot kierowca wystartował potem kilkakrotnie, by po chwili wylądować.

Według twórców Transition, absolwentów aeronautyki i astronautyki z Massachusetts Institute of Technology (MIT), przyszłoroczna limuzyna (w porównaniu z dość topornym prototypem ma zdecydowanie nowocześniejszy wygląd, co ma dodatkowo zachęcić potencjalnych nabywców) osiągi będzie miała bardziej zachęcające - według ich wyliczeń na pełnym baku przeleci do 740 km, przy maksymalnej prędkości 185 km/godz.

Terrafugia, która ruszyła w 2006 r. za pieniądze wygrane w konkursie MIT, od inwestorów zebrała już kilka milionów dolarów. Firma zbiera już zamówienia na latające auto - by zarezerwować sobie przywilej kupna Transitiona, trzeba wpłacić 10 tys. dol. Spółka szacuje, że pierwsze egzemplarze będzie sprzedawać za blisko 194 tys. dol., dotąd zebrała około stu zamówień.

Transition nie jest pierwszą próbą, by samochód pchnąć w przestworza - pierwszy, o nazwie Autoplane, powstał już... w 1917 r (skonstruował go rywalizujący z braćmi Wright Glenn Curtis). W międzyczasie konstrukcji próbujących skrzyżować samolot z autem było kilkadziesiąt, żadna nie trafiła do masowej produkcji. Choć blisko było, by takowy na drogi wypuścił General Motors. Motoryzacyjny gigant zainteresował się Aerocarem zbudowanym w latach 40. przez Moultona Taylora, który z samochodu w samolot przepoczwarzał się w 5 min (po złożeniu ogon i skrzydła samolotu holowano za autem). Pomysł jednak padł, gdy wielki kryzys paliwowy lat 70. zmusił General Motors do zaciśnięcia pasa. W efekcie maszyn powstało sześć, do dziś przetrwał tylko jeden egzemplarz zdolny unieść się w powietrze. Jego właściciel, amerykański konstruktor Ed Sweeney, próbował odświeżyć pomysł Taylora, budując Aerocara 2000 na bazie Lotusa Esprit. Bezskutecznie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

FBI prześwietliło Jobsa

W 1991 roku administracja prezydenta George'a Busha seniora rozważała zatrudnienie Steve'a Jobsa. FBI sprawdziło wtedy dokładnie Jobsa, a teraz upubliczniło tamte informacje

Obama walczy o pigułkę

Nawet niektórzy demokraci nie zgadzają się z rozporządzeniem prezydenta Baracka Obamy, które zmusza pracodawców do zapewnienia pracownikom darmowej antykoncepcji

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy