Joanna Grabowska: Według jednej z legend starożytną Palmyrę zbudowały dżiny, pustynne duchy. Według rzymskiego historyka Józefa Flawiusza - biblijny król Salomon. Jak było naprawdę? Prof. Michał Gawlikowski*: Z Salomonem to nieporozumienie. On wybudował Tamar, a nie Tadmor, jak w starożytności nazywano Palmyrę. Z tych dwóch przekazów w średniowieczu powstał trzeci - muzułmański: Salomon zbudował to miasto, by zrobić przyjemność królowej Sabie. A że wzniesienie takiego cudu przerastało ludzkie siły, zmusił do tego dżiny.
Naprawdę Palmyrę zbudowali jej mieszkańcy wzbogaceni na handlu karawanowym. Najwspanialsze budowle powstawały od I do III w. naszej ery. Ich ruiny są na Światowej Liście Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Rok 2010 ogłosiliście Rokiem Palmyreńskim. - Chcemy przypomnieć, co przez 50 lat zrobili w Palmyrze polscy archeolodzy. Wykopaliska zaczął w 1959 r. prof. Kazimierz Michałowski, legenda polskiej archeologii. Ominęliśmy jeden sezon, dlatego jubileusz jest teraz, a nie w zeszłym roku. Nie ma na świecie wielu ekspedycji, które w jednym miejscu kopałyby tak długo.
W latach 50. XX w. wykopaliska na Bliskim Wschodzie były trochę księżycowym pomysłem? - Nie byłoby ich, gdyby nie krył się za tym interes polityczny. Związek Radziecki i jego państwa satelickie zerwały kontakty z Izraelem po jego wojnie z Egiptem w 1956 r. Rozpoczęła się bratnia pomoc dla krajów arabskich. Michałowski chwycił się tej okazji. Trudno sobie wyobrazić, jak wielką cierpliwością i sprytem musiał się wykazać, by przekonać decydentów do kopania i w Egipcie, i w Syrii. Udało się, bo utworzyły one wówczas tzw. Zjednoczoną Republikę Arabską. Wspólne państwo egipsko-syryjskie przetrwało tylko trzy lata, ale myśmy już tam zostali. Dzięki temu jesteśmy teraz jednymi z głównych rozgrywających archeologów w Egipcie i krajach arabskich na Bliskim Wschodzie. A w Syrii polska ekspedycja jest teraz jedną z dwóch, na ponad 60 zagranicznych, które mają status wyłącznie narodowy. Wszystkie inne są prowadzone wspólnie z Syryjczykami.
Co znaleźliście w Palmyrze? - Najistotniejszym odkryciem była świątynia bogini Allat w rzymskim Obozie Dioklecjana. Trafiliśmy na nią w 1975 r. i kopaliśmy przez pięć lat. To starożytne sanktuarium, które trwało cztery i pół wieku. Znalezione w nim zabytki wypełniają teraz całą salę w muzeum w Palmyrze. Wśród nich jest posąg Ateny Partenos, kopia rzeźby Fidiasza. A także ogromny relief przedstawiający lwa opiekującego się antylopą - to symbol pokazujący, że zabijanie zwierząt na ofiarę było w tej świątyni zakazane. Relief stanął przed muzeum. Stał się jego logo i ikoną wszystkich palmyreńskich wykopalisk.
Skąd się wzięła w Palmyrze kopia posągu Ateny Fidiasza? - Z Grecji. Jej styl wskazuje na II w. Rzeźby były wtedy masowo kopiowane przez ateńskich artystów. Trafiały do zamożnych domów i świątyń w Cesarstwie Rzymskim. Palmyra była wtedy w granicach cesarstwa.
Świątynia, posąg i relief czekały kilka lat na odkrycie, choć cały czas pracowaliśmy w ich pobliżu. Z ziemi wystawał tylko mocno zniszczony mur sanktuarium. Nasi robotnicy opierali o niego rowery, stawialiśmy tam nasz namiot. Pewnego dnia już pod koniec sezonu z grubej warstwy zasypiska zaczął wyłaniać się biały marmur, którego w Syrii nie ma. To był przewrócony twarzą do ziemi posąg Ateny.
I mieliśmy nie lada problem. Nie można było zostawić go nawet na jeden dzień, bo takie rzeźby mają wielką cenę. Ktoś mógłby ją ukraść albo zniszczyć. Załadowaliśmy więc Atenę na wózek, który zwykle dostarczał wodę naszym robotnikom, i osiołek powiózł ją do muzeum. Posąg był nieźle zachowany. Wprawdzie plecy uległy znacznej erozji, ale front był prawie nietknięty. Twarz się trochę tylko potłukła. Napisałem depeszę do prof. Michałowskiego: „Znaleźliśmy kopię »Ateny Partenos «, naturalnej wielkości, proszę przysłać konserwatora”. I przysłał. W tamtych czasach to było niebywałe. Konserwator w dwa tygodnie pozlepiał głowę i posąg od razu stanął w muzeum w Palmyrze. Jest tam do dziś.
