Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wizyta u dentysty była prawdziwym koszmarem - zęby borowano i wyrywano bez znieczulenia, narażając pacjentów na silny ból. Kulącym się ze strachu i bólu osobom prawdziwą ulgę przyniosło upowszechnienie się znieczulenia - teraz ból trwa tylko kilka sekund. Wystarczy wytrzymać podanie zastrzyku znieczulającego i do końca zabiegu nie trzeba się już bać.
Czy jednak ból może całkiem zniknąć z gabinetów dentystycznych? Naukowcy z Regions Hospital przekonują, że tak. Zamiast zastrzyku podawali myszom spray do nosa zawierający lidokainę (jeden z najpopularniejszych składników preparatów znieczulających używanych w stomatologii).
Okazało się, że podana do nosa lidokaina szybko znieczulała poszczególne odgałęzienia nerwu trójdzielnego w okolicach dziąseł, szczęk i jamy ustnej. Podane do nosa znieczulenie może się więc okazać nie tylko bezbolesną, ale też precyzyjną metodą powstrzymania bólu.
Źródło: Gazeta Wyborcza