Z zającem nie miałem zbyt bliskich spotkań. Oczywiście nie liczę tych momentów, gdy nagle pryskały mi spod nóg. Chodzi mi o takie spotkania, by móc z bliska obserwować zwierzę, które zachowuje się zupełnie spokojnie. Musiałbym przyglądać się mu z ukrycia. Bez tego ani rusz. Zające mają znakomity wzrok. Dzięki swym wyłupiastym oczom, z których sobie żartujemy, widzą niemal wszystko dokoła głowy. A wielgachne uszy, które niezależnie od siebie zając może kierować w różne strony, wyłapują każdy szmer.
Każdy podejrzany odgłos albo ruch powoduje, że zając zmyka co sił w nogach lub przywiera do ziemi. Tymczasem ten, którego wczoraj spotkałem, miał mnie w nosie. Jadł sobie i nie przeszkadzało mu, że się do niego zbliżam, choć nie byłem zamaskowany ani zbyt ostrożny. Nie wiem dlaczego, ale bardziej denerwowały go
samochody przejeżdżające znacznie dalej niż ja z wielkim okiem obiektywu i trzaskającą migawką aparatu. Słowem, zając dziwak, bo przecież chowanie się albo ucieczka to jedyna broń, jaką ten zwierzak ma. Uciekać musi przed lisami i psami. Młode padają ofiarą kotów, kun, ptaków drapieżnych i krukowatych oraz bocianów, które mało kto o to podejrzewa. Co więcej, zające zabijane są przez samochody i
maszyny rolnicze. Największym wrogiem szaraka jest właśnie człowiek, który zabija je tysiącami.
Jak wyczytałem w książce Henryka Okarmy i Andrzeja Tomka "Łowiectwo" , rocznie ginie do 60 proc. zajęcy z niektórych populacji. A ich średnia długość życia na wolności to ledwie kilka lat. Taka śmiertelność jest na tyle wysoka, że mogłoby się zdawać, że zające powinny wyginąć.
Ale one potrafią sobie radzić - są niezwykle płodne. Ruja trwa u nich od stycznia do końca sierpnia. Samice mogą rodzić cztery razy w roku, za każdym razem mając nawet sześć młodych. Mało tego, u zajęcy możliwe jest zjawisko zwane podwójną ciążą. Ciężarna samica może zostać zapłodniona i nosić w sobie zarówno młode, które zaraz przyjdą na świat, jak i zarodki kolejnego miotu.
Pomimo to zajęcy ubywa. Myśliwi zabijają teraz blisko dziesięciokrotnie mniej szaraków niż w połowie lat 90. Dlaczego tak się dzieje? Oczywiście myśliwi najchętniej winiliby kruki, myszołowy i jastrzębie. Jak jednak wynika z badań, te drapieżniki nie są w stanie wpłynąć na populację zajęcy. Podejrzanym mogą być lisy, których w ostatnich latach przybywa, bo rozrzucając w lasach szczepionki, zlikwidowaliśmy niemal całkowicie ich naturalnego wroga, czyli wirusa wścieklizny.
Główną wrogiem zajęcy najpewniej jednak są zmiany w środowisku. Znikają różnorodne pola i łąki, gdzie zające znajdowały schronienie i pożywienie. Co więcej, żyją one w coraz większym stresie, bo coraz łatwiej o spotkanie z człowiekiem lub psem. Opublikowane w zeszłym roku badania kanadyjskich naukowców wykazały, że samice zająca amerykańskiego, które częściej spotykają drapieżniki, w tym psy, rodzą młode w gorszej kondycji - mniejsze i lżejsze, przez co spadają ich szanse na przeżycie. Prawdopodobnie u naszych szaraków nadmiar stresu ma podobne efekty. Ale pewnie nie u wszystkich, bo ten którego spotkałem, miał raczej stalowe nerwy.
Czekam na listy:
adam.wajrak@gazeta.pl