Rozmowa z prof. Dariuszem Leszczyńskim, biologiem molekularnym z Urzędu Bezpieczeństwa Radiacyjnego i Jądrowego w Helsinkach oraz Uniwersytetu Helsińskiego w Finlandii Piotr Cieśliński: Pozwala pan dzieciom rozmawiać przez komórki? Prof. Dariusz Leszczyński: To już nie dzieci, mają po 20 i 23 lata. A komórki mają od lat ponad dziesięciu.
Nie obawiał się pan, że dostaną guza mózgu? - Nie bardzo. Dziesięć lat temu nic nie wskazywało na to, że emitowane przez telefony promieniowanie mikrofalowe powoduje
nowotwory. Teraz też nie ma na to wystarczających dowodów. Choć są badania wskazujące na taką możliwość. Dlatego, chuchając na zimne, intensywnie badamy ten problem.
Nowotwór mózgu to najgorsze, co mogłoby wyniknąć z rozmów przez komórki.
To jest ryzyko czy go nie ma? - To pytanie za milion dolarów. Ciągle nie wiemy. Liczne badania pokazują, że nie ma żadnego ryzyka. Jednak są też takie, które sugerują, że wieloletnie używanie komórek podwyższa ryzyko zachorowania na nowotwór mózgu.
Dopiero teraz w "International Journal of Epidemiology" pojawił się końcowy raport z dużych badań Interphone przeprowadzonych kilka lat temu w 13 krajach świata. Naukowcy długo nie mogli uzgodnić, co z nich wynika - realne ryzyko czy jego brak. Po dziesięciu latach badań i wydaniu blisko 20 mln euro jesteśmy właściwie w punkcie wyjścia.
Dlaczego? - Podstawową wadą Interphone było to, że uczeni musieli polegać na pamięci badanych. A kto może pamiętać, ile czasu rozmawiał dziesięć lat temu, albo do którego ucha przykładał telefon? Problem polega też na tym, że kiedy rozpoczynano te badania, niewielu ludzi używało komórek od lat. Jakikolwiek niepokojący rezultat może więc być albo prawdziwy, albo może po prostu być błędem statystycznym związanym z niezbyt liczną próbą.
To mam się bać czy nie? - Światowa Organizacja Zdrowia, a także np. rządy Francji czy Finlandii radzą, by dmuchać na zimne i używać komórek ostrożnie - czyli nie za często i nie za długo. Na dzieciach można to wymóc. Z dorosłymi gorzej.
A może na wszelki wypadek zakazać używania komórek? - No nie. Komórki pełnią zbyt ważną funkcję w życiu społecznym i gospodarczym, by można ich było po prostu zakazać. Ale dopóki nie będziemy pewni, że nie szkodzą zdrowiu, powinniśmy zachować ostrożność. Jednocześnie trzeba naciskać producentów, by ich telefony emitowały coraz mniej promieniowania. Inżynierowie potrafią zdziałać cuda, jeśli tylko są do tego zmuszeni.
Może trzeba je traktować jak samochody? Wiadomo, że zdarzają się wypadki i jeżdżąc autem, narażamy zdrowie. Ale uznaliśmy, że warto, i używamy ich mimo wszystko. - To jednak nie to samo... Jeśli będziemy rozsądnie jeździć i przestrzegać przepisów, to nikomu nie stanie się krzywda. A telefony emitują promieniowanie niezależnie od tego, czy są używane prawidłowo, czy nie. Nasze zachowanie nie ma na to wpływu.
To może porównajmy rozmawianie przez komórkę do... palenia? - Wielu uważa, że to właściwe porównanie. Rzeczywiście przez lata nie zdawaliśmy sobie sprawy, że palenie niszczy zdrowie i że obecne w dymie związki chemiczne są rakotwórcze i toksyczne. Wątpliwe jednak, by kiedykolwiek wykazano, że promieniowanie telefonów komórkowych jest podobnie niebezpieczne, o ile w ogóle okaże się rakotwórcze. Dlatego moim zdaniem porównanie z paleniem jest przesadzone, wyolbrzymia ryzyko i niepotrzebnie straszy ludzi.
W jaki sposób komórki w ogóle miałyby szkodzić? Podgrzewając nam głowy jak w mikrofalówce? - Ich promieniowanie może lokalnie podnieść temperaturę mózgu o 0,1-0,3 st. Celsjusza.