A złoty skarb? - Trafił się prof. Michałowskiemu w 1960 r. Był pod podłogą domu w Obozie Dioklecjana. Pochodził z czasów, kiedy nastąpiła ruralizacja Palmyry - miasto zamieniało się w wieś. To było dwadzieścia kilka bizantyjskich złotych monet w garnuszku. Ktoś najwyraźniej ukrył swój majątek - w VII w., krótko po podboju arabskim. Choć
Syria była już wtedy dla Cesarstwa Rzymskiego utracona, to monety funkcjonowały. Zwykle takie przypadkowe odkrycie to oznaka niedobrych czasów. Właściciel skarbu nie zabrał, co oznacza, że musiał uciec albo zginąć. To jedyny złoty skarb odkryty w Palmyrze.
Dziesięć lat temu znaleźliśmy srebrny. Ponad 200 perskich monet z przełomu VII i VIII w. Leżały pod warstwą ziemi na ulicy. I znów ciekawostka - po arabskich podbojach Persja przestała istnieć, ale jej pieniądz przetrwał. Arabowie stosowali zastane monety jeszcze dobrych 60 lat po podboju. Były pewne, znane ludziom, nie chcieli wprowadzać szybko nowych. To bardzo ekonomiczne zachowanie. Własne monety wypuścili, gdy ugruntowali swą władzę na podbitych terenach.
Badaliście też kwartał w centrum miasta. Dlaczego? - Pod koniec lat 80. poprosiłem o to władze syryjskie. Wcześniejsze badania - naszych i zagranicznych ekip - skupiały się na świątyniach i budynkach publicznych. Nikt nie wiedział, jak wyglądało zwykłe miasto. Chciałem znaleźć kawałek Palmyry z jej najlepszej epoki - pierwszych trzech wieków naszej ery. I znaleźliśmy, choć nie taki, jakiego się spodziewaliśmy.
Wszyscy uważali, że Palmyra przestała istnieć jako miasto w III w. Odkryliśmy, że trwała o 600 lat dłużej! Aż do połowy IX w. w ścianach domów wzniesionych przez pogan posługujących się językiem aramejskim mieszkali najpierw chrześcijanie (w V i VI stuleciu), a później Arabowie. Starożytne eleganckie
domy i podwórka dzielili na klitki i jakieś zagródki dla zwierząt, bo była to już bardzo zubożała ludność. Palmyra przeszła na islam około 800 r. Transformację przeszli najwyraźniej nie tylko ludzie, ale i domy starożytnych elit palmyreńskich i chrześcijańskie kościoły.
Odkryliście w Palmyrze cztery kościoły, ale tylko o jednym zrobiło się głośno. - Te trzy kościoły i najprawdopodobniej bazylika katedralna, która może być nawet fundacją cesarską, zostały wybudowane w V i VI w. Tworzą zespół archikatedralny. Do naszych czasów przetrwała niemal w całości tylko katedra, pozostałe świątynie zostały rozebrane do fundamentów. Katedra w epoce arabskiej została przerobiona na coś w rodzaju rezydencji albo budynku administracji muzułmańskiej. Nawy podzielono na pokoje, dobudowano piętro. Nastąpiła całkowita adaptacja na niesakralny cel datowana na X-XI w.
To odkrycie nagłośnił syryjski dyrektor starożytności. Poruszyło jego wyobraźnię, bo było dowodem, że miasto nie zostało opuszczone, że toczyła się historia Palmyry arabskiej. I że właśnie w tym miejscu mógł znajdować się ośrodek władzy.
Czy po tylu latach badań można jeszcze coś w Palmyrze odkryć? - Na sto lat albo i więcej jeszcze tego zostało. Choć tyle misji tam kopie, nie wiem, czy to miasto choć w dziesięciu procentach zostało odkryte. Nadal pracujemy w bazylice i w dzielnicy mieszkalnej. Poza tym z badań Palmyry wyniknęły i inne nasze prace w Syrii, choćby mitreum w Hawarte czy wykopaliska w Tell Arbid. Pracy naszym ekipom na pewno nie zabraknie.
*Prof. Michał Gawlikowski kieruje wykopaliskami Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego w Palmyrze od 40 lat. Po raz pierwszy wyjechał tam w 1965 r. Palmyra w Łazienkach
Do 28 sierpnia w warszawskich Łazienkach można zwiedzać wystawę "Palmyra - oaza wyobraźni". Nie ma na niej oryginalnych zabytków, bo nie wolno wywozić ich z Syrii, ale jest zbiór odlewów gipsowych polskich znalezisk. Są też rzadko pokazywane sztychy z końca XVIII w., wykonane przez francuskiego rysownika, i bardzo ciekawe zdjęcia z wykopalisk.