Margit Kossobudzka: Czy w wieku trzydziestu lat można wyprostować sobie zęby? Anna Widmańska*: To zależy od rodzaju wady zgryzu. Czasami można, a czasami da się tylko poprawić ułożenie zębów. W wieku dorosłym wpływamy już tylko na to, co jest, nie możemy wpływać na to, co rośnie.
Wydawało mi się, że teraz można zrobić z zębami wszystko. To nie takie proste. Wiem, że miałyśmy rozmawiać o ortodoncji dorosłych, ale muszę zacząć od podstaw, bo one odpowiedzą po części na pani pytanie. Od momentu, kiedy dziecko przychodzi na świat, od rodziców zależy, czy maluch uniknie jednych z najczęstszych wad zgryzu - tych spowodowanych przez złe nawyki. I tak znaczenie ma np. układanie niemowlaka do snu. To nieprawda, że powinien leżeć całkowicie płasko. Główka powinna być wyżej niż nóżki.
Dlaczego? Niech pani sobie wyobrazi, że leży płasko na wznak. Co wtedy dzieje się z pani żuchwą? Opada do dołu. A jak leży pani na wysokiej poduszce, co lubi wiele starszych dzieci? Wysuwa się do przodu. Żeby leżeć w odpowiedniej pozycji, niemowlak wcale nie musi spać na poduszce -wystarczy pod nogi łóżeczka od strony głowy położyć siedmiocentymetrowe podpórki. Kolejny przykład -kiedy karmimy malucha piersią, siedzimy z nogą wspartą na stołku - dziecko tylko w pozycji półsiedzącej wykonuje prawidłowe ruchy żuchwą. Inne nawyki, które wpływają na powstawanie wad zgryzu, to długie ssanie smoczka, palca i picie z butelki. Karmienie dzieci papkami, nawet w trzecim roku życia! Trzeba żuć i gryźć, wtedy rozwijają się mięśnie szczęk i rosną kości. Gdy dziecko jest starsze, dochodzą nawyki obgryzania paznokci czy ogryzania ołówków.
Strasznie tego dużo. Wydaje się, że przy tylu potencjalnych nawykach rodzice nie mają szans na upilnowanie dzieci. Spokojnie. Na pocieszenie powiem, że wady wywołane złymi nawykami cofają się same, jeśli tylko wyeliminujemy to, co je powoduje, np. smoczek czy ssanie palca. Natura ma ogromną siłę.
Do tej listy trzeba chyba jeszcze dodać próchnicę. To oczywiste. Przedwczesna utrata zęba mlecznego, który trzeba usunąć z powodu próchnicy, powoduje, że pozostałe zęby przesuwają się, zamykając powstałą dziurę. Gdy potem dziecku rośnie stały ząb, nagle okazuje się, że nie ma dla niego miejsca. Ale ząb musi wyrosnąć, szuka sobie innej drogi i rośnie krzywo. Właśnie w takich sytuacjach ortodoncja może pomóc. Są specjalne utrzymywacze, czyli płytko- protezki, które blokują potrzebne miejsce, zanim wyrośnie stały ząb. Do tej listy dodałabym jeszcze kłopoty laryngologiczne. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że oddychanie buzią, a nie nosem, ma znaczenie dla prawidłowego zgryzu. Człowiek stworzony jest do oddychania nosem. Wtedy powietrze, które wciągamy prawidłowo, modeluje cały układ nosowogardłowy. Oddychając ustami, maluch po jakimś czasie nabawia się tzw. gapowatej buzi. Broda opada w dół, przednie ząbki wysuwają się do przodu... Kłopoty z prawidłowym oddychaniem trzeba leczyć. Najlepiej skonsultować się z laryngologiem.
Kiedy do ortodonty? Kiedy coś nas zaniepokoi. Matki zazwyczaj mają doskonałą intuicję i wiedzą, że to już czas. Warto przyjść, nawet po to, żeby się uspokoić, że nic takiego się nie dzieje. Czasami dziecku trzeba założyć ruchomy aparat na ząbki.
Wiele osób twierdzi, że to bez sensu. Dziecko się męczy, a aparat nie działa. Lepiej założyć mu potem stały. To nieprawda. Aparaty ruchome działają! A z kolei te stałe nie są panaceum na wszystko. Należy też pamiętać, że takie leczenie jest długotrwałe i kosztowne (nie ma refundacji z
NFZ), a aparaty ruchome dla dzieci do 12. roku życia są refundowane. By działać, aparaty ruchome muszą być dostosowane do wady, wieku pacjenta i, co najważniejsze, powinny być noszone. Rodzice na nie narzekają -nie widzą efektów, a wydali masę pieniędzy. Dzieci źle tolerują takie aparaty, bo trzeba je zakładać na całą noc i jak najdłużej w dzień. Trzeba jednak próbować je motywować do noszenia, stopniowo wydłużając czas, przez jaki aparat jest w buzi. Jeśli jesteśmy systematyczni, efekty są bardzo dobre. Moment, gdy należy zacząć nosić taki aparat, wybiera ortodonta, bo nie zawsze sprawdza się tutaj zasada, że im wcześniej, tym lepiej.
Wszystkie wady są wynikiem złych nawyków? Większość, ale są jeszcze wady wrodzone, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Czasami są tak poważne, że wymagają współdziałania ortodonty i chirurga szczękowego. Trzeba mieć duże samozaparcie, by poddać się takiemu zabiegowi. Utrudnienia i różne dolegliwości trwają wiele tygodni, miesięcy, a nawet lat. Moja koleżanka, która miała operację polegającą na wysunięciu bródki do przodu, przez kilka lat nie miała czucia w obrębie brody i ust, ale mówiła, że to nie ma znaczenia. Tak bardzo poprawił się jej komfort życia. Kiedyś sama miałam pacjentkę ze zbyt dużą i cofniętą żuchwą, tzw. progenią. Była zamknięta w sobie, niemiła, odpychająca. Po zabiegu nie tylko zmieniły jej się rysy twarzy -wyładniała - ale też charakter. Stała się sympatyczniejsza, bardziej radosna. Ortodoncja to nie tylko estetyczne prostowanie zębów. Tym bardziej że dziś dostępne są metody, jakich jeszcze kilkanaście lat temu nie było. Prostsze, mniej inwazyjne. One nie tylko służą do poprawiania naszego wyglądu. Aparaty stałe stosuje się np. po to, żeby zrobić miejsce dla implantu, przed leczeniem protetycznym, w chorobach przyzębia. Z takich aparatów mogą korzystać także ludzie dojrzali, po 50. roku życia. Moja najstarsza pacjentka miała 65 lat.
Przyjmijmy, że mam dwadzieścia parę lat i dopiero teraz postanowiłam zrobić porządek z krzywymi zębami. Mogę założyć sobie aparat stały? Oczywiście. Aparaty stałe mają tę zaletę, że nie można ich zdjąć (przyczepione są na stałe do zębów, jak sama nazwa wskazuje). Pamiętajmy, że wymaga - ją od nas jednak jeszcze większej niż zwykle higieny jamy ustnej. To dlatego że na elementach aparatu, bardziej niż na samych zębach, osadzają się resztki jedzenia, które mogą doprowadzić do powstawania płytki nazębnej i próchnicy. Aparaty stałe dzielimy na metalowe i ceramiczne (estetyczne, w kolorze zębów). Można je też podzielić w zależności od umieszczenia w jamie ustnej. Na aparat składają się tzw. zamki ortodontyczne -metalowe kwadraciki -które przykleja się do zęba specjalnym klejem. Są one czymś w rodzaju kotwicy, którą łapiemy ząb i ciąg niemy w potrzebną stronę. Zakładane są również łuki i gumki, które regulują działanie aparatu. Żeby zachęcić młodzież, zamki bywają w kształcie serduszek lub gwiazdek, a gumki są dostępne w wielu kolorach. Istnieje też metoda przezroczystych szyn zwana Invisalign. Ale wskazania do jej stosowania są ograniczone, a leczenie takimi aparatami jest bardzo kosztowne i wynosi nawet około 20 tys. zł.
Właśnie. Ile średnio kosztuje stały aparat? Całość leczenia z aparatem i wizytami to koszt rzędu od kilku tysięcy w górę. To zależy m.in. od wady zgryzu.