Nie wiadomo również, jak długo będzie przebywał w kosmosie i kiedy wyląduje. Występuje pod kryptonimem X-37B - był konstruowany dla NASA przez firmę Boeing, jako demonstrator nowych technologii, które miały być użyte do budowy następcy starzejących się promów kosmicznych. Ale w 2004 r. agencja zrezygnowała z projektu i przekazała go Pentagonowi.
Dla wojska taki mały skrzydlaty prom orbitalny jest na wagę złota. Można go w każdej chwili posłać na orbitę, żeby przypatrywać się z góry zapalnym punktom na mapie świata, reperować albo ściągać na Ziemię satelity szpiegowskie, a w razie konieczności - śledzić statki orbitalne wrogich państw lub nawet je niszczyć.
X-37B został wystrzelony na czubku rakiety Atlas-5, posiada własny silnik, dzięki któremu może manewrować i zmieniać orbitę. Powróci lotem szybowca, jak załogowe wahadłowce NASA, lądując na pasie startowym bazy Vandenberg w Kalifornii.
Przypomina miniaturkę promu załogowego - ma długość 9 m, rozpiętość skrzydeł 4,5 m. Zasilają go na orbicie akumulatory i baterie słoneczne. Te ostatnie wysuwają się z luku bagażowego, który jest mniej więcej rozmiaru bagażnika pickupa i ma ładowność kilkuset kilogramów. Dzięki bateriom słonecznym miniprom może przebywać na orbicie dłużej niż załogowy prom - nawet 270 dni.
W tym dziewiczym locie mają być testowane wszystkie kluczowe systemy - nawigacji, naprowadzania, awioniki, powłoki termicznej etc. Uwzględniając dane z tej próby, Boeing w przyszłym roku wyprodukuje drugi, ulepszony model.
Więcej:
http://spaceflightnow.com/atlas/av012/100421preview/