http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Świński spisek?

Wojciech Moskal
2010-06-22, ostatnia aktualizacja 2010-06-22 12:18

9 stycznia 2010r. Powszechne szczepienia przeciw A/H1N1 w Rumunii
9 stycznia 2010r. Powszechne szczepienia przeciw A/H1N1 w Rumunii
Fot. VADIM GHIRDA AP

Czy opłacani przez koncerny farmaceutyczne naukowcy przekonali WHO do ogłoszenia pandemii? Ostry spór toczą dwa prestiżowe tygodniki - "British Medical Journal" i "Nature"

"Firmy farmaceutyczne nakłaniały Światową Organizację Zdrowia do wyolbrzymiania zagrożenia świńską grypą!" - pisał 4 czerwca na pierwszej stronie brytyjski "Daily Mail". "Dwa europejskie raporty krytykują WHO i sugerują, że wytyczne tej organizacji odnośnie postępowania na wypadek pandemii powstawały w szemrany sposób - dzień później wtórował amerykański "The Washington Post". Czy rzeczywiście mamy do czynienia z jednym z największych skandali w historii medycyny? Niekoniecznie.

Cytowane wyżej artykuły to pokłosie dwóch raportów ogłoszonych czwartego czerwca w Paryżu podczas specjalnej konferencji prasowej. Autorami pierwszego są Deborah Cohen z "BMJ" i Philip Carter z Biura Dziennikarstwa Śledczego (brytyjskiej organizacji non-profit). Drugiego - członkowie komitetu zdrowotnego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (raport w Paryżu przedstawiał pochodzący z Wielkiej Brytanii Paul Flynnn).

Raporty do złudzenia przypominają tezy stawiane przez zwolenników teorii spiskowych, którzy uważają, że to pod wpływem przemysłu farmaceutycznego WHO ogłosiła pandemię grypy A/H1N1 i zleciła magazynowanie szczepionek i leków przeciwwirusowych. Autorzy raportów zarzucają również WHO, że w oficjalnym planie dotyczącym ewentualnej pandemii (powstał w 2004 r.) nie ujawniła, że troje z jego autorów było finansowo powiązanych z koncernami farmaceutycznymi.

Odpór tym oskarżeniom dał, piórem Declana Butlera - prestiżowy tygodnik "Nature".

Swoi ludzie w komitecie?

Zasadniczym zarzutem stawianym Światowej Organizacji Zdrowia jest brak przejrzystości. Chodzi o to, że WHO nie ujawniła nazwisk członków Komitetu Kryzysowego, którzy doradzali jej w sprawie podwyższania kolejnych stopni zagrożenia pandemią, co jak wiadomo, doprowadziło w końcu do jej ogłoszenia (znane jest tylko nazwisko przewodniczącego komitetu - prof. John MacKenzie). Rzecznik WHO Gregory Hartl wyjaśnia, że utajnienie nazwisk (w komitecie zasiada 16 osób) to właśnie sposób na to, by nie było żadnej możliwości wywierania na nich nacisku. - Gdy pandemia dobiegnie końca, natychmiast ogłosimy, kto zasiadał w Komitecie - mówi Hartl.

Nie przekonuje to autorów raportu, którzy sugerują, że podobnie jak w przypadku wytycznych z 2004 r. w Komitecie mogą zasiadać osoby opłacane przez koncerny farmaceutyczne. - To kluczowe pytanie - czy firmy, które w wyprodukowanie szczepionki na świńską grypę zainwestowały 4 mld dol. mają w Komitecie swoich ludzi? - piszą w "BMJ" Cohen i Carter. - Przecież to ta decyzja napędziła kontrakty - dodają.

- To nieprawda - replikuje w "Nature" Declan Butler. - Wiele krajów - Wielka Brytania, Francja, Kanada, Holandia, Szwajcaria - zamówiło szczepionki na tygodnie wcześniej, zanim 11 czerwca 2009 r. WHO ogłosiła pandemię. Największe zamówienie, wartości 932 mln dol., złożyły Stany Zjednoczone. Również przed ogłoszeniem pandemii - 22 maja. Komitet Kryzysowy nie mógł więc tutaj na nic wpływać - pisze Butler. Zapytani przez niego e-mailowo Cohen i Carter musieli przyznać mu rację.

Kolejna wymiana argumentów dotyczy usunięcia (w kwietniu 2009 r.) z definicji pandemii kryterium "ciężkości" przebiegu zakażeń. Parlamentarzysta Flynn pokusił się w "Daily Mail" o bardzo mocne spekulacje na ten temat.

"To może być już nie tylko teoria spiskowa, to może być bardzo dochodowy spisek" - twierdzi. Problem w tym, że jego raport nie zawiera nawet cienia dowodu na to, że WHO, zmieniając definicję i ogłaszając pandemię, chciała "nakręcić" sprzedaż i zyski producentów leków i szczepionek. - Co więcej, okazało się, że choć o zmianie kryteriów poinformowano w kwietniu, decyzję o tym podjęto już w lutym 2009 r., kiedy pandemii A/H1N1 nie było nawet na horyzoncie - pisze Butler.

Niezależni eksperci zapytani przez "Nature" przyznają również, że na początku pandemii nikt nie jest w stanie określić ciężkości zakażeń. - Potrzeba na to miesięcy - uważają. Ich zdaniem wirus, w miarę upływu czasu, może też mutować, w związku z tym przebieg choroby też może się pogarszać.

Ukarani za ostrożność

"BMJ" zarzuca również WHO, że w 2004 r., w tworzeniu wytycznych na wypadek pandemii grypy (odnosiły się one m.in. do magazynowania zapasów leków przeciwwirusowych) brało udział troje naukowców, którzy od producentów tychże leków otrzymywali pieniądze za wykłady i doradzanie. Firmy finansowały również prowadzone przez nich badania. - Dlaczego WHO nigdy o tym nie poinformowała? - pytają Deborah Cohen i Philip Carter.

Rzeczywiście, można się zastanawiać, czy Światowa Organizacja Zdrowia nie przesadza z tajnością i czy nie powinna działać bardziej przejrzyście. Tyle że po pierwsze, sami naukowcy nigdy nie ukrywali swoich finansowych powiązań z producentami leków przeciwwirusowych. Informowali o tym choćby przy publikacji wyników swoich badań w "Lancecie" czy nawet w samym "BMJ".

Po drugie, jak zauważa prof. Michael Osterholm z uniwersytetu stanu Minnesota (USA), dokument z 2004 r. powstał w odpowiedzi na zagrożenie spowodowane przez niezwykle groźny wirus ptasiej grypy H5N1. - W jego tworzeniu udział wzięło 22 czołowych ekspertów na świecie. Sugerowanie, że zaledwie troje z nich byłoby w stanie kontrolować całe gremium i przekonać je, by działało pod dyktando firm farmaceutycznych to absurd - uważa Osterholm.

W mocnych słowach popiera go prof. David Ozonoff z Boston University School of Public Health. "Insynuacje, że owa trójka udzielałaby WHO innych rad, gdyby nie była powiązana z koncernami farmaceutycznymi, to bardzo poważne oskarżenie. Dla mnie to najzwyklejsze obsmarowywanie naukowców" - pisze Ozonoff.

Również Marc Lipsitch - epidemiolog z Harvardu, uważa, że postępowanie WHO przed pandemią i w jej trakcie było właściwe i opierało się wyłącznie na naukowych przesłankach. Porównuje on toczony spór do ostatnich katastrof w zatoce meksykańskiej - "Katriny" w 2005 r. i obecnego wycieku ropy - Deepwater Horizon.

- W ciągu zaledwie pięciu lat już drugi raz widzimy, jak koszmarne skutki przyniosło zakładanie przez decydentów najbardziej optymistycznej wersji wypadków i liczenie na to, że "jakoś to będzie". To ironia, że WHO stanęła w ogniu krytyki, za to, że "ośmieliła się" założyć najgorszy z możliwych scenariuszy. Tyle że tak właśnie powinna postępować każda organizacja zdrowia publicznego.

W cieniu powyższej kłótni ostatni numer "Science" donosi o tym, że wirus A/H1N1 odpowiedzialny z pandemię A/H1N1 przeniknął w Hongkongu do organizmów tamtejszych świń (znaleziono go w jednej z rzeźni) i już od ponad roku zmienia swoje geny. Naukowcy obawiają się, że nie jest to zmiana na lepsze i za jakiś czas możemy mieć do czynienia ze znacznie groźniejszą świńską grypą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